„Zadzwońcie po milicję” w Atlas Arenie: 4,5 godziny rocka i historii na jednej scenie

strefamusicart.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Zadzwoncie Po Milicje – Atlas Arena – 17.01.26 – SMLL_2


W sobotę 17 stycznia 2026 Atlas Arena w Łodzi odpaliła tryb „PRL-owy maraton”. Pomysł? Banalny i przez to skuteczny: największe rockowe nazwiska, największe hity i historia podana między numerami, nie jako ozdoba. Producentem i organizatorem wydarzenia była Visual Production.

To „między numerami” miało sens, bo nie chodziło o retro-pocztówki. Na ogromnym ekranie LED leciały filmy, zdjęcia i archiwalia przygotowane na bazie zasobów IPN, WFDiF i Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Wieczór prowadził Krzysztof Skiba – wybór, z uwagi na charakter wieczoru bardzo oczywisty. Przy tak długim programie potrzeba kogoś, kto umie nie zanudzić hali i nie zamienić historii w akademię ku czci. Skiba robił za łącznik: raz konferansjer, raz człowiek, który wie, kiedy dopowiedzieć puentę, a kiedy zejść z drogi muzyce.

Muzycznie było „po pewniakach”, czyli dokładnie tego oczekuje się od takiego formatu. IRA poszła w klasykę – w obiegu krąży choćby „setlistowa” playlista, gdzie te tytuły stoją jak drogowskazy całej epoki. Sztywny Pal Azji dorzucił swoje hymny z końcówki lat 80., które w dużej hali niosą się jak hasło na transparent. Big Cyc był w swoim żywiole (no cóż, Skiba na scenie to zawsze dodatkowa warstwa wydarzenia), a rozpoznawalność ich refrenów przez cały czas jest w Polsce poziomem „znasz, choćby jeżeli się zarzekasz, iż nie znasz”. Chłopcy z Placu Broni przypomnieli, iż pop-rock potrafi być precyzyjny jak strzał w punkt – te numery łapią publikę od pierwszej linijki i trzymają do końca. Róże Europy dołożyły swoje znaki firmowe z tamtego „adresu czasowego”, z którego zbudowano cały koncept trasy. Wanda i Banda wzięli na siebie ten kawałek układanki, który jest najbardziej „telewizyjno- nostalgicznym” powrotem: hity, które ludzie nucą zanim wokal w ogóle wejdzie, plus ten dodatkowy sentyment dla wychowanych na „Siedmiu życzeniach”.

Najlepszy numer tego wieczoru (poza numerami) to była publiczność. Dało się usłyszeć śpiewające roczniki, które teoretycznie nie muszą mieć tej epoki w DNA. Mimo, iż frekwencja nie była oszałamiająca, pozytywna energia wisiała w powietrzu.

„Zadzwońcie po milicję” nie kończy się na Łodzi – trasa ma kolejne przystanki, m.in. Kraków (23.01.2026) i Wrocław (24.01.2026). Format pozostaje ten sam: znane twarze, hity i archiwalne tło, które przypomina, iż to nie jest przebieranka w epokę, tylko kawał historii opowiedziany na głos.

Idź do oryginalnego materiału