Materiał powstał w ramach płatnej współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.
Starożytni uważali Wyspy Eolskie za królestwo boga wiatrów, a jednocześnie okolicę, w której znajduje się wejście do świata podziemnego. Dziś o tym wulkanicznym archipelagu na Morzu Tyrreńskim, położonym na północ od wybrzeży Sycylii, mówi się, iż funkcjonuje poza czasem, zaś królująca tu dzika przyroda zachwyca i onieśmiela. Najmniej zaludnioną, a zarazem najbardziej wysuniętą na zachód wyspą archipelagu jest Alicudi. Zamieszkuje ją jedynie około stu osób, zwanych arcudari, żyjących tu mimo zupełnego braku infrastruktury – dróg, bankomatów, apteki czy szpitala. Ukształtowanie terenu nie pozwala na budowę jezdni, więc jedynym środkiem transportu, także dziś, w XXI wieku, pozostają tutaj muły, poruszające się po tzw. mulattiere, czyli stromych ścieżkach wiodących od portu do poszczególnych contrade (dzielnic) rozsianych na zboczu wygasłego wulkanu.
Nędza, hippisi i naukowcy
Nietrudno wyobrazić sobie, iż na ziemiach tak dalekich od współczesnej cywilizacji długo przetrwały dawne tradycje i wierzenia, stanowiące przede wszystkim część tradycji ustnej. Zaintrygowały one Kalabryjkę Martę Lamalfę (ur. 1990), autorkę powieści Wyspa latających kobiet (tyt. oryg. L’isola dove volano le femmine), której akcja rozgrywa się na Alicudi w pierwszych latach XX wieku. Jest to dla miejscowych czas głębokiego kryzysu: liczba mieszkańców, wynosząca wówczas jeszcze około siedmiuset osób, gwałtownie spada – przede wszystkim ze względu na masową emigrację za ocean, jak również z powodu zakażenia zbóż przez grzyb zwany tizzonara. Ze związków chemicznych występujących w sporyszu, bo tak pasożyt ten określany jest w języku polskim, dziś syntetyzuje się LDS; w przeszłości, po spożyciu mąki z zainfekowanego żyta, powodował on zatrucia i zbiorowe halucynacje. Mieszkańcy Alicudi nie mają niestety wyboru – pociemniałe od grzyba zboże jest jedynym, do jakiego mają dostęp. Głód staje się ich stałym towarzyszem, a skrajna bieda oraz ciężka praca w polu i przy połowach stanowi najważniejszy element codzienności.

Właśnie w takich warunkach żyje Caterina, główna bohaterka książki. Niedawno straciła siostrę bliźniaczkę, Marię, zmarłą w niejasnych okolicznościach. Ich matka jest w kolejnej już ciąży, w której zdaje się zupełnie tracić siły. Rodzajem zaskakującej ucieczki od kłopotów okazują się dla dziewczyny wizje, w których lęk miesza się z tęsknotą za wolnością. W wizjach tych Caterina spotyka tak zwane majare – latające czarownice, potrafiące przemieniać się w kruki lub koty, rzucać uroki, ale także przynosić jedzenie głodującym. Lamalfa wykorzystała tu autentyczną historię, która miała miejsce na Alicudi najprawdopodobniej między 1902 a 1905 rokiem. Jakieś pół wieku później zidentyfikowali ją docierający na wyspę hippisi. Słuchając opowieści starszych mieszkańców o kobietach zmieniających się w ptaki i organizujących nocne sabaty na plażach, rozpoznali w nich objawy typowe dla działania substancji psychodelicznych – sobie doskonale znanych. Jakiś czas później sprawą zajęli się intelektualiści, jak pisarz Elio Zagami, i antropolodzy: Macrina Marilena Maffei i, w ostatnich latach, Paolo Lorenzi. Dzięki nim temat doczekał się opracowania naukowego, które potwierdziło przypuszczenia sprzed kilku dekad.

Legendy i emancypantki
Centralnym motywem powieści, pojawiającym się już w tytule, są eoliańskie czarownice. Jak podkreśla Lamalfa w wywiadach, mimo sporadycznego wsparcia udzielanego głodnym mieszkańcom wyspy różnią się one znacząco od klasycznego wizerunku wiedźmy-uzdrowicielki. Ich głównym zajęciem nie jest pomoc innym, ale beztroska zabawa: spędzają czas przy ognisku, jedzą, tańczą i udają się na Sycylię lub na północne wybrzeże Afryki po ulubione smakołyki. Niektórzy badacze lokalnego folkloru, w tym wspomniana już Macrina Marilena Maffei, której prace stanowiły inspirację dla autorki powieści, interpretują postać majar jako symbol kobiecego buntu i emancypacji w patriarchalnym świecie rolniczej społeczności. Czarownice podejrzewano o układy z siłami nieczystymi, a młode dziewczęta przestrzegano przed kontaktem z nimi. W powieści ciężarna matka upomina Caterinę, by nie rozmawiać z Calorią – jedyną kobietą na wyspie, która pozostała niezamężna, nosi krótkie włosy i, oczywiście, uchodzi za czarownicę. Główna bohaterka jest jednak zafascynowana innością Calorii i faktem, iż istnieje świat tak różny od tego, w którym sama żyje.
Lektura i skojarzenia
Powieść L’isola dove volano le femmine ukazała się we Włoszech w 2024 roku. Debiut Marty Lamalfy spotkał się z dużym zainteresowaniem czytelników i przychylnością krytyków, co zaowocowało przyznaniem autorce kilku nagród literackich. I trudno się dziwić: oryginalna tematyka, archaizujący język i niezwykła, oniryczna atmosfera sprawiają, iż lektura książki staje się prawdziwym przeżyciem. Mnie zachwycił odmalowany przez autorkę sugestywny obraz Południa Włoch: z jego surowością, senną atmosferą, widokami, dźwiękami i zapachami, z jego niezwykłymi tradycjami, a jednocześnie trudnymi realiami życia mieszkańców. Autorka wielokrotnie podkreślała, iż nie zależało jej na stworzeniu klasycznej powieści historycznej ani kolejnej sagi o rodzinie z Południa; kontekst dziejowy stanowić ma tło, zaś w centrum uwagi powinien znaleźć się człowiek z jego lękami i trudnościami.

Postawa ta przywodzi mi na myśl słynną książkę Chrystus zatrzymał się w Eboli Carla Leviego. W tym włoskim arcydziele opisana została wieś w regionie Bazylikaty, gdzie, jak głosił tytułowy przesąd miejscowych, nie dotarł choćby Chrystus, nie mówiąc już o państwie, historii czy postępie. W pustkę po nieobecnej cywilizacji wchodziły tam ludowa magia, przesądy i inny, równoległy porządek rzeczywistości. Podobnie dzieje się u Lamalfy, jednak magia, która dla Leviego stała się przede wszystkim znakiem społecznego wykluczenia, tutaj wydaje się raczej symbolem kobiecego pragnienia wolności.
Wyspa latających kobiet z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom literatury traktującej o Południu Włoch. Jest to jednak lektura znacznie bardziej wymagająca niż popularne powieści, które cieszyły się powodzeniem w ostatnich latach. Narracja jest tu zdecydowanie kontemplacyjna, fabuła zakorzeniona w lokalnym folklorze, a realizm magiczny nie stanowi tylko wyboru estetycznego czy kompozycyjnego, ale wynika z opisu prawdziwego zjawiska. Coś dla siebie znajdą też czytelnicy prozy feministycznej, poszukujący lektury o kobiecym buncie. Fundament powieści stanowi tu jednak przede wszystkim dobrze opowiedziana, wielowątkowa historia, której poszczególne elementy odkryć można tylko poprzez własną, uważną lekturę.







