Zaraz wydarzy się coś strasznego. Przeszywające uczucie niepokoju w serialu Netfliksa

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Wesele to ostatnio chętnie podejmowany temat na małym i dużym ekranie. W kinach można oglądać "Dramę", a na Netfliksie serial "Tu zdarzy się coś strasznego". Obie produkcje skłaniają do refleksji nad tym, czy osoba, z którą planujemy spędzić życie, rzeczywiście jest naszą "bratnią duszą". Serial giganta streamingowego łączy tę tematykę z elementami horroru i thrillera, a efekt finalny przyprawia o ciarki.


Znacie to przeszywające uczucie niepokoju, którego nie da się wytłumaczyć w racjonalny sposób? Główna bohaterka serialu "Tu zdarzy się coś strasznego" doświadcza go nieustannie przez cały tydzień poprzedzający własny ślub. Nowa produkcja Netfliksa została stworzona przez Haley Z. Boston ("Nowy smak wiśni"). Projekt wspierają bracia Duffer, twórcy kultowego już "Stranger Things", jako producenci wykonawczy. Za reżyserię niektórych odcinków odpowiada Polka, Weronika Tofilska, która zdobyła uznanie m.in. dzięki pracy przy "Reniferku".
Produkcja od pewnego czasu dostępna jest na platformie giganta streamingowego. To dość nietypowa propozycja w katalogu Netfliksa. Z jednej strony opowieść o miłości dwójki młodych ludzi, z drugiej zaś rasowy horror, który pod pozornie spokojną narracją skrywa znacznie mroczniejsze przesłanie.Reklama



"Tu zdarzy się coś strasznego": w oczekiwaniu na katastrofę


Rachel (Camila Morrone) za kilka dni ma poślubić Nicky’ego (Adam DiMarco). Ceremonia odbędzie się w posiadłości jego rodziców, których bohaterka ma poznać dopiero przy tej okazji. Plan jest prosty - kameralny ślub, bez niepotrzebnych gości i wielkiego rozmachu. Rachel od początku nie potrafi jednak pozbyć się trudnego do uchwycenia przeczucia, iż coś może pójść nie tak.
Już od pierwszych minut serialu czuć narastające napięcie. Para wyrusza w podróż do rodzinnego domu Nicky’ego, a w ich zwyczajnych rozmowach można dostrzec drobne, z pozoru niewinne, nieporozumienia. Nagle na trasie dochodzi do dziwnego zdarzenia. W zamkniętym samochodzie znajdują niemowlę. Rachel, szukając pomocy, trafia do pobliskiego lokalu. Po drodze mija opuszczoną budkę z lodami, która zamiast uspokajać, tylko wzmacnia jej niepokój. Pomocy jednak nie znajduje, a dziwne wrażenie nie znika. Na tym etapie bohaterka jest już wyraźnie zdezorientowana, a granica między tym, co realne, a tym, co podpowiada jej wyobraźnia, zaczyna się zacierać. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż regularnie sięga po "trawkę". Ostatecznie jednak nic jednoznacznie złego się nie dzieje. Rodzice dziecka się odnajdują, a para rusza w dalszą podróż.


To dopiero początek serii niepokojących sygnałów. W domu rodzinnym Nicky’ego atmosfera gwałtownie gęstnieje. Bliscy mężczyzny raczą Rachel dość chłodnym przywitaniem. Bohaterkę spotykają kolejne sytuacje, które trudno jednoznacznie wytłumaczyć. Każdy kolejny dzień przynosi nowe, subtelnie niepokojące zdarzenia, a Rachel poznaje mroczniejszą stronę rodzinnej historii. W końcu bohaterka poznaje źródło narastającego lęku. Prawda, do której dociera, okazuje się jednak znacznie bardziej niepokojąca, niż mogła się spodziewać.

"Tu zdarzy się coś strasznego": wesele ukazane jako koszmar, zamiast sielanki


Weronika Tofilska wyreżyserowała cztery z ośmiu odcinków i to właśnie one najmocniej wyróżniają się na tle całości. Epizody w jej wykonaniu utrzymują spójny, gęsty klimat i skutecznie budują napięcie. Widać również wyraźnie lepszą pracę z aktorami, którzy w tych fragmentach wypadają najbardziej przekonująco. Nie ma wątpliwości, iż Tofilska świadomie stawia na horrorowo-thrillerowe tony, a efekt finalny robi bardzo dobre wrażenie.
Znacznie słabiej prezentują się pozostałe epizody, szczególnie te środkowe, które sprawiają wrażenie wyraźnie rozwleczonych. Serial traci w nich tempo i zamiast stopniowo podnosić stawkę, zbyt często zatrzymuje się na dłuższych, mało istotnych scenach dialogowych - jak choćby rozbudowana scena "rodzinnej terapii". W efekcie napięcie, tak dobrze budowane na początku, zaczyna wyraźnie słabnąć. Niektórym rozwiązaniom fabularnym brakuje też elementu zaskoczenia. Część z nich okazuje się dość łatwa do przewidzenia.


Świetnie wybrzmiewa natomiast oś fabularna serialu, osadzona w kruchym i nieoczywistym świecie współczesnych relacji. W tle pojawiają się pytania o tzw. "bratnie dusze" oraz o to, na ile naprawdę znamy osobę, z którą planujemy wspólne życie. Ten wątek nadaje historii wyraźnie refleksyjny wymiar i skłania do zastanowienia się nad naturą intymności i zaufania w związku.
Warto wspomnieć również o warstwie technicznej, która w dużej mierze buduje klimat serialu. Większość scen jest celowo przygaszona i słabo oświetlona - źródła światła ograniczono często do pojedynczych lamp w pomieszczeniach, rezygnując z dodatkowego "doświetlania". Choć oglądanie serialu w dzień może nie sprzyja pełnemu odbiorowi tej estetyki, całość w odpowiednich warunkach robi wyraźnie upiorne wrażenie.
Twórcy sprawnie ukazują, jak poszczególni bohaterowie postrzegają rzeczywistość, i jak bardzo potrafi ona różnić się od tego, co faktycznie ma miejsce. Wystarczy jeden drobny szczegół, by zmienić wydźwięk całej historii. Jedno przeczucie, by uruchomić narastający, trudny do nazwania niepokój. Czasem trudno rozstrzygnąć, czy to, co widzimy, rzeczywiście ma miejsce, czy jest jedynie projekcją lęków i podszeptem intuicji.
"Tu zdarzy się coś strasznego" to serial nierówny, ale wciąż wart uwagi - przede wszystkim ze względu na ciekawą mieszankę gatunkową. Współczesne wyobrażenie o weselu i jego organizacji bywa często wyidealizowane, tymczasem serial pokazuje, iż pod tą powierzchnią kryje się również potencjalny chaos i napięcie. Nowość Netfliksa ten "koszmar" dodatkowo wyostrza i przerysowuje.
Czytaj więcej: Romans z DiCaprio pomógł w karierze? Trudno uwierzyć, co robi na ekranie
Idź do oryginalnego materiału