Zabójcza korekta – recenzja książki. Po błędach do celu

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Fani książkowych łamigłówek otrzymali kolejną pozycję do sprawdzenia. Tym razem jednak zamiast klasycznych wskazówek do rozwiązania zagadki doprowadzą Was… błędy językowe.

Drodzy czytelnicy! W środku czeka na was dokładnie tysiąc błędów: językowych, faktograficznych, celowych pomyłek i drobnych literówek. Nie obwiniajcie korektora. Wszystkie wstawiłem sam, tak jak kiedyś robił to dla mnie Niccolò Errante: tajemniczy pisarz, którego fenomenalne powieści miałem zaszczyt redagować.

Dawno temu zostaliśmy również przyjaciółmi. W pewnym momencie zaczęliśmy grę: on podrzucał mi krótkie teksty pełne błędów, a ja odszyfrowywałem ukryte w nich wiadomości. Graliśmy tak aż do dnia, w którym – oficjalnie – popełnił samobójstwo. Ale ja wiem, iż to nie jest prawda. I ukryłem ją tutaj, wśród stu rozdziałów.

Tylko najbystrzejsi z was odnajdą wszystkie błędy, złożą w sekretną wiadomość i rozwiążą zagadkę śmierci genialnego pisarza.

Przyjmujecie wyzwanie?

– opis wydawcy

Zabójcza korekta to literacka gra, w której czytelnicy mają za zadanie poznać prawdę na temat śmierci włoskiego pisarza, Niccolò Errantego. W każdym ze 100 rozdziałów książki umieszczono po 10 błędów. By rozwiązać zagadkę, trzeba wszystkie je odnaleźć, a potem wybrać po jednym z rozdziału i ułożyć z nich finałową wiadomość, która podpowie, co tak naprawdę stało się z ekscentrycznym autorem. Całość objętościowo jest dosyć mała, jednak nie dajcie się zwieść. Spędzicie przy tej książce długie godziny.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Znak)

Na początek: nie dajcie się nabrać na tytuł. Choć Zabójcza korekta nazywa się, no właśnie, korektą, w rzeczywistości chodzi w dużej mierze o redakcję. Warto mieć tego świadomość przed zakupem. Dla niektórych będzie to tylko dodatkowa część zabawy, ale dla mnie osobiście raczej udręka. Korekta oznaczałaby samo poszukiwanie błędów językowych w tekście, co jest pracą precyzyjną, owszem, ale nie aż tak obciążającą. Tym samym zajmuję się między innymi na łamach naszej redakcji, więc mam już pewną wprawę. Redakcja jednak dotyczy też błędów faktograficznych i to właśnie one uczyniły dla mnie z tej zabawy mordęgę. A szkoda, bo pomysł na książkę bardzo mi się podobał.

Ze względu na tak zwany fact checking czas, który spędziłam z tą książką, wydłużył się spokojnie o kilka godzin – i to tak bliżej dziewięciu niż dwóch. Co rusz musiałam ślęczeć z telefonem w ręku, sprawdzając jakąś nieistotną, z całym szacunkiem, pierdołę. Naprawdę nie obchodzą mnie nazwy losowych włoskich wsi i ulic, ani tym bardziej to, ile czerwonych kartek dostał zagraniczny piłkarz, który zakończył karierę, kiedy ja sama na „chleb” mówiłam jeszcze „pep”. Przez parę, może paręnaście pierwszych razów było to w miarę ciekawe, może choćby cokolwiek pouczające, ale gdy dotarłam do rozdziałów, gdzie musiałam sprawdzać blisko dziesięć nazw własnych w przeciągu dwóch stron, to myślałam, iż mnie szlag trafi. Być może dla kogoś brzmi to jak definicja dobrej zabawy, ale dla mnie – absolutnie nie.

No ale dobrze, przemęczyłam się i wydłubałam wprawdzie nie wszystkie, ale większość błędów, które autor umieścił w tekście (zgaduję, iż te nieodnalezione to też była jakaś faktografia). Co dalej? Otóż krzyżówka, Drodzy Państwo. W niej zaś należało wpisać po jednym błędzie z rozdziału we adekwatne miejsce, tak aby pasowało. Później wybrane w ten sposób słowa układały się w finałową wiadomość, w której… też trzeba było znaleźć 7 błędów, wspierając się wskazanym w treści artykułem z Internetu. Te błędy z kolei układały się we wskazówkę i… tutaj odpadłam. Ostatnia prosta mnie niestety pokonała, nie mam pojęcia, o co w niej chodzi. Szukałam pomocy w sieci, ale nic z tego. Tyle wysiłku, żeby polec na samym końcu… Masakra. Ta porażka ubodła mnie personalnie.

Co zaś się tyczy samej fabuły, w zasadzie nie dzieje się w niej nic, czego nie byłoby już w opisie wydawcy. Meta-autor książki, a jednocześnie też jej główny bohater, opowiada nam, kim był Errante i jak się zaprzyjaźnili. Po rzekomym samobójstwie pisarza narrator rozpoczyna swoje prywatne śledztwo i przepytuje świadków, w międzyczasie dalej pracując nad tekstami, które dostał w pracy do korekty. Osobiście lepiej śledziło mi się główny wątek niż próbki książek opracowywane przez głównego bohatera, choć i te miewały interesujące momenty. Nie da się jednak ukryć, iż to, co działo się w treści książki, było dla Bartezzaghiego drugorzędne w stosunku do implementacji zaszyfrowanej zagadki.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Znak)

Z innych rzeczy? Na lekki minus – styl pisarski. Choć sama zabawa była dość zawiła i dopracowana, to sposób, w jaki autor składał zdania, odstawał wyraźnym brakiem wyrafinowania. Może nie był zaraz prostacki, ale z pewnością bardzo prosty, a przy tym czasem brzmiał dość nienaturalnie. Na plus z kolei – bardzo szanuję polską kadrę wydawniczą, która podjęła się tłumaczenia tego tytułu. Zabójcza korekta, z racji swojej growej natury, musiała być piekielnie trudna do przełożenia tak, by wszystkie słowa zagrały odpowiednio i w samym tekście, i później w rozwiązaniu zagadki. Wyszło to jednak naprawdę dobrze, a ekipa z wydawnictwa Znak – a zwłaszcza Pani Anna Osmólska-Mętrak – zasługuje na solidną pochwałę.

Podsumowując, Zabójcza korekta może być dla czytelnika zabawą na wiele godzin, jednak mnie niestety nie przypadła do gustu. Ciągłe gapienie się w telefon, by sprawdzać losowe nazwy własne i lata poszczególnych mundiali, to nie do końca moja definicja rozrywki. Niemniej jednak trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie – zagadka jest zawiła i przemyślana, a polska ekipa tłumacząca poradziła sobie wzorowo z przełożeniem jej. jeżeli lubicie książkowe łamigłówki, a żmudny fact checking Wam nie przeszkadza, to myślę, iż warto dać temu tytułowi szansę. To dobra pozycja. Po prostu nie dla mnie.


Autor: Pier Mauro Tamburini, Stefano Bartezzaghi
Tłumaczenie: Anna Osmólska-Mętrak
Okładka: Michał Jakubik
Wydawca: Znak
Premiera: 17 czerwca 2026 r.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 256
Cena katalogowa: 54,99


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Znak. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Znak)

Idź do oryginalnego materiału