Zdrada ukryta za maską przyjaźni

newsempire24.com 12 godzin temu

Zdrada w przebraniu przyjaźni

Słuchaj, muszę ci coś opowiedzieć, bo mam wrażenie, iż sama w to nie uwierzyłabym, gdyby mi ktoś taką historię przedstawił Tegoroczna zima przyszła do nas z przytupem: śniegu napadało tyle, iż wszystko wyglądało jak z pocztówki ulice, chodniki, choćby blokowiska zamieniły się w magiczne krajobrazy. Płatki śniegu sypały jak oszalałe, ścieliły się grubą warstwą na dachach i chodnikach, a zimny, czysty mróz jeszcze potęgował ten nastrój świeżości.

Ale w mieszkaniu u Marty i Pawła panowała odmienna aura domowe ciepło i błogi spokój. Za oknem prawdziwa zima, a u nich miły, leniwy wieczór. Marta zapaliła lampkę, która rozlewała miękkie światło na salon. Na kanapie siedzieli razem z Pawłem, opatuleni grubym kocem, z kubkiem herbaty, a w telewizorze leciała jakaś lekka komedia familijna, idealna na reset.

Marta jednym okiem zerkała na ekran, czasem uśmiechając się do własnych myśli. Paweł, wsparłszy głowę na oparciu, raz patrzył na film, raz gdzieś w okno, zahipnotyzowany śniegiem. Sielanka na całego.

Ten miły klimat przerwał nagle dźwięk telefonu. Paweł udał, iż nie słyszy, ale po chwili zrezygnowany wyciągnął komórkę z kieszeni. Spojrzał na ekran i westchnął:

Znowu Adam rzucił w kierunku żony. Już trzeci raz dzisiaj.

Marta tylko lekko obróciła głowę, choćby nie odrywając wzroku od filmu.

Pewnie znowu nas zaprasza stwierdziła z policzalnym spokojem. Kupili działkę, teraz tylko imprezują. On nie rozumie, iż nie każdy lubi takie balangi

Paweł w końcu odebrał połączenie, próbując brzmieć entuzjastycznie:

Adam, siema! Co tam słychać?

Paweł, no ile mam jeszcze dzwonić? rozbrzmiał wesoły głos przyjaciela. Przecież mówiłem świętujemy, wszystko gotowe, sauna nagrzana, wódka się chłodzi, znajomi czekają! Przestańcie się kisić w domu, wpadajcie z Martą, będzie super!

Paweł zawahał się, spojrzał na Martę, która ledwo zauważalnie pokręciła głową. Zrozumiał bez słów na hulanki nie mają ani chęci, ani nastroju. Chcieli zostać we własnym małym świecie, pobyć razem, bez tego całego zamieszania, głośnych rozmów i biegania po schodach.

I wtedy Paweł wpadł na pomysł.

Słuchaj, powiedział cicho, Marta pojechała do mamy. Zostałem sam, więc nie za bardzo mam ochotę jechać. Wiesz jak to jest Potem się ktoś na coś wyklepie i mam w domu awanturę. Następnym razem na pewno, dobra?

Po drugiej stronie zapadło chwilowe milczenie, aż Adam wyraźnie zdziwiony zapytał:

Kiedy wraca?

Jutro wieczorem Spontaniczna decyzja, wiesz. A my takie super plany mieliśmy kino, spacer w parku, lodowisko Ech, nie wyszło. Może za tydzień, jeżeli się nic nie posypie.

Adam z miną no dobra rozłączył się, a Paweł spojrzał z ulgą na Martę:

Uff, odetchnąłem. Ten Adam jest strasznie uparty, nie? Przecież wie, iż nie znoszę tych jego ognisk! No, ale kij z nim. Wolę sto razy bardziej posiedzieć z tobą w spokoju.

Przytulił ją mocniej. W tle szumiała cicho lodówka, telewizor mrugał znajomym światłem, a śnieżny wir wirował za szybą.

Marta położyła głowę na jego ramieniu. W domu panował ten przyjemny błogi spokój ciepło lampki, dobry film, delikatne tykanie zegara na ścianie. Tego właśnie im brakowało na co dzień wytchnienia, braku pośpiechu, poczucia, iż nigdzie nie muszą się spieszyć.

Ja też, szepnęła Marta, spoglądając mu w oczy. Chodźmy spać po filmie i już niczego więcej mi nie potrzeba.

Paweł uśmiechnął się i przyciągnął ją bliżej, wyobrażając sobie, jak za chwilę gaszą światło, chowają się pod pierzyną i usypiają przy dźwięku wichury za oknem. Ale wtedy znów zadzwonił telefon. Znowu Adam.

Paweł spojrzał z wyraźnym zniecierpliwieniem i odebrał:

Adam, mówiłem przecież

Lecz głos Adama był poważniejszy niż zwykle, wręcz podenerwowany:

Paweł, jestem właśnie w klubie Kryształ z chłopakami, jeszcze przed sauną poszliśmy się pobawić. I ZGADNIJ KOGO widzę? MARTĘ! Z jakimś typem! Siedzą razem, piją, ona go obejmuje. No, nie chciałem się wtrącać, ale… sam zobacz. Tobie pewnie powiedziała, iż pojechała do mamy? Ewidentnie ściemnia!

Paweł zamarł i automatycznie spojrzał na Martę, która aż osłupiała. Spojrzał na ekran telefonu czy to żarty?

Co?! odparł z niedowierzaniem. Jesteś pewien? Może ci się pomyliło?

Nie! Adam był absolutnie pewny. Jest już niezła w sztosie, śmieje się w głos, zgrywa się bez skrępowania. Przecież sam słyszysz! Chcesz, żebym ją dał do telefonu?

Paweł zamknął na moment oczy, próbując zebrać myśli. Tysiąc pytań w głowie, żadnej odpowiedzi. Ale włączył tryb głośnomówiący z czystej ciekawości, bo coś tu śmierdziało.

W głośniku rozległy się dudniące bity i śmiechy, a potem kobiecy głos, do złudzenia przypominający głos Marty:

Halo? Kto tam? zamamrotała wyraźnie przerysowanym i lekko zachrypniętym tonem.

Paweł odruchowo przełknął ślinę. Spojrzał na Martę, która siedziała obok, wytrzeszczając oczy.

Marta? wymamrotał, starając się kontrolować głos. To ja… Paweł. Co jest grane?

W odpowiedzi usłyszał śmiech, potem ten głos odpowiedział jeszcze bardziej ironicznie:

Daj spokój, Paweł! Mam już dość twojego nudnego życia. Chcę się wyszaleć, rozumiesz? Idę na całość, nudziarzu!

Marta zerwała się z kanapy, zbledła jak ściana.

Co za głupoty?! wyjęczała cicho. Jakim cudem ktoś mnie tak podrobił? I czemu zna twoje imię?

A gdzie ty jesteś? rzucił Paweł podniesionym głosem.

A jakie to ma znaczenie? głos w słuchawce brzmiał pewnie. Jestem dorosła i nie muszę ci się tłumaczyć.

Adam znowu się wtrącił:

Słyszysz? Mówiłem ci!

Paweł gwałtownie przerwał:

Stop! Zajmę się tym jutro. Nie dzwoń więcej.

Szybko się rozłączył. Przez moment siedzieli w milczeniu, analizując całą sytuację. Marta usiadła na nowo, wyraźnie wstrząśnięta.

Przecież to ewidentnie była jakaś podstawiona dziewczyna! choćby głos cholernie podobny… powiedziała z osłupieniem. Ale ktoś ją musiał podszkolić!

Nie wiem, mruknął Paweł półgłosem, ale to nie był przypadek. Wszystko za bardzo się zgadzało ton, śmiech… A Adam tak przekonująco twierdził, iż to ty… Przecież, gdyby cię tu nie było, mógłbym uwierzyć, iż to prawda!

Paweł przytulił Martę. Poczuł, jak lekki dreszcz przebiega jej po plecach, ale czuł też jej potrzebę bliskości.

I tak bym miał wątpliwości. Znam cię za dobrze. Coś mi tu śmierdzi. Jutro zadzwonię do klubu, może mają monitoring i sprawdzimy, kto tam naprawdę był.

Marta przytuliła się do niego. Parę minut siedzieli w milczeniu, potem Marta powiedziała:

To nie ja! Ale kto, u licha, i po co ta szopka?

Paweł wzruszył ramionami, ale oczy mu się rozjaśniły. Teraz był już tylko zdecydowany rozwikłać sprawę.

***************

Nazajutrz, koło południa, Marta siedziała w kuchni, popijała herbatę i przeglądała maile. Zadzwonił Adam. Przez chwilę się wahała, zanim odebrała.

Cześć, zaczął Adam, jakby chodził po kruchym lodzie. Rozmawiałaś z Pawłem po wczorajszym?

Marta ścisnęła telefon w dłoni. Postanowiła pociągnąć temat, by zobaczyć, dokąd Adam zmierza.

Tak. Pokłóciliśmy się. Oskarżył mnie o jakieś brednie, nie chciał słuchać wyjaśnień. Uważa, iż go okłamałam.

W słuchawce przez ułamek sekundy zapanowała cisza. Po czym Adam odparł z lekką satysfakcją w głosie:

No widzisz… zawsze mówiłem, iż Paweł cię nie docenia. On w ogóle nie rozumie, jaką jesteś osobą.

Marta zagrała spokojnie, mimo iż wewnątrz aż się gotowała.

O czym ty mówisz?

Adam nagle ściszył głos, w jego tonie była niepokojąca poufałość:

O tym, iż zasługujesz na coś więcej! Marta, zakochałem się w tobie, serio. Chciałbym się o ciebie troszczyć. Gdybyś zdecydowała się odejść od Pawła, byłbym zawsze przy tobie.

Marta milczała chwilę, próbując ogarnąć, co właśnie padło. Dlaczego Adam wyznał jej miłość właśnie TERAZ? Czyżby to on to wszystko kręcił?

Zebrała się w sobie i powiedziała zimno, bez zbędnych emocji:

Adam, to nie na miejscu. Kocham Pawła i wyjaśnimy sobie wszystko między sobą. Proszę, nie mieszaj się.

Adam jęknął:

Przepraszam, nie chciałem niczego popsuć. Po prostu… chciałem, żebyś wiedziała, iż zawsze możesz na mnie liczyć. Paweł cię oszukał, szuka wymówek, by cię zostawić! Nie zasługujesz na takie traktowanie.

Marta ścisnęła telefon, aż zbielały jej knykcie. Wytrzymała jednak i cicho odpowiedziała:

Po pierwsze, cały wczorajszy wieczór spędziłam w domu. Po drugie, z Pawłem się nie kłóciliśmy. Po trzecie, wiem, iż to ty wszystko zorganizowałeś. Może nie wiedziałam dotąd, po co. Ale teraz już wiem.

Zapadła cisza. Po chwili Adam odezwał się nieco roztrzęsionym głosem:

Co? O czym ty mówisz?

O tym, iż znalazłeś dziewczynę z głosem podobnym do mojego i nauczyłeś ją, jak mnie udawać. Bo chciałeś, żebyśmy się z Pawłem pokłócili i żebym zwróciła na ciebie uwagę.

Adam zawisł w milczeniu. Marta czekała cierpliwie, aż w końcu usłyszała cichy, zdesperowany głos:

Tak, wymyśliłem wszystko bo cię kocham, Marta! Bo uważam, iż Paweł nie jest ciebie wart! Powinnaś być ze mną

Marta westchnęła i z cynicznym uśmiechem odpowiedziała:

Ty? Serio? Ty, który zmieniasz dziewczyny jak skarpetki i za przyjaźń masz knucie za plecami? W życiu!

Adam spróbował się tłumaczyć, ale przerwała mu krótko:

Dla mnie nie istniejesz. O zdradzie przyjaźni nie da się zapomnieć.

Zakończyła rozmowę, położyła telefon na kuchennym stole i mocno wciągnęła powietrze. Spojrzała w okno śnieg dalej sypał jak zaczarowany, zupełnie, jakby nic się nie wydarzyło.

Wtedy do kuchni wszedł Paweł. Spojrzał pytająco.

I co? zapytał, głos trochę napięty.

Adam wszystko przyznał, odpowiedziała Marta z lekkim uśmiechem, choć było jej gorzko. Wymyślił całą intrygę, bo niby mnie kochał Żenada.

Paweł usiadł obok, złapał ją za rękę.

Czyli nigdy nie był prawdziwym przyjacielem powiedział tylko. Dobrze, iż już nie musimy udawać, iż wszystko jest okej. Szczerze? Czułem coś niepokojącego od dawna, ale nie byłem pewien. Teraz wiem już wszystko.

No właśnie, dodała Marta, przysuwając się do niego. Teraz przynajmniej wiemy, komu ufać.

Przysunęła się jeszcze bliżej, wtulając się w znajomy zapach cynamonowego herbatnika i drewna.

A wiesz co? uśmiechnęła się. Teraz to już nie będziemy musieli wymyślać wymówek, by nie chodzić na te jego imprezy. Zawsze można powiedzieć, iż jest ktoś, kogo nie mamy ochoty widzieć.

Paweł zaśmiał się już zupełnie spokojnie:

I dobrze! Oglądanie filmów i herbatka na kanapie to jest życie.

I nigdzie nie musimy wychodzić! zaśmiała się Marta, wciągając na siebie koc.

Ideał przytulił ją Paweł mocniej.

Tak, pod pomrukiem śnieżnej zamieci, w ciepłym pokoju w bloku na Mokotowie, ich mały świat znowu był pełny i bezpieczny. W takich chwilach żadne zewnętrzne gry już nie mają znaczenia. Liczy się tylko to, co tu i teraz: zaufanie, czułość i spokój, którego tak bardzo szukali.

*************************

Adam został sam w kuchni. Wgapiał się pustym wzrokiem w zimną herbatę. Jeszcze wczoraj wydawało mu się, iż wszystko perfekcyjnie zaplanował dogadał się z Karoliną, którą poznał w jednej z kawiarni na Ochocie: podobny głos, fryzura i ta sama maniera śmiechu. Myślał, iż skończy się na tym malutkim teatrzyku. Że Marta naprawdę zrozumie, kto ją kocha naprawdę.

A teraz? Została mu tylko cisza i żal. Nie czuł wyrzutów sumienia raczej złość, gorącą i ślepą.

Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe? wykrzyknął, roztrącając okruchy na stole. To przecież ja byłem lepszy od Pawła!

Patrzył w śnieg za oknem ze ściśniętym gardłem. Przez lata patrzył na Martę i Pawła zazdrościł im tej prostoty, uśmiechu, tego spokoju, który mieli tylko dla siebie. Jemu wydawało się, iż może dać Marcie coś lepszego, prawdziwego. Poszedł więc najgorszą z możliwych dróg.

Myślcie sobie, co chcecie! mruknął, stojąc przy oknie. Może i teraz jest im dobrze, ale ja wiem swoje: Paweł jej nie docenia! Zrozumie to, kiedy będzie za późno

Zacisnął pięści, porwał kartkę ze swoim genialnym planem na strzępy i wrzucił ją do śmieci. Śnieg sypał dalej, świat z zewnątrz był jakby w innym wymiarze.

Adam westchnął ciężko. Wciąż miał w głowie żal, gniew, rozczarowanie, ale nie potrafił zrezygnować z myślenia: To wszystko powinno było być moje!.

Idź do oryginalnego materiału