W tym roku mija siedemnaście lat od premiery filmu Zabójcze ciało, a ja przez cały czas muszę się tłumaczyć, dlaczego lubię ten film. Ten chłodno przyjęty przez widzów i krytykę horror komediowy praktycznie już nie istnieje w świadomości fanów i niefanów kina grozy, choć zanim jeszcze wszedł na ekrany, było o nim dosyć głośno.
Scenariusz napisała Diablo Cody, świeżo po sukcesie nominowanej do Oscara Juno, zaś w roli głównej wystąpiła gwiazda Transformerów, Megan Fox, wtedy rzeczywiście najgorętsze ciało Hollywood. Pomysł również obiecywał coś więcej niż standardowy horror młodzieżowy – oto uczennica liceum wykorzystuje swoje walory, aby uwodzić, a następnie pożerać kolegów z klasy, zapewniając sobie tym samym wygląd najgorętszej laski w szkole. Napisałem „więcej niż standardowy”, nie „wybitny” czy „oryginalny”.

Co poszło nie tak? W ogólnej ocenie wyreżyserowany przez Karyn Kusamę (Æon Flux, Zaproszenie) film nie był wystarczająco straszny jak na horror, mało śmieszny jako komedia, a fabuła nie oferowała nic nowego w temacie szkolnej rzezi i potworów. Przyznać muszę rację tym zarzutom, bowiem Zabójcze ciało rzeczywiście pozbawione jest pazura, jakim charakteryzują się najlepsze gatunkowe miszmasze łączące humor i grozę. Cody dba o to, aby dialogi były żywe, dźwięczne oraz inteligentne, ale nie zawsze idą one w parze z historią o krwiożerczej nastolatce.
Z drugiej strony horror jest tu traktowany nieco po macoszemu – Kusama wie, w jaki sposób ukazać zagrożenie, ale nie potrafi znaleźć adekwatnej puenty dla tych scen, zastępując autentyczny dreszcz mało efektownymi obrazami odgryzania komuś kawałka ciała. W ostatecznym rozrachunku jej film przegrywa na podstawowym poziomie gatunkowej zabawy, ale zaskakująco broni się jako ironiczny komentarz na temat tragedii, jakie Amerykanie co rusz przeżywają, oraz metafora szkolnej walki o przetrwanie.

Głównymi bohaterkami są dwie przyjaciółki jeszcze z czasów dzieciństwa, które w liceum nie mogłyby się bardziej od siebie różnić. Jennifer jest przebojową cheerleaderką, nieznoszącą słowa sprzeciwu flirciarą, która jednak wciąż kumpluje się z Needy (Amanda Seyfried), okularnicą o dużo bardziej przyziemnej i nieefektownej powierzchowności. Przyjaźń jednak wytrzymała próbę czasu (i zmiany w statusie szkolnej kastowości), dzięki czemu obie dziewczyny wciąż potrafią bawić się w swoim towarzystwie. Kiedy w miejscowej mordowni ma zagrać mało znana rockowa kapela, Jennifer jest pierwsza, aby pobawić się przy dźwiękach gitarowego grania, głównie dlatego, iż wokalista jest ciachem, a zespół pochodzi z dużego miasta.
Dla mieszkanki mieściny o podejrzanie brzmiącej nazwie – Devil’s Kettle, czyli Kociołek Diabła – to naprawdę dużo. Tyle iż podczas koncertu lokal płonie, masa ludzi ginie, a zespół podejrzanie zaciąga Jennifer do swojego vana i odjeżdża. Gdy Needy zobaczy swoją przyjaciółkę następnym razem, ta będzie cała we krwi i bez tętna, za to z ogromnym apetytem.

Zabójczemu ciału zaskakująco blisko do kultowego Heathers z lat osiemdziesiątych, gdzie nastoletni Winona Ryder i Christian Slater walczyli ze szkolną społecznością, uciekając się choćby do morderstw. Czarna komedia atakowała przyjęty podział ról oraz konieczność zaakceptowania swojego miejsca w liceum, ukazując je jako pole nieustannej walki o własną pozycję. Cody i Kusama przejmują myśl, która stała u podstaw tamtego filmu, iż w szkole szczęście i popularność jednych są solą w oku innych, i dopowiadają – niektórzy potrzebują nieszczęść, aby umocnić swój status. Im więcej osób pada ofiarą Jennifer, tym seksowniej i pewniej ona wygląda. Nie zabijając przez dłuższy czas, ryzykuje popadnięciem w przeciętność, co w jej przypadku jest równe ze śmiercią.
O ile jednak akcja tamtego filmu rozgrywała się w dekadzie, kiedy królowały komedie młodzieżowe Johna Hughesa, a pastelowe kolory ubrań pasowały do wiecznie słonecznej aury, dzieło Kusamy stoi w wyraźnej do tego opozycji. Wszystko jest tu szarobure, ciemne i mało przyjazne, i nie się czemu dziwić – jest to Ameryka, która wciąż pamięta 11 września, a żałobna atmosfera filmu przypomina o tragediach, jakie wydarzyły się na szkolnych korytarzach w ciągu poprzednich kilku lat. Scenariusz Cody wykorzystuje B-klasowy horror, aby opowiedzieć o traumie, w którą jej kraj popadł i wciąż popada za każdym razem, gdy jakiś uczeń przychodzi z bronią do szkoły i zabija swoich kolegów oraz nauczycieli.

Jennifer może nie strzelać z karabinu, zaś jej motywy są dużo bardziej abstrakcyjne niż prawdziwych morderców, ale jest coś niepokojąco prawdziwego w obrazie dziewczyny, na którą tragedie oraz wszechobecny smutek działają stymulująco, wręcz ożywczo. Niektórzy najwyraźniej nie czują żalu po stracie bliskich i znajomych; być może w takiej postawie rzeczywiście można dostrzec coś nieludzkiego.
Czy w takim razie ci cierpiący i przeżywający tragedię są lepsi od Jennifer, bardziej prawdziwi? Niekoniecznie, wydaje się mówić film. Ich uczucia są bowiem zaprojektowane przez wielką machinę promocyjną, która z zespołu rockowego czyni bohaterów, z ich piosenki hołd zmarłym w pożarze, a wszelka krytyka oficjalnej (czyt. medialnej) wersji wydarzeń spotyka się z natychmiastowym protestem ze strony tych zapatrzonych we własną żałobę. Inni przestają się liczyć, najważniejsze jest to, co ja czuję. Nic więc dziwnego, iż Jennifer wydaje się być bezkarna – oczy wszystkich zwrócone są na siebie.

Zabójcze ciało jest najlepsze, gdy w sposób dosłowny ukazuje, jak bardzo tragedia stała się sposobem na życie. W barze, do którego idą w feralny wieczór główne bohaterki, kupić można drinki w kształcie wież upamiętniające zamach na World Trade Center – „czerwono-biało-niebieskie, ale trzeba je gwałtownie wypić, bo inaczej zbrązowieją”. Jennifer, chcąc zaciągnąć jednego z kolegów w ustronne miejsce, aby go zjeść, opowiada bajkę o ostatnich słowach ich wspólnego znajomego, który życzył im powodzenia w związku. Oczywiście chłopak w to wierzy, bo skoro jego zmarły przyjaciel tak mówił, to musi być coś na rzeczy.
Needy znajduje idealne określenie na całą tę popelinę, nazywając ją tragedy boner; kiedy żałoba robi nam dobrze, trudno chcieć przerwać taki stan rzeczy. Szkoda, iż twórcy ostatecznie to czynią, w finale sprowadzając wszystko do standardowego pojedynku z potworem oraz nieco niejasnej i zbytecznej przemiany Needy.

Horror Kusamy nie jest doskonały, ale jego powszechna krytyka wydaje mi się nie tylko niezasłużona, ale również zastanawiająca. Czy rzeczywiście nastawiając się na obejrzenie konkretnego gatunku, należy zignorować to wszystko, co się w nim nie mieści? Zabójcze ciało pozostaje niedocenioną satyrą z bardzo cenną refleksją na temat naszej natury, ukaraną za to, iż jako horror komediowy nie spełniło pokładanych w nim nadziei.
Na koniec wspomnieć muszę o Megan Fox. Być może nie największa aktorka swojego pokolenia, ale z tego filmu wychodzi bez szwanku. Zastrasza seksem, bawi swoim demonicznym obliczem, a gdy chce, potrafi zagrać samym spojrzeniem. I przyczepię się tylko do jednego – tytułowego ciała jest zdecydowanie za mało.


















