ŻE CO? "Wielki Marty" miał mieć nadprzyrodzony finał?

filmweb.pl 3 miesięcy temu
Zdjęcie: plakat


UWAGA, PONIŻSZY NEWS ZAWIERA SPOILERY DO FILMU "WIELKI MARTY"

W trwającym właśnie sezonie nagród "Wielki Marty" należy do grona tytułów, na które publika zwraca uwagę najbardziej. Nic w tym dziwnego – w dziele Josha Safdiego upatruje się jednego z faworytów w kontekście najważniejszych tegorocznych statuetek. Właśnie dlatego od czasu premiery twórcy znajdują się w nieprzerwanej trasie promocyjnej, biorąc udział w wywiadach, występach telewizyjnych, panelach dyskusyjnych czy podcastach. W jednym z nich reżyser filmu postanowił ostatnio ujawnić pierwotnie planowane zakończenie "Wielkiego Marty'ego". Okazuje się, iż oryginalny pomysł był znacznie bardziej szalony niż finał, który ostatecznie trafił do filmu.



"Wielki Marty" – jak miało wyglądać zakończenie filmu?



Jednym z najbardziej absurdalnych dialogów "Wielkiego Marty'ego" jest ten z końcowych minut produkcji. W scenie z trzeciego aktu biznesmen Milton Rockwell, w którego wciela się aktor Kevin O'Leary, zdradza głównemu bohaterowi, iż w rzeczywistości jest... wampirem, który od stuleci żyje już na tym świecie. Dziwaczne wyznanie zostaje zignorowane przez Marty'ego, a film nie wraca już więcej do tego wątku.

Jak się okazuje, dialog miał pierwotnie być podbudową pod zupełnie inne zakończenie filmu. W początkowym zamyśle finałowa scena miała rozgrywać się nie w szpitalu, a na koncercie kilkadziesiąt lat później – w latach 80., gdy Marty jest już dojrzałym i ustatkowanym mężczyzną. Josh Safdie opowiedział o niej w następujący sposób:

No więc on zamienia ten sklep z butami w najbardziej dochodowy sklep przy Orchard Street. Zmienia nazwę na Marty Mauser’s Shoes. Franczyzy, kolejne franczyzy, wyjazd z Nowego Jorku, ogromny majątek. Wszystkie wyznaczniki sukcesu zostają spełnione. Rodzina się powiększa, opuszczają miasto, mają piękny dom, a całość kończy się na koncercie Tears for Fears, na którym Marty jest z wnuczką. Mają świetne miejsca, z samego przodu, a on patrzy na scenę. Myśli o "Everybody Wants to Rule the World", o młodości, o tym, co to wszystko znaczy, bo choć odniósł sukces, to nie robi tego, co uważał za cel swojego życia – wyjaśniał Josh Safdie.

Kamera patrzy przez jego oczy – zbudowaliśmy dla Timmy’ego całą charakteryzację protetyczną – i nagle on (Kevin O'Leary) pojawia się za nim i wgryza mu się w szyję — taki miał być ostatni moment filmu – dodał reżyser. W późniejszej części rozmowy przyznał, iż od realizacji swojego wymarzonego zakończenia odciągnęła go reakcja wytwórni.

Pamiętam, iż w A24 wszyscy powiedzieli: "Chyba żartujesz, co nie?" – spendował Safdie.

Kevin O'Leary w filmie "Wielki Marty"


Szczegóły niezrealizowanego zakończenia nie są jedyną interesującą informacją, którą fani "Wielkiego Marty'ego" otrzymali w ostatnich dniach od Josha Safdiego. Reżyser ujawnił także, iż niespodziewany występ gościnny w filmie zalicza nie kto inny jak... Robert Pattinson. jeżeli wyrzucacie sobie, iż przeoczyliście obecność aktora w filmie, prędko uspokajamy. Pattinson pojawia się w produkcji jedynie głosem, grając rolę arbitra na turnieju tenisa stołowego.

Nikt o tym nie wie, ale ten głos — spikera, sędziego — to Pattinson. To taki mały easter egg. Nikt o tym nie wie (...) Pewnego dnia przyszedł popatrzeć na kilka scen, a ja pomyślałem, iż nie znam żadnych Brytyjczyków. Więc został arbitrem – zdradził Josh Safdie.

Scenę z udziałem Pattinsona możecie zobaczyć (i usłyszeć!) poniżej:

At dawn from the gateway to Mars, the launch of Starship’s second flight test pic.twitter.com/ffKnsVKwG4

— SpaceX (@SpaceX) December 7, 2023
Idź do oryginalnego materiału