Wymieramy, bo dobrobyt rodzi egoizm, a nie dzieci

noweinfo.pl 1 godzina temu

Chcemy żyć wygodnie. Czy to źle? Oczywiście, iż nie. Jednak pod warunkiem, iż nie dzieje się to kosztem drugiego człowieka, iż nie tracimy z oczu jego dobra.

Niestety…, dobrobyt ma to do siebie, iż rozleniwia. Materialnie – bo mamy już samobieżne odkurzacze i kosiarki, a sztuczna inteligencja wyszukuje w sekundy informacje, których kiedyś musieliśmy szukać w bibliotekach. Rozleniwia też duchowo, bo żyjemy w czasach, w których miłość kojarzona jest głównie z uczuciami, emocjami i przyjemnością. Rzadziej zaś z odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Szczególnym rodzajem tej odpowiedzialności – jakby patetycznie to nie zabrzmiało – jest dawanie życia. Odpowiedzialne dawanie życia, czyli w trwałej rodzinie.

Chociaż młodzież we wszystkich badaniach deklaruje, iż największą wartością jest dla nich właśnie rodzina, odkładają jej założenie na później. Na przeszkodzie stoi kariera zawodowa, zwiedzanie świata, realizacja pasji wszelakich… No i wymówka numer jeden – brak mieszkania!

Gdyby brakiem mieszkania i pieniędzy kierowali się nasi dziadkowie, to nas nie byłoby na świecie. W pierwszych latach po wojnie, w okresie ogromnej biedy i zniszczeń, w Polsce odnotowano gwałtowny wyż demograficzny. Na przykład w 1955 roku urodziło się nad Wisłą 794 tysiące dzieci. Dla porównania – w 2025 roku na świat przyszło 238,3 tys. maluchów. Od 2017 roku roczna liczba urodzeń w Polsce skurczyła się o ponad 40 procent! Wymieramy. W 2025 roku, przy 238,3 tysiącach urodzeń, odnotowano równocześnie aż 406 tysięcy zgonów.

Obecnie żaden kraj w Europie nie osiąga poziomu gwarantującego prostą zastępowalność pokoleń. Aby populacja mogła się naturalnie odnawiać (bez udziału migrantów), współczynnik dzietności (średnia liczba dzieci przypadająca na jedną kobietę) musi wynosić co najmniej 2,1. Według najnowszych raportów Eurostatu średni wskaźnik dzietności dla całej Unii Europejskiej spadł do historycznego minimum i wynosi zaledwie 1,34. W Polsce jest on jeszcze niższy – 1,14 (czwarty, najniższy wskaźnik w Europie). Liczby te dają do myślenia.

Publicysta Rafał Ziemkiewicz postawił ostatnio słuszną tezę, iż żadne pięćset czy osiemset plus nie zwiększą trwale dzietności. Poza zmianami systemowymi w polityce społecznej państwa, musi nastąpić powrót do hołdowania wartościom chrześcijańskim. Podkreślają one znaczenie małżeństwa, posiadania potomstwa i wierności. Dziś wielu ludzi żyje w tzw. wolnych związkach. Nie chcą mieć dzieci także dlatego, bo boją się, iż łatwo i gwałtownie zostaną samotnymi rodzicami.

Kiedyś marksiści z Moskwy nie przejęli całkowicie rządu dusz, bo nie docenili siły tradycyjnej rodziny. Dziś neomarksiści z Brukseli robią wszystko, żeby zniszczyć rodzinę. Promują ideologie, skutkujące osamotnieniem jednostki, którą wtedy łatwiej manipulować.

Idź do oryginalnego materiału