Czy istnieje życie pozaziemskie? To pytanie od lat pobudza wyobraźnię i skłania do przemyśleń, co kryje się w kosmicznej przestrzeni. Kino dało nam niejeden przykład tego, jak mogą wyglądać obce formy życia, a niektóre z nich stały się istnymi ikonami popkultury. W tym rankingu przyglądam się szczególnie interesującym przykładom ekranowych kosmitów.
Uwaga ogólna: wybierając bohaterów tego zestawienia, przyjąłem konkretny klucz: interesowali mnie przybysze, którzy stykają się ze światem bliskim naszej rzeczywistości i nie wyglądają jak ludzie. Dlatego pominąłem postacie np. z uniwersum Marvela czy DC.
Kosmici z nominowanego do Oscara filmu Pixara to barwna menażeria istot zrzeszonych w międzyplanetarnej organizacji przypominającej kosmiczną ONZ. Choć Elio trafia przed ich oblicze przez przypadek i zostaje omyłkowo uznany za ambasadora Ziemi, ich obecność na liście uzasadnia coś innego: zamiast konfrontacji, mamy tu wizję obcych nastawionych na komunikację i zrozumienie. To kosmos jako tętniąca życiem, zorganizowana wspólnota, która przypomina, iż bycie obcym często zależy wyłącznie od perspektywy.
Kosmici z filmu Denisa Villeneuve’a (i jego literackiego pierwowzoru) różnią się od większości obcych na tej liście choćby tym, jaką aurę tajemniczości wokół siebie roztaczają. Choć ich nazwa może kojarzyś się z Tripodami z "Wojny światów" (swoją drogą stanowiących kolejny przykład interesującego ukazania kosmitów), Heptapody to istoty operujące na zupełnie innym poziomie egzystencji, które - jak się okazuje - nie przybyły na Ziemię z wrogimi zamiarami. Zamiast widowiskowej bitwy, Villeneuve proponuje intelektualną podróż, w której największym wyzwaniem okazuje się znalezienie wspólnego języka. To obraz obcych, którzy są jednocześnie niepokojący, majestatyczni i niosą ze sobą przesłanie.
Poza E.T. to najsympatyczniejszy kosmita na tej liście, choćby jeżeli z natury dysponuje niszczycielską siłą. Popularny bohater Disneya jest dowodem na to, iż choćby kosmita zaprojektowany do siania chaosu w galaktyce może zostać oswojony (przy pomocy Elvisa Presleya, surfingu i bezwarunkowej miłości ze strony swojej nowej ohana, z kilkuletnią dziewczynką na czele). Jego historia jest jedną z tych, które z równym powodzeniem mogą i rozbawić, i mocno rozczulić. Nie zapowiada się, by popularność tego kosmity miała kiedykolwiek przeminąć. W zeszłym roku ukazał się remake oryginalnej animacji, a w 2028 zadebiutuje jej kontynuacja.
Monstrum o imponującej posturze też wymyka się klasycznym schematom najeźdźcy z kosmosu. Zamiast wyrachowanego agresora z planem zniszczenia świata, w filmie Matta Reevesa otrzymaliśmy bowiem... przerażone dziecko. Tak jest - choć Clover bez wysiłku obraca Manhattan w perzynę, pozostało młodym przedstawicielem swojego gatunku. Jego niszczycielska siła jest potęgowana przez instynktowny, wiecznie niezaspokojony głód oraz armię krwiożerczych pasożytów, które osypują się z jego ciała, stanowiąc śmiertelne zagrożenie w skali mikro. Forma found footage sprawia, iż Clovera nie widzimy na ekranie często, ale paradoksalnie i tak mocno zapada w pamięć.
Neill Blomkamp w swoim (wciąż niedoścignionym) debiucie postawił na oryginalność, przenosząc międzygalaktyczny kontakt z wielkich metropolii USA do Johannesburga. Obcy, pogardliwie określani jako Krewetki, to bodaj najbardziej tragiczna rasa przybyszów, jaką widział wielki ekran. Nie najeźdźcy, ale uchodźcy - miliony istot stłoczonych w brudnym getcie, odizolowanych od świata i poddanych brutalnej kontroli. To oni są ofiarami ludzkiej nagonki i nienawiści, stając się jednym z najciekawszych wizji przybyszów z kosmosu.
ALF zdecydowanie nie jest typem stereotypowego kosmity. Niski, owłosiony, z ośmioma żołądkami i niezdrową obsesją na punkcie zjedzenia domowego kota - cóż, nie są to klasyczne cechy istot pozaziemskich. Choć jego przeszłość nie malowała się w radosnych barwach (w końcu jego planeta została zniszczona), sam ALF jak żaden inny kosmita na tej liście od lat dostarcza widzom śmiechu - jego obecność w rodzinie Tannerów to niekończąca się seria wpadek, ciętych ripost i nieporozumień.
Ze swoją charakterystyczną dużą głową i nieproporcjonalnie długimi ramionami, E.T. przypomina raczej żywą maskotkę niż zagrożenie z głębi kosmosu. I rzeczywiście nim nie jest - w przeciwieństwie do wielu filmowych obcych, E.T. nie przybył na Ziemię z misją podboju. Jako członek ekspedycji botanicznej, został niefortunnie porzucony przez swoich towarzyszy, a jego jedynym pragnieniem jest powrót do domu. Ma jednak to szczęście, iż trafia na grupę dzieci, które stają się jego przewodnikami po naszym świecie. To kosmita, który nie wywołuje grozy, ale uśmiech i niemałe wzruszenie. I to już od lat.
Najbardziej przerażającego wizja kosmity w kinie? Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś doszedł do takiego wniosku. "Coś" z filmu Johna Carpentera uderza w fundamenty zaufania. Nie ma jednej, stałej formy i nie potrzebuje technologii czy statków - to pasożyt doskonały, zdolny do perfekcyjnej imitacji dowolnego organizmu. Wyobraźcie sobie, iż na mroźnej Antarktydzie nie walczycie z potworem, którego widzicie, ale z paranoją, iż najlepszy przyjaciel może być tylko kopią. W połączeniu z ponadczasowymi praktycznymi efektami, tytułowe monstrum pozostaje jedną z tych niezapomnianych wizji kosmity.
Absolutny kult i jedna z najsłynniejszych pozaziemskich istot w popkulturze, wciąż stanowiąca inspirację dla twórców. Wysoko rozwinięta rasa, dla której sensem istnienia jest rytuał polowania, dysponująca futurystyczną technologią - po prostu samograj. Na przestrzeni lat Predator mierzył się z Arnoldem Schwarzeneggerem i Ksenomorfem, buszował po mieście, ścierał się z przedstawicielką plemienia Komańczów, a ostatnio stał się choćby protagonistą noszącym beznogą Elle Fanning jak plecak. W każdej z tych wersji był interesującą, przyciągającą uwagę postacią i ciekawe, w jakich okolicznościach ujrzymy go w przyszłości.
Postać wykreowana przez H.R. Gigera i Ridleya Scotta jest czystą, biologiczną grozą, która już od prawie 50 lat budzi niepokój widzów. Ksenomorf nie negocjuje, nie prosi o pomoc i nie buduje statków, a już na pewno nie zaprzyjaźnia się z dziećmi. Jego wygląd stał się ikoną popkultury: biomechaniczna sylwetka, wydłużona czaszka pozbawiona oczu i wysuwana szczęka robią od zawsze tak samo mocne wrażenie. Ksenomorf jest niebezpieczny choćby wtedy, gdy krwawi, wszak wypełnia go kwas zdolny przepalić kadłub statku kosmicznego. To drapieżnik totalny, który wykorzystuje inne formy życia w najbardziej makabryczny sposób, zamieniając klatki piersiowe swoich ofiar w inkubatory dla nowej generacji. To kosmita, który uosabia lęk przed tym, co nieznane i zupełnie nie dziwi, iż twórcy filmów i seriali wciąż chcą eksplorować tę postać, choćby jeżeli z różnym skutkiem.
Jak wyglądałoby wasze podium? Uważacie, iż w zestawieniu powinien znaleźć się ktoś inny? Dajcie znać w komentarzach!
Uwaga ogólna: wybierając bohaterów tego zestawienia, przyjąłem konkretny klucz: interesowali mnie przybysze, którzy stykają się ze światem bliskim naszej rzeczywistości i nie wyglądają jak ludzie. Dlatego pominąłem postacie np. z uniwersum Marvela czy DC.
10. Międzygalaktyczni dyplomaci ("Elio")
Kosmici z nominowanego do Oscara filmu Pixara to barwna menażeria istot zrzeszonych w międzyplanetarnej organizacji przypominającej kosmiczną ONZ. Choć Elio trafia przed ich oblicze przez przypadek i zostaje omyłkowo uznany za ambasadora Ziemi, ich obecność na liście uzasadnia coś innego: zamiast konfrontacji, mamy tu wizję obcych nastawionych na komunikację i zrozumienie. To kosmos jako tętniąca życiem, zorganizowana wspólnota, która przypomina, iż bycie obcym często zależy wyłącznie od perspektywy.
9. Heptapody ("Nowy początek")
Kosmici z filmu Denisa Villeneuve’a (i jego literackiego pierwowzoru) różnią się od większości obcych na tej liście choćby tym, jaką aurę tajemniczości wokół siebie roztaczają. Choć ich nazwa może kojarzyś się z Tripodami z "Wojny światów" (swoją drogą stanowiących kolejny przykład interesującego ukazania kosmitów), Heptapody to istoty operujące na zupełnie innym poziomie egzystencji, które - jak się okazuje - nie przybyły na Ziemię z wrogimi zamiarami. Zamiast widowiskowej bitwy, Villeneuve proponuje intelektualną podróż, w której największym wyzwaniem okazuje się znalezienie wspólnego języka. To obraz obcych, którzy są jednocześnie niepokojący, majestatyczni i niosą ze sobą przesłanie.
8. Stitch ("Lilo i Stitch")
Poza E.T. to najsympatyczniejszy kosmita na tej liście, choćby jeżeli z natury dysponuje niszczycielską siłą. Popularny bohater Disneya jest dowodem na to, iż choćby kosmita zaprojektowany do siania chaosu w galaktyce może zostać oswojony (przy pomocy Elvisa Presleya, surfingu i bezwarunkowej miłości ze strony swojej nowej ohana, z kilkuletnią dziewczynką na czele). Jego historia jest jedną z tych, które z równym powodzeniem mogą i rozbawić, i mocno rozczulić. Nie zapowiada się, by popularność tego kosmity miała kiedykolwiek przeminąć. W zeszłym roku ukazał się remake oryginalnej animacji, a w 2028 zadebiutuje jej kontynuacja.
7. Clover ("Projekt: Monster")
Monstrum o imponującej posturze też wymyka się klasycznym schematom najeźdźcy z kosmosu. Zamiast wyrachowanego agresora z planem zniszczenia świata, w filmie Matta Reevesa otrzymaliśmy bowiem... przerażone dziecko. Tak jest - choć Clover bez wysiłku obraca Manhattan w perzynę, pozostało młodym przedstawicielem swojego gatunku. Jego niszczycielska siła jest potęgowana przez instynktowny, wiecznie niezaspokojony głód oraz armię krwiożerczych pasożytów, które osypują się z jego ciała, stanowiąc śmiertelne zagrożenie w skali mikro. Forma found footage sprawia, iż Clovera nie widzimy na ekranie często, ale paradoksalnie i tak mocno zapada w pamięć.
6. Krewetki ("Dystrykt 9")
Neill Blomkamp w swoim (wciąż niedoścignionym) debiucie postawił na oryginalność, przenosząc międzygalaktyczny kontakt z wielkich metropolii USA do Johannesburga. Obcy, pogardliwie określani jako Krewetki, to bodaj najbardziej tragiczna rasa przybyszów, jaką widział wielki ekran. Nie najeźdźcy, ale uchodźcy - miliony istot stłoczonych w brudnym getcie, odizolowanych od świata i poddanych brutalnej kontroli. To oni są ofiarami ludzkiej nagonki i nienawiści, stając się jednym z najciekawszych wizji przybyszów z kosmosu.
5. ALF (serial "ALF")
ALF zdecydowanie nie jest typem stereotypowego kosmity. Niski, owłosiony, z ośmioma żołądkami i niezdrową obsesją na punkcie zjedzenia domowego kota - cóż, nie są to klasyczne cechy istot pozaziemskich. Choć jego przeszłość nie malowała się w radosnych barwach (w końcu jego planeta została zniszczona), sam ALF jak żaden inny kosmita na tej liście od lat dostarcza widzom śmiechu - jego obecność w rodzinie Tannerów to niekończąca się seria wpadek, ciętych ripost i nieporozumień.
4. E.T. ("E.T.")
Ze swoją charakterystyczną dużą głową i nieproporcjonalnie długimi ramionami, E.T. przypomina raczej żywą maskotkę niż zagrożenie z głębi kosmosu. I rzeczywiście nim nie jest - w przeciwieństwie do wielu filmowych obcych, E.T. nie przybył na Ziemię z misją podboju. Jako członek ekspedycji botanicznej, został niefortunnie porzucony przez swoich towarzyszy, a jego jedynym pragnieniem jest powrót do domu. Ma jednak to szczęście, iż trafia na grupę dzieci, które stają się jego przewodnikami po naszym świecie. To kosmita, który nie wywołuje grozy, ale uśmiech i niemałe wzruszenie. I to już od lat.
3. "Coś" ("Coś")
Najbardziej przerażającego wizja kosmity w kinie? Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś doszedł do takiego wniosku. "Coś" z filmu Johna Carpentera uderza w fundamenty zaufania. Nie ma jednej, stałej formy i nie potrzebuje technologii czy statków - to pasożyt doskonały, zdolny do perfekcyjnej imitacji dowolnego organizmu. Wyobraźcie sobie, iż na mroźnej Antarktydzie nie walczycie z potworem, którego widzicie, ale z paranoją, iż najlepszy przyjaciel może być tylko kopią. W połączeniu z ponadczasowymi praktycznymi efektami, tytułowe monstrum pozostaje jedną z tych niezapomnianych wizji kosmity.
2. Predator (seria "Predator")
Absolutny kult i jedna z najsłynniejszych pozaziemskich istot w popkulturze, wciąż stanowiąca inspirację dla twórców. Wysoko rozwinięta rasa, dla której sensem istnienia jest rytuał polowania, dysponująca futurystyczną technologią - po prostu samograj. Na przestrzeni lat Predator mierzył się z Arnoldem Schwarzeneggerem i Ksenomorfem, buszował po mieście, ścierał się z przedstawicielką plemienia Komańczów, a ostatnio stał się choćby protagonistą noszącym beznogą Elle Fanning jak plecak. W każdej z tych wersji był interesującą, przyciągającą uwagę postacią i ciekawe, w jakich okolicznościach ujrzymy go w przyszłości.
1. Ksenomorf (seria "Obcy")
Postać wykreowana przez H.R. Gigera i Ridleya Scotta jest czystą, biologiczną grozą, która już od prawie 50 lat budzi niepokój widzów. Ksenomorf nie negocjuje, nie prosi o pomoc i nie buduje statków, a już na pewno nie zaprzyjaźnia się z dziećmi. Jego wygląd stał się ikoną popkultury: biomechaniczna sylwetka, wydłużona czaszka pozbawiona oczu i wysuwana szczęka robią od zawsze tak samo mocne wrażenie. Ksenomorf jest niebezpieczny choćby wtedy, gdy krwawi, wszak wypełnia go kwas zdolny przepalić kadłub statku kosmicznego. To drapieżnik totalny, który wykorzystuje inne formy życia w najbardziej makabryczny sposób, zamieniając klatki piersiowe swoich ofiar w inkubatory dla nowej generacji. To kosmita, który uosabia lęk przed tym, co nieznane i zupełnie nie dziwi, iż twórcy filmów i seriali wciąż chcą eksplorować tę postać, choćby jeżeli z różnym skutkiem.
Jak wyglądałoby wasze podium? Uważacie, iż w zestawieniu powinien znaleźć się ktoś inny? Dajcie znać w komentarzach!
7 wspaniałych - Kosmici








