Chociaż w Wenecji panuje atmosfera beztroskiej „dolce vity", nad filiżanką espresso, gdy słońce grzeje w twarz, łatwo zapomnieć o całym świecie, tegoroczny festiwal filmowy robił wszystko, by przypominać nam o największych horrorach współczesności. Na wyspie Lido dominowały fabuły i dokumenty o mocnym wydźwięku politycznym, cofające się do przyczyn lub badające konsekwencje wojen, niekontrolowanego rozwoju technologicznego, diametralnych różnic międzyklasowych, mocarstwowych ambicji. Wszystkiego, co spędza nam sen z powiek, uzmysławia, iż pierwotne strachy są jak najbardziej aktualne, a destrukcja tego co znajome, odbywa się na naszych oczach.