Z nieznanych regionów, w szeregi Imperium. Recenzja: Star Wars. Thrawn

itomigra.blogspot.com 1 godzina temu

Z nieznanych regionów, w szeregi Imperium. Recenzja: Star Wars. Thrawn

Choć jest gorąco, nie tracimy tempa! Po trzecim tomie Moon Knighta przyszła kolej na zupełnie inny kaliber opowieści. Zapraszam na podróż do chłodnej Odległej Galaktyki, gdzie pewien obiecujący kadet wspina się po ścieżkach kariery...

Informacje/Pierwsze Wrażenia:


Star Wars. Thrawn
to pojedynczy album z uniwersum Gwiezdnych Wojen, który skupia się na losach tytułowego złola. Co prawda pojawiał się w serialu Rebelianci, ale to adekwatnie nowy kanon rozbudował jego historię... i muszę przyznać, iż jest ona jedną z ciekawszych wytworów Disney'a.

Za komiksową adaptację powieści Timothy'ego Zahna biorą się dwaj panowie. Jody Houser (nam znany między innymi z opowieści o Yodzie) napisał scenariusz, natomiast ilustracje stworzył Luke Ross (jego prace mogliśmy podziwiać ostatnio w Bitwie o Jakku). Album ukazał się w Polsce dzięki wydawnictwu Egmont i klubowi Świat Komiksu.

Zarys fabularny:


"Wielki admirał Thrawn został jednym z budzących największą grozę taktyków wojskowych w odległej galaktyce. Ta historia skupia się na początku. Poznajemy młodego porucznika, który ukończył Akademię Imperialną z najwyższymi możliwymi ocenami. Otrzymuje on osobistego adiutanta, podporucznika Eliego Vanta, i gwałtownie pnie się po szczeblach kariery, ale to nie znaczy, iż wszyscy w akademii chcą jego sukcesu. Nie jest jedyną wschodzącą gwiazdą Imperium – coraz większe uznanie zyskuje także Arihnda Pryce. Ścieżki dwojga rywali się przetną, a napięcie sięgnie zenitu, gdy odkryją mroczny sekret w strukturach Imperium."

Wrażenia:


Może na wstępie zaznaczę- iż do książki jeszcze nie usiadłem.... ale! Po tej historii na pewno to nadrobię! Komiks potwierdza moją teorię, iż jest to najbardziej intrygujący złol nowej epoki Star Wars. Serio! Wyrachowany, zachowawczy, sprytny, niebojący się naginać regulaminu (interpretując go na swoją korzyść), zimnokrwisty badass z hobby ("zamiłowanie do historii"). Szacun. Szacun za stworzenie takiego antagonisty.

Jeśli chodzi o samą fabułę, to płynnie przechodzimy przez etapy od "dzikusa", do najlepszego studenta Akademii, po jego pierwsze misje i awanse. Podoba mi się to, bo choć jedynie zahaczamy o tematy, wybrane anegdotki idealnie zarysowują postać. W zupełności wystarczą, by pokazać jak Thrawn sobie radzi, funkcjonuje, nakreślić jak działa jego umysł. Mimo to- można odnieść wrażenie, iż sporo tutaj gadania. No niestety, tego nie unikniemy. Jak dla mnie- czytało się to dobrze- ale jeżeli spodziewasz się standardowego schematu komiksu starwarsowego, to przestrzegam, iż Thrawn od tego odchodzi. Gadamy, rozkminiamy i politykujemy- nie ma biegania, strzelania i efektownych wybuchów. Miła odmiana.

Trochę mniej podobał mi się wątek Arihndy Pryce, ale rozumiem, iż jej losy są powiązane z Thrawnem. Ciekaw jestem, czy w książce też są tak poprzeplatane i od siebie zależne. Podejrzewam, iż znacznie szczegółowiej w powieści opisano również interakcje z Palpatine'em i osobistym adiutantem. Szczerze zaznaczę, iż jeżeli komiks miał mnie wkręcić w książkę- to mimo zastrzeżeń do obrazkowej formy- zrobił to perfekcyjnie. Już wyszukuje wśród znajomych powieści Timothy'ego Zahna.
T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Instagramie
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ złapiecie swój egzemplarz
Idź do oryginalnego materiału