Wysokie cienie – recenzja spektaklu. Ponadczasowy teatr wyobraźni.

popkulturowcy.pl 7 godzin temu

Pewnego letniego dnia grupa uczennic wyrusza na piknik pod miejscową atrakcję – Wiszącą Skałę. Początkowo wszystko przebiega zgodnie z planem. Dziewczęta cieszą się pogodą i chwilową wolnością od szkolnych obowiązków. Sielanka gwałtownie jednak zamienia się w koszmar, gdy nauczycielka odkrywa, iż nie wszystkie uczennice wróciły z wyprawy…

Wysokie cienie to dyplomowy spektakl III roku Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie. Premiera odbyła się 6 lutego na Scenie u Sewruka w Teatrze Jaracza. Fabuła została napisana na motywach powieści Joan Lindsay, a adaptację przygotował Igor Gorzkowski.

fot. materiały promocyjne

Wysokie cienie to prawdziwy teatr wyobraźni. Dramat od pierwszych minut wciąga widza w wir emocji. Poznając kolejnych bohaterów, stopniowo odkrywamy świat, w którym spędzimy najbliższe dwie godziny – i to właśnie jest największy atut spektaklu. Młodzi adepci aktorstwa stworzyli wyraziste, dopracowane kreacje. Emocje, charakter, a choćby sposób myślenia każdej postaci zostały przedstawione niezwykle klarownie.

Na szczególne uznanie zasługuje Aleksandra Najda, która tchnęła życie nie w jedną, ale aż w sześć postaci. Aktorka wcieliła się między innymi w męskie role – Cartera oraz komendanta policji – a także w surową nauczycielkę i pielęgniarkę. Jej bohaterowie wyróżniali się nie tylko kostiumem, ale także sposobem bycia i tonem głosu. Dodatkowo zaskakuje jej bezpośredni kontakt z widzami. W pewnym momencie Najda bez wahania wchodzi między niczego niespodziewających się obserwatorów, rozmawia z nimi i zachęca do udziału w spektaklu.

Równie dobrze wypada Maja Anna Król w roli nauczycielki francuskiego – pozornie opanowanej, tłumiącej emocje „szarej myszki”, która w chwili kryzysu wybucha z siłą wulkanu. Wraz z nią napięcie odczuwa cała sala.

fot. Aleksandra Gapińska

Porównując początek i koniec spektaklu, są to dwie różne sztuki. Widz początkowo nie wie, z czym przyjdzie mu się zmierzyć w dalszej części przedstawienia. Pierwsze sceny przypominają prostą opowieść obyczajową o szkolnej wycieczce. Ten sielski obraz gwałtownie zmienia się po zaginięciu uczennic. Sztuka przechodzi od dramatu do opowieści z elementami mystery, zahacza o romans, by ostatecznie dotknąć tragedii. Przez te zmiany spektakl momentami wydaje się chaotyczny. Nagłe przeskoki w sposobie narracji nieco osłabiają klimat głównego motywu – załamania porządku świata po jednej, nieprzemyślanej decyzji. Nie zmienia to jednak faktu, iż Wysokie cienie potrafią trzymać w napięciu i zostały skonstruowane w przemyślany sposób.

Na duże brawa zasługuje narracja przywodząca na myśl najlepsze audiobooki. Fabuła momentami schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca myślom bohaterów. Te zaś odgrywają kluczową rolę – pozwalają lepiej ich poznać i nadają historii dodatkowy, emocjonalny wymiar.

Warto zwrócić uwagę również na samą „scenę”, na której wystawiono spektakl. Nie bez powodu używam cudzysłowu – przestrzeń stanowi niewielki pokój z makietą skały w centrum, biurkiem po jednej stronie i ławką po drugiej. Dla niektórych mogłoby to wydawać się ograniczeniem, ale młodzi aktorzy udowodnili, iż choćby tak skromna scenografia może stać się pełnoprawnym światem przedstawionym. Ta niepozorna przestrzeń przenosi widza z zimowej, szarej rzeczywistości do gorącego lata gdzieś w australijskich górach.

Dużą rolę odegrały również kostiumy zaprojektowane przez Kornelię Dzikowską-Demirską. Idealnie oddają epokę i klimat opowieści. W połączeniu ze sposobem mówienia i gestykulacją aktorów tworzą wiarygodne, niemal kompletne portrety bohaterów.

fot. materiały promocyjne

Spektakl nie jest jednak wolny od wad. Poza wspomnianą chaotycznością narracji pojawia się problem udźwiękowienia. W pierwszych scenach muzyka doskonale buduje klimat, ale z czasem staje się zbyt nowoczesna i nachalna. W kluczowych momentach próbuje narzucić emocje widzowi, zamiast subtelnie je podkreślać. To jeden z największych mankamentów przedstawienia – dźwięk momentami wytrąca z nastroju rozpaczy i niepokoju. Szkoda, bo utrzymanie stylistyki z pierwszego aktu pozwoliłoby stworzyć jeszcze bardziej spójną opowieść.

Wysokie cienie podejmują próbę opowiedzenia tragicznej historii i ukazania jej konsekwencji. Początkowo robią to w sposób niemal magiczny, wciągając widza bez reszty. Z czasem jednak pojawia się wrażenie nadmiaru – jakby twórcy chcieli pomieścić zbyt wiele w jednym spektaklu. Mimo to przedstawienie broni się świetną grą aktorską i siłą literackiego pierwowzoru.

To opowieść trudna i ponadczasowa. Pokazanie reakcji społeczności w obliczu kryzysu, emocji bohaterów i ich wewnętrznych rozterek nie jest zadaniem łatwym – tutaj jednak w dużej mierze się to udało. Wysokie cienie to spektakl, który warto zobaczyć. Choć niepozbawiony potknięć, oferuje niebanalną historię i silne, zapadające w pamięć kreacje aktorskie.


Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Teatrem im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Dziękujemy!

fot. główna: Aleksandra Gapińska

Idź do oryginalnego materiału