– Zamieszkamy u ciebie na jakiś czas, bo nie stać nas na własne mieszkanie! – usłyszałam od przyjaciółki z dawnych lat. Mam 65 lat, wciąż jestem aktywna i kocham ludzi, ale gdy Sara z rodziną wparowała do mojego mieszkania bez zapowiedzi, zamiast wspomnień z młodości dostałam istny koszmar!

newskey24.com 2 dni temu

Dziś znów wracam myślami do wydarzeń sprzed pewnego czasu i czuję jak wiele może się zmienić w życiu w ciągu kilku dni. Mam 65 lat, ale nie czuję się jak starsza pani wciąż lubię próbować nowych rzeczy, podróżować, rozmawiać z nieznajomymi i czerpać z życia garściami. Patrząc teraz wstecz, łapię się na tym, jak bardzo tęsknię za młodzieńczymi latami. To było coś niesamowitego wystarczyło zorganizować spontaniczny wypad nad Bałtyk, choćby do Kołobrzegu czy Ustki, albo wyjechać z paczką na Mazury pod namioty. Albo pływać kajakiem po Bugu czy Krutyni. I to wszystko kosztowało grosze, naprawdę, wystarczało kilkanaście złotych w kieszeni. Ale ta epoka już dawno za mną nie tylko przez wiek, ale i życiowe doświadczenie.

Uwielbiam poznawać ludzi. Potrafiłam zawiązać znajomość na plaży w Sopocie, czy w filharmonii w Warszawie, a potem utrzymać kontakt listowny przez długie lata.

Pamiętam, jak parę lat temu poznałam kobietę, która miała na imię Bożena. Spotkałyśmy się na urlopie w jednym z pensjonatów w Krynicy. gwałtownie się zaprzyjaźniłyśmy te noce przy herbacie i opowieściach… Po wakacjach kontakt powoli wygasał, ale jeszcze przez kilka lat wysyłałyśmy sobie kartki świąteczne. Pewnego dnia dostałam telegram bez podpisu, a jedynie wiadomość: Przyjedź na dworzec PKP na trzecią w nocy będę tam!. Kompletnie tego nie rozumiałam. Przecież się nie umawiałyśmy. Razem z mężem pomyśleliśmy, iż to pomyłka. Ale o czwartej nad ranem usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam i aż mnie zatkało. Na progu stała Bożena, dwie roześmiane nastolatki, starsza pani (jak się potem okazało, jej mama) i jakiś mężczyzna. Wszyscy z walizkami, siatkami, torbami. Ja z mężem osłupieliśmy, ale zaprosiliśmy ich do środka. Bożena od razu powiedziała:

Dlaczego nie odebrałaś nas z dworca? Przecież wysłałam telegram! Wydaliśmy kupę forsy na taksówkę, zwłaszcza, iż kurs nocny kosztuje prawie 80 zł!

A ja zdezorientowana:

Bożena, nie miałam pojęcia, iż to od ciebie. Przyszłyśmy tu tylko od święta, pisać do siebie kartki, a nie robić sobie najazdy!

Bożena wyjaśniła, iż jej córka właśnie skończyła liceum i przyjechali razem całą rodziną, żeby ją wspierać przy rekrutacji na Uniwersytet Warszawski. Rodzina postanowiła zatrzymać się u… mnie, bo nie mają pieniędzy na hotel czy wynajem, a ja mieszkam blisko centrum!

Patrzyłam w osłupieniu przecież nie łączyły nas rodzinne więzy, ledwie się znałyśmy. A tu nagle cała rodzina rozgościła się w moim mieszkaniu. Zorganizowali się przy stole, zaczęli rozpakowywać produkty spożywcze ale sami choćby nie próbowali gotować. Wszystko spadło na moje barki. Gotowałam obiady, zmywałam, sprzątałam po piątce ludzi. Ledwie wytrzymałam ten bałagan i zamieszanie. Po trzech dniach nie wytrzymałam i powiedziałam Bożenie, żeby się wyprowadzili. choćby nie interesowało mnie, gdzie pójdą byle już odzyskać spokój.

Wybuchła afera. Bożena zaczęła trzaskać drzwiami, tłukła kubki, podniosła histeryczny krzyk na cały blok. Patrzyłam zupełnie zdumiona, bo nie spodziewałam się po niej takich zachowań. Wyszli chwilę później zostawiając mieszkanie w kompletnym chaosie.

Dopiero następnego dnia zauważyłam, iż zniknął mój ulubiony szlafrok, dwa ręczniki i co za dziwactwo choćby wielki gar z bigosem, który stał na kuchence! Do dziś nie wiem, jak udało im się go wynieść.

Tak właśnie bolesnym ciosem skończyła się ta przyjaźń. Chyba to był znak z nieba. Od tamtej pory zachowuję dużo większą rezerwę wobec nowych znajomości. Może to dobrze w końcu życie nauczyło mnie nie ufać ślepo choćby dawno niewidzianym znajomym. Moje serce już nigdy nie otworzy się tak łatwo jak wtedy.

Idź do oryginalnego materiału