W całej historii zielonego dinozaura to właśnie moment zrzucenia z jego pleców Baby Mario uważam za najbardziej przełomowy. Wykorzystanie w grach włóczki, czy też późniejsze manipulacje tekturowymi bibelotami potwierdziły tylko, iż Nintendo ma jeszcze wiele do powiedzenia w temacie uroczych Yoshków. Najnowsza produkcja zdaje się to potwierdzać, bo choć "Yoshi and the Mysterious Book" nie wymyśla koła na nowo, to nader trudno było mi oderwać się od ekranu konsoli.
Tym razem rezolutna gadzinka zaangażowana zostaje w pomoc Mr. E, wielkiemu tomowi będącemu, delikatnie mówiąc, w rozsypce. Strony encyklopedii zostały znacząco przetrzebione, a wszystkie informacje o stworzeniach zamieszkujących karty wyparowują. Żeby tego było mało, w aferę zostaje wplątany Bowser J. i Kamek. Yoshiego nie trzeba długo namawiać – bez wahania daje się wciągnąć w kolejną, zwariowaną przygodę.
Nintendo udowadnia, iż nie każdy platformer musi rzucać graczom spektakularne wyzwania. "Yoshi and the Mysterious Book" stawia na spokojniejszą, pozbawioną presji czasu rozgrywkę. Tym razem Yoshi nie musi bombardować każdego żywego jajkami. Zamiast tego wcieli się w rolę badacza latających żab i innych przedziwnych stworzeń.
Trzon rozgrywki wygląda za każdym razem tak samo. Ze strony tytułowej wybieramy zwierzaczka, któremu chcemy się przyjrzeć. Po przeniesieniu do jego biomy przystępujemy do wnikliwej analizy jego trybu życia. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa, bo to, co dzieje się na kartach wybrakowanego tomiszcza, za każdym razem będzie wywoływało uśmiech na waszych twarzach.
Każda plansza poświęcona jest konkretnemu stworzeniu. Na początku nie wiemy o nim nic, jednak pogłębione analizy zachowań i liczne interakcje z elementami środowiska wypełnią puste dotąd strony książki, co sprawia, iż poczujemy się jak obchodzący niedawno swoje setne urodziny David Attenborough. Czy dane stworzenie potrafi pływać? Jak zachowa się po napchaniu papryczką chilli? Co się wydarzy, gdy zagramy odpowiednią melodię pośród bagien? Dużo tu przypadkowych odkryć. Większość gwiazdek wpadnie nam bez specjalnego wysilania się, ale trafimy na takie plansze, których rozwiązania są mało oczywiste i będziemy musieli pogłowić się nad nimi trochę dłużej.
Wspomniane gwiazdki służą do odblokowania kolejnych biomów. Nie jestem zwolenniczką sztucznego ograniczania postępów w grach, ale wprowadzone blokady zdają się mieć wymiar raczej symboliczny. Nagrody sypią się jak z rękawa i trzeba by się mocno postarać, by utknąć gdzieś na dłużej.
Trudno w tej grze narzekać na nudę. Poziomy są angażujące, zróżnicowane i choć sprawiają wrażenie kompaktowych, to wypełnione są zawartością po brzegi. Skakanie po muzycznych platformach, łowienie ryb czy surfowanie po falach to tylko nieliczne z atrakcji. Każdy biom ma też swoistego bossa, który miesza w planach Bowsera Jr., zmuszając nas raz za razem do interwencji.
Co zabawne, każdego z pomniejszych stworków możemy wrzucić sobie na plecki, by skorzystać z jego zdolności w trakcie przechodzenia planszy. Szalony kwiatek spowoduje, iż uschnięte roślinki zakwitną, żaboludek zajęty będzie wydmuchiwaniem baniek unoszących Yoshiego w powietrze, a balonowa ryba umożliwi nam nurkowanie i eksplorację głębin. Wszystko to bez ryzyka utraty życia bądź licznika nieubłaganie odliczającego sekundy do zakończenia żywota protagonisty. Warto wspomnieć, iż poziom nie musi zakończyć się po odhaczeniu głównego celu. Możemy zostać na planszy i zająć się dalszą eksploracją.
Gra posiada wbudowany system podpowiedzi, ale wskazówki Mr. E bywają momentami na tyle enigmatyczne, iż nie warto z nich korzystać. Tak jak wspominałam, gwiazdki za postęp wpadają hurtowo, co wydaje się naturalnym następstwem skierowania tego tytułu do dużo młodszej grupy odbiorców. Nie oznacza to jednak, iż dojrzalsi gracze nie mają tu czego szukać. To kolejna po "Pokopii" gra, którą zachwycać się mogą wszystkie grupy wiekowe. Cukierkowe, miejscami mocno akwarelowe elementy cieszą oczy i przykuwają uwagę. Zwłaszcza na początku poziomu, gdy Yoshi jest rozrysowywany na stronnicy książki. Ciekawym smaczkiem jest fakt, iż poziomy nie są ograniczane skałami, drzewami i innymi sztucznymi blokadami. Zamiast tego trafiamy na koniec strony, a Yoshi powoli wytraca kolor. Ułatwia to orientowanie się w lokacjach, bo te potrafią być zaskakująco wielopoziomowe. Część animacji ma zupełnie świadomie obniżoną płynność, czym przypomina animację poklatkową, a to tylko potęguje wrażenia i dodatkowo uwypukla baśniowy klimat.
"Yoshi and the Mysterious Book" to kolejny hicior w portfolio Nintendo. Tytuł ten potwierdza, iż w warstwie kreatywnej gry związane z zielonym dinozaurem wciąż mają wiele do zaoferowania, a studnia pomysłów Nintendo raczej nie wyschnie zbyt szybko. Eksplorowanie biomów jest niezwykle satysfakcjonujące, a możliwość nazwania każdego gatunku wymyślonym przez nas imieniem jest poniekąd zwieńczeniem dziecięcych marzeń o odkrywaniu nieznanych ziem i potworów.
Tym razem rezolutna gadzinka zaangażowana zostaje w pomoc Mr. E, wielkiemu tomowi będącemu, delikatnie mówiąc, w rozsypce. Strony encyklopedii zostały znacząco przetrzebione, a wszystkie informacje o stworzeniach zamieszkujących karty wyparowują. Żeby tego było mało, w aferę zostaje wplątany Bowser J. i Kamek. Yoshiego nie trzeba długo namawiać – bez wahania daje się wciągnąć w kolejną, zwariowaną przygodę.
Nintendo udowadnia, iż nie każdy platformer musi rzucać graczom spektakularne wyzwania. "Yoshi and the Mysterious Book" stawia na spokojniejszą, pozbawioną presji czasu rozgrywkę. Tym razem Yoshi nie musi bombardować każdego żywego jajkami. Zamiast tego wcieli się w rolę badacza latających żab i innych przedziwnych stworzeń.
Trzon rozgrywki wygląda za każdym razem tak samo. Ze strony tytułowej wybieramy zwierzaczka, któremu chcemy się przyjrzeć. Po przeniesieniu do jego biomy przystępujemy do wnikliwej analizy jego trybu życia. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa, bo to, co dzieje się na kartach wybrakowanego tomiszcza, za każdym razem będzie wywoływało uśmiech na waszych twarzach.
Każda plansza poświęcona jest konkretnemu stworzeniu. Na początku nie wiemy o nim nic, jednak pogłębione analizy zachowań i liczne interakcje z elementami środowiska wypełnią puste dotąd strony książki, co sprawia, iż poczujemy się jak obchodzący niedawno swoje setne urodziny David Attenborough. Czy dane stworzenie potrafi pływać? Jak zachowa się po napchaniu papryczką chilli? Co się wydarzy, gdy zagramy odpowiednią melodię pośród bagien? Dużo tu przypadkowych odkryć. Większość gwiazdek wpadnie nam bez specjalnego wysilania się, ale trafimy na takie plansze, których rozwiązania są mało oczywiste i będziemy musieli pogłowić się nad nimi trochę dłużej.
Wspomniane gwiazdki służą do odblokowania kolejnych biomów. Nie jestem zwolenniczką sztucznego ograniczania postępów w grach, ale wprowadzone blokady zdają się mieć wymiar raczej symboliczny. Nagrody sypią się jak z rękawa i trzeba by się mocno postarać, by utknąć gdzieś na dłużej.
Trudno w tej grze narzekać na nudę. Poziomy są angażujące, zróżnicowane i choć sprawiają wrażenie kompaktowych, to wypełnione są zawartością po brzegi. Skakanie po muzycznych platformach, łowienie ryb czy surfowanie po falach to tylko nieliczne z atrakcji. Każdy biom ma też swoistego bossa, który miesza w planach Bowsera Jr., zmuszając nas raz za razem do interwencji.
Co zabawne, każdego z pomniejszych stworków możemy wrzucić sobie na plecki, by skorzystać z jego zdolności w trakcie przechodzenia planszy. Szalony kwiatek spowoduje, iż uschnięte roślinki zakwitną, żaboludek zajęty będzie wydmuchiwaniem baniek unoszących Yoshiego w powietrze, a balonowa ryba umożliwi nam nurkowanie i eksplorację głębin. Wszystko to bez ryzyka utraty życia bądź licznika nieubłaganie odliczającego sekundy do zakończenia żywota protagonisty. Warto wspomnieć, iż poziom nie musi zakończyć się po odhaczeniu głównego celu. Możemy zostać na planszy i zająć się dalszą eksploracją.
Gra posiada wbudowany system podpowiedzi, ale wskazówki Mr. E bywają momentami na tyle enigmatyczne, iż nie warto z nich korzystać. Tak jak wspominałam, gwiazdki za postęp wpadają hurtowo, co wydaje się naturalnym następstwem skierowania tego tytułu do dużo młodszej grupy odbiorców. Nie oznacza to jednak, iż dojrzalsi gracze nie mają tu czego szukać. To kolejna po "Pokopii" gra, którą zachwycać się mogą wszystkie grupy wiekowe. Cukierkowe, miejscami mocno akwarelowe elementy cieszą oczy i przykuwają uwagę. Zwłaszcza na początku poziomu, gdy Yoshi jest rozrysowywany na stronnicy książki. Ciekawym smaczkiem jest fakt, iż poziomy nie są ograniczane skałami, drzewami i innymi sztucznymi blokadami. Zamiast tego trafiamy na koniec strony, a Yoshi powoli wytraca kolor. Ułatwia to orientowanie się w lokacjach, bo te potrafią być zaskakująco wielopoziomowe. Część animacji ma zupełnie świadomie obniżoną płynność, czym przypomina animację poklatkową, a to tylko potęguje wrażenia i dodatkowo uwypukla baśniowy klimat.
"Yoshi and the Mysterious Book" to kolejny hicior w portfolio Nintendo. Tytuł ten potwierdza, iż w warstwie kreatywnej gry związane z zielonym dinozaurem wciąż mają wiele do zaoferowania, a studnia pomysłów Nintendo raczej nie wyschnie zbyt szybko. Eksplorowanie biomów jest niezwykle satysfakcjonujące, a możliwość nazwania każdego gatunku wymyślonym przez nas imieniem jest poniekąd zwieńczeniem dziecięcych marzeń o odkrywaniu nieznanych ziem i potworów.





