Tym sposobem nikt nie wiedział, iż wyrok nie został wydany, ale w końcu się wydało. Byłemu małżeństwu, nieprzeczuwającemu, iż dalej nim jest, zachciało się bowiem zwrócić do sądu w innej sprawie, i wtedy kolejna – inna – sędzia wylała na nie kubeł zimnej wody, informując, iż „orzeczenie o ich rozwodzie jest nieistniejące”. Gdyby nie nowa sędzia, o tym, iż są dalej małżeństwem, nikt nigdy by się nie dowiedział. Tzn. nowa sędzia była to akurat stara sędzia, bo nową sędzią, tzw. neosędzią, była ta dawniejsza i to właśnie, iż starsza sędzia okazała się nowszą, reaktywowało małżeństwo.
Nowa, tzn. stara sędzia z Giżycka, orzekła, iż rozwód dokonany przez starą, tzn. nową, się nie dokonał. Podano, iż nowa, tzn. stara, nazywa się Bieńkowska-Kolarz, co świadczyłoby o tym, iż sama nie jest po rozwodzie z Kolarzem, choć naturalnie może jest, tylko sąd tego nie uznaje, jak to w Giżycku. Chronologicznie starsza – ale naprawdę nowsza – sędzia, która uzurpuje sobie prawo do rozwiązywania małżeństw wbrew Bieńkowskiej-Kolarz tylko dlatego, iż była w tym przypadku pierwsza, nazywa się jednoczłonowo: Merska. Sama sobie małżeństwa nie rozwiązała, bo nie może, a chyba go choćby asekuracyjnie nie zawarła, wiedząc, iż się nie utrzyma, bo wiadomo, jak reaguje na jej postanowienia Bieńkowska-Kolarz.
