Żyjemy w czasach, w których każdy film czy serial da się "reanimować" – rebooty, sequele czy spin-offy to nasz chleb codzienny i co chwilę słyszymy o kolejnych planach przywrócenia kultowej produkcji kinowej lub telewizyjnej. Trend ten nie ominął serialu "Zwariowany świat Malcolma", charakteryzującego się absurdalnym humorem hitu z lat 2000-2006 autorstwa Linwooda Boomera z Frankiem Munizem w roli głównej.
HBO organizowało jubileusz "Przyjaciół", Fox otwierał na nowo "Z archiwum X", Netflix zapraszał nas między innymi do "Różowych lat 90.", ale to Disney zdaje się wieść prym w ożywianiu telewizyjnych staroci. Niedawno premierę miał jubileuszowy odcinek serialu dla młodzieży "Hannah Montana", a na należącej do giganta platformie Hulu od niedawna można oglądać nowy sezon hitu sprzed lat "Hoży doktorzy". To także na tej platformie zadebiutowała czteroodcinkowa miniseria "Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma", która jest wybuchowym powrotem po latach do pozbawionej nazwiska rodziny Hala (Bryan Cranston) i Lois (Jane Kaczmarek) oraz ich licznego potomstwa. I trzeba przyznać, iż powrotowi temu towarzyszy iście ekstremalna mieszanka emocji – bo z jednej strony wszystko zdaje się być po staremu: sposób kręcenia, absurdalność humoru, Malcolmowskie przełamywanie czwartej ściany, a z drugiej nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż to już inny świat i zupełnie inni bohaterowie, z którymi trudno już nadawać na tych samych falach.
Ale zanim do tego dojdziemy, należałoby naświetlić powód tego całego zamieszania. Fabuła "Jeszcze bardziej zwariowanego świata Malcolma" skupia się wokół 40. rocznicy ślubu Hala i Lois, na którą – tu bez zaskoczenia – nie wybiera się tytułowy bohater. Dlaczego? Otóż w typowy dla siebie sposób wyjaśnia widzom, iż odkąd ograniczył relację z rodziną do minimum, jego życie stało się bardziej uporządkowane i szczęśliwe. Ale czy to możliwe, by Malcolm – bądź co bądź nasz przewodnik po tej dysfunkcyjnej rodzince – mógł nie uczestniczyć w tej szalonej celebracji? Jasne, iż nie – zarówno Lois, jak i inne kobiety w życiu naszego bohatera (o tym za chwilę) zadbają o to, by skonfrontował się on ze swoimi demonami i zakopał topór wojenny z rodziną, od której tak chętnie uciekł przed laty. Ale by do tego doszło, musimy przejść przez prawdziwy rollercoaster przygotowań do rocznicowej fety.
Choć tytuł tej nakręconej także z powodu jubileuszu miniserii (ostatni odcinek "Zwariowanego świata Malcolma" wyemitowano w maju 2006 roku) jasno daje nam do zrozumienia, kto powinien być gwoździem programu, najmniej dającym się lubić bohaterem okazuje się… właśnie Malcolm. Trudno powiedzieć, dlaczego tak jest; być może winna jest nerwowa gra aktorska Frankiego Muniza, gościa, któremu nigdy nie udało się pokonać klątwy "dziecięcego aktora" (widzę tu podobieństwa z Fredem Savage'em z "Cudownych lat"). Choć Malcolm zawsze był dość spiętym i nerwowym chłopcem, jako dorosły pozostało bardziej podminowany, co bardzo rzadko udaje się przekuć w komediowy potencjał. Na szczęście wydatnie pomagają mu wspomniane kobiety jego życia: nastoletnia córka Leah (świetna Keeley Karsten) i ukochana dziewczyna Tristan (Kiana Madeira). Prym wiodą jednak oczywiście starzy, dobrzy Hal i Lois, którzy nie zawodzą w kwestii zarówno obscenicznych (nawiązująca do pilotażowego odcinka oryginalnego serialu scena depilacji Hala), jak i czysto głupkowatych ekscesów.
Fani "Zwariowanego świata Malcolma" będą jednak pewnie odrobinę zawiedzeni stosunkowo niewielką liczbą interakcji pomiędzy braćmi. Udało się zebrać niemal całą oryginalną ekipę (jedynie rolę Deweya odtwarza nowy aktor), a jednak w scenariuszu zabrakło miejsca na czysty, nieskrępowany chaos wykreowany przez destrukcyjnych synów Hala i Lois, co było jednym z najbardziej charakterystycznych i najmocniejszych komediowo elementów oryginalnej serii. Może to być cena tego, iż w "Jeszcze bardziej zwariowanym świecie Malcolma" pojawiają się też niemal wszystkie ważne postacie drugoplanowe, na czele ze Steviem, niepełnosprawnym kumplem Malcolma, czy Craigiem, głupkowatym kolegą z pracy Lois. Każdy dostaje tu swoje pięć minut i choć niektóre z tych epizodów wydają się umieszczone w tej historii nieco na siłę, należy docenić efekt pracy scenarzystów, którzy sprostali tytanicznemu wyzwaniu pomieszczenia w zaledwie dwugodzinnym metrażu zarówno wszystkich głównych i drugoplanowych bohaterów oryginalnego serialu, jak i zupełnie nowych, ale ważnych postaci.
Zazwyczaj dość sceptycznie podchodzę do tego typu prób "reanimacji" dawnych hitów ekranu – już używane w ich kontekście angielskie słowo "revival" kojarzy się z odrodzeniem czy wskrzeszeniem, a więc przywróceniem do życia czegoś, co na pewnym etapie umarło. "Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma" to jednak całkiem udana próba przywrócenia na ekran tego specyficznego, odjechanego i często kontrowersyjnego humoru, który w dzisiejszych czasach można spotkać coraz rzadziej. Uzupełniając fabułę o wątki będące spełnieniem warunków inkluzywności, twórcy wciąż bawią nas żartami, które wielu uznałoby za niepoprawne politycznie. I właśnie dlatego ta miniseria może spodobać się widzom z każdej strony ideologicznej barykady.
HBO organizowało jubileusz "Przyjaciół", Fox otwierał na nowo "Z archiwum X", Netflix zapraszał nas między innymi do "Różowych lat 90.", ale to Disney zdaje się wieść prym w ożywianiu telewizyjnych staroci. Niedawno premierę miał jubileuszowy odcinek serialu dla młodzieży "Hannah Montana", a na należącej do giganta platformie Hulu od niedawna można oglądać nowy sezon hitu sprzed lat "Hoży doktorzy". To także na tej platformie zadebiutowała czteroodcinkowa miniseria "Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma", która jest wybuchowym powrotem po latach do pozbawionej nazwiska rodziny Hala (Bryan Cranston) i Lois (Jane Kaczmarek) oraz ich licznego potomstwa. I trzeba przyznać, iż powrotowi temu towarzyszy iście ekstremalna mieszanka emocji – bo z jednej strony wszystko zdaje się być po staremu: sposób kręcenia, absurdalność humoru, Malcolmowskie przełamywanie czwartej ściany, a z drugiej nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż to już inny świat i zupełnie inni bohaterowie, z którymi trudno już nadawać na tych samych falach.
Ale zanim do tego dojdziemy, należałoby naświetlić powód tego całego zamieszania. Fabuła "Jeszcze bardziej zwariowanego świata Malcolma" skupia się wokół 40. rocznicy ślubu Hala i Lois, na którą – tu bez zaskoczenia – nie wybiera się tytułowy bohater. Dlaczego? Otóż w typowy dla siebie sposób wyjaśnia widzom, iż odkąd ograniczył relację z rodziną do minimum, jego życie stało się bardziej uporządkowane i szczęśliwe. Ale czy to możliwe, by Malcolm – bądź co bądź nasz przewodnik po tej dysfunkcyjnej rodzince – mógł nie uczestniczyć w tej szalonej celebracji? Jasne, iż nie – zarówno Lois, jak i inne kobiety w życiu naszego bohatera (o tym za chwilę) zadbają o to, by skonfrontował się on ze swoimi demonami i zakopał topór wojenny z rodziną, od której tak chętnie uciekł przed laty. Ale by do tego doszło, musimy przejść przez prawdziwy rollercoaster przygotowań do rocznicowej fety.
Choć tytuł tej nakręconej także z powodu jubileuszu miniserii (ostatni odcinek "Zwariowanego świata Malcolma" wyemitowano w maju 2006 roku) jasno daje nam do zrozumienia, kto powinien być gwoździem programu, najmniej dającym się lubić bohaterem okazuje się… właśnie Malcolm. Trudno powiedzieć, dlaczego tak jest; być może winna jest nerwowa gra aktorska Frankiego Muniza, gościa, któremu nigdy nie udało się pokonać klątwy "dziecięcego aktora" (widzę tu podobieństwa z Fredem Savage'em z "Cudownych lat"). Choć Malcolm zawsze był dość spiętym i nerwowym chłopcem, jako dorosły pozostało bardziej podminowany, co bardzo rzadko udaje się przekuć w komediowy potencjał. Na szczęście wydatnie pomagają mu wspomniane kobiety jego życia: nastoletnia córka Leah (świetna Keeley Karsten) i ukochana dziewczyna Tristan (Kiana Madeira). Prym wiodą jednak oczywiście starzy, dobrzy Hal i Lois, którzy nie zawodzą w kwestii zarówno obscenicznych (nawiązująca do pilotażowego odcinka oryginalnego serialu scena depilacji Hala), jak i czysto głupkowatych ekscesów.
Fani "Zwariowanego świata Malcolma" będą jednak pewnie odrobinę zawiedzeni stosunkowo niewielką liczbą interakcji pomiędzy braćmi. Udało się zebrać niemal całą oryginalną ekipę (jedynie rolę Deweya odtwarza nowy aktor), a jednak w scenariuszu zabrakło miejsca na czysty, nieskrępowany chaos wykreowany przez destrukcyjnych synów Hala i Lois, co było jednym z najbardziej charakterystycznych i najmocniejszych komediowo elementów oryginalnej serii. Może to być cena tego, iż w "Jeszcze bardziej zwariowanym świecie Malcolma" pojawiają się też niemal wszystkie ważne postacie drugoplanowe, na czele ze Steviem, niepełnosprawnym kumplem Malcolma, czy Craigiem, głupkowatym kolegą z pracy Lois. Każdy dostaje tu swoje pięć minut i choć niektóre z tych epizodów wydają się umieszczone w tej historii nieco na siłę, należy docenić efekt pracy scenarzystów, którzy sprostali tytanicznemu wyzwaniu pomieszczenia w zaledwie dwugodzinnym metrażu zarówno wszystkich głównych i drugoplanowych bohaterów oryginalnego serialu, jak i zupełnie nowych, ale ważnych postaci.
Zazwyczaj dość sceptycznie podchodzę do tego typu prób "reanimacji" dawnych hitów ekranu – już używane w ich kontekście angielskie słowo "revival" kojarzy się z odrodzeniem czy wskrzeszeniem, a więc przywróceniem do życia czegoś, co na pewnym etapie umarło. "Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma" to jednak całkiem udana próba przywrócenia na ekran tego specyficznego, odjechanego i często kontrowersyjnego humoru, który w dzisiejszych czasach można spotkać coraz rzadziej. Uzupełniając fabułę o wątki będące spełnieniem warunków inkluzywności, twórcy wciąż bawią nas żartami, które wielu uznałoby za niepoprawne politycznie. I właśnie dlatego ta miniseria może spodobać się widzom z każdej strony ideologicznej barykady.















