Wydawnictwo Pauza, w związku z premierą filmu Zgiń kochanie, wznowiła powieść o tym samym tytule, autorstwa Ariany Harwicz. Książka z filmową okładką pojawiła się na sklepowych półkach pod koniec 2025 roku. Jest to jednak literacki debiut autorki, który powstał już w 2012 roku!
Na wstępie muszę zaznaczyć, iż nie oglądałam filmu Zgiń kochanie w reżyserii Lynne Ramsay z Jennifer Lawrence w roli głównej. Wolałam najpierw przeczytać pierwowzór, czyli powieść Ariany Harwicz. Nie wiem jak ma się produkcja filmowa do literatury, ale sama książka na długo pozostanie w mojej głowie. Zgiń kochanie to krótka, ale bardzo sensualna, a zarazem mocna i bezkompromisowa opowieść na granicy jawy i snu.
Młoda kobieta mierzy się z macierzyństwem. Po urodzeniu dziecka mieszka z mężem na odludziu. Sąsiedzi są daleko, naokoło czuć dotyk natury. Główna bohaterka mierzy się z depresją poporodową, samotnością, niepokojem o swoje maleństwo, ale również z szalejącym i rosnącym pożądaniem. Jej popęd seksualny rośnie z dnia na dzień, a mąż zdaje się coraz bardziej od niej odsuwać. Kobieta zastanawia się nad swoim życiem, a co za tym idzie stawia sobie naprawdę trudne pytania. Jednym z nich jest chociażby to czy rodząc dziecko, utraciła samą siebie?
Zgiń kochanie składa się z przemyśleń głównej bohaterki. I chociaż w książce opisywane są różne sytuacje, to jednak znaczącą część zajmuje narastający chaos w głowie kobiety. Wraz z rozwojem akcji coraz częściej przyłapywałam się na tym, iż nie jestem pewna, które z wydarzeń, opisywanych przez bohaterkę, zdarzyły się naprawdę, a które są tylko jej wyobraźnią. Mimo, iż powieść jest krótka, to została bardzo skondensowana. Brak tutaj dialogów, wszystko jest ciasne i duszne, a oniryczność wylewa się z niemal każdej strony.
Ariana Harwicz w bezkompromisowy i szczery sposób opisuje trudne i skomplikowane doświadczenie, czyli właśnie macierzyństwo. Z jednej strony zachowanie bohaterki może się wydawać zupełnie inne od ogólnych wyobrażeń, a z drugiej właśnie dlatego jest tak prawdziwe. Zgiń kochanie oczarowuje prostotą. Powieść skupia się na normalnych, ale przy tym trudnych i skomplikowanych emocjach, które mogą dotknąć każdego z nas. Coraz częściej otwarcie porusza się temat macierzyństwa w mediach. Podkreśla się, iż to nie tylko euforia i euforia, ale również strach i depresja. I nie ma w tym nic złego – to po prostu ludzkie.
Poza macierzyństwem bardzo ważnym tematem poruszonym w książce jest seksualność i pożądanie. Kobieta coraz dotkliwiej znosi brak zainteresowania ze strony męża. Jej hormony szaleją, ale ukochany ciągle zostawia ją samą w domu z dzieckiem, a po powrotach do domu zwykle jest zmęczony. Bohaterka ma wrażenie, iż wpada w coraz większe osamotnienie, a potrzeba bliskości, inna niż bliskość dziecka, rośnie w zawrotnym tempie. W związku pojawia się coraz więcej niedopowiedzeń, kłamstw, uników. Znamienne jest to, iż niemal każde wypowiedziane do siebie zdanie para kończy sformuowaniem „kochanie”.
Mimo, iż Zgiń kochanie jest powieścią bardzo krótką, to dość trudno pochłonąć ją „na raz”. Rozważania kobiety bywają niewygodne, uwierają i trafiają w czułe punkty. Jest to bardzo istotny głos w temacie macierzyństwa. Walczy ze stereotypami odnośnie roli kobiet i oczekiwaniami wobec nich. Na pewno nie jest to lektura prosta, ale naprawdę bardzo potrzebna. I szczerze mówiąc, nie potrafię sobie wyobraźić filmowej wersji tej historii. Książka napisana jest w bardzo specyficzny sposób, a akcja krąży między jawą a snem. Z czystej ciekawości nadrobię seans w kinie, ale obawiam się, iż daleko mu będzie do efektu, którym raczy nas powieść.
Okładka książki Zgiń kochanieAutor: Ariana Harwicz
Wydawca: Wydawnictwo Pauza
Premiera: 12 grudnia 2025 r.
Oprawa: miękka
Stron: 144
Cena katalogowa: 39,90 zł
Fot. główna: materiałty prasowe – kolaż (Wydawnictwo Pauza)





