– Mamo, daj już spokój! – Marek odwrócił się gwałtownie od okna, gdzie wpatrywał się w mknące samochody. – Ileż można powtarzać w kółko to samo! Przecież tłumaczyłem ci już ze sto razy!
– Tłumaczyłeś?! – Zofia Nowak załamała ręce. – Co ty mi tłumaczyłeś?! Że nas rzucasz dla jakiejś obcej baby z dziećmi?!
– Ona nie jest obcą babą! Hanka jest moją żoną! – syn zacisnął pięści, jego głos drżał ze złości. – I dzieci też są już moje! Rozumiesz?! Moje!
Kasia siedziała cicho przy kuchennym stole, kręciła w dłoniach łyżeczkę do herbaty. Łzy kapaly jej prosto do stygnącej herbaty. Nie płakała na siłę – łzy płynęły same, jak deszcz za oknem.
– Twoje?! – matka parsknęła śmiechem, a ten śmiech brzmiał straszniej niż krzyk. – Oszalałeś chyba! Masz rodzoną siostrę, która po wypadku ledwo chodzi! Masz matkę, która dla ciebie całe życie poświęciła! A ty… ty uciekasz do obcych ludzi!
Marek opadł na skraj kanapy, przesunął dłonią po twarzy. Zmęczyły go te rozmowy, aż ból pulsował w skroniach.
– Mamo, spróbuj zrozumieć. Jestem dorosłym mężczyzną, mam trzydzieści dwa lata. Mam prawo do własnego życia.
– Własnego życia? – Zofia Nowak usiadła naprzeciw syna, chwyciła go za dłonie. – Marku, kochanie, jaka tam może być prywatność z rozwódką i dwójką nieswoich dzieci? Przecież jesteś jeszcze młody, przystojny, masz dobrą pracę. Znajdziesz sobie jakąś dziewczynę młodszą, urodzicie swoje dzieci…
– Nie chcę innych dzieci! – wyrwał dłonie z matczynego uścisku. – Tomek i Zosia – to już moje dzieci. Tomek wczoraj nazwał mnie tatusiem. Rozumiesz?! Pierwszy raz w życiu ktoś nazwał mnie tatusiem!
Kasia łknięciem przerwała ciszę, podniosła się od stołu. Kulejąc, wolno podeszła do brata.
– Marek, a co ze mną? – głos miała cichy, złamany. – Przecież wiesz, iż bez ciebie przepadnę. Po tym wypadku liczyłam tylko na ciebie. Mama jest na emeryturze, pieniędzy jej nie starcza. Kto mi pomoże, jeżeli nie ty?
Braterki uścisk. Marek przytulił siostrę, pogładził po włosach.
– Kasiu, przecież nie umieram. Po prostu będę mieszkał osobno. Pomagać będę, oczywiście. Ale mam teraz swoją rodzinę.
– Swoja rodzina była u ciebie zawsze! – nie wytrzymała Zofia Nowak. – My jesteśmy twoją rodziną! Rodzoną!
– Hanka jest w ciąży – cicho powiedział Marek.
Zapanowała cisza. Tylko zegar tykał na ścianie, a za oknem szumiał deszcz.
– Co ty powiedziałeś? – matka zbladła, osunęła się w fotel.
– Hanka spodziewa się dziecka. Naszego dziecka. Rozumiecie teraz, czemu nie mogę jej zostawić?
Kasia odsunęła się od brata, spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
– I ile to? – spytała.
– Jak na razie pięć tygodni. Ale lekarze mówią, iż wszystko w porządku.
– Boże drogi… – matka zasłoniła rękami twarz. – I coś ty narobił, synku? Co?
Zofia Nowak przepracowała w przedszkolu ponad trzydzieści lat. Dzieci kochała całym sercem, ale o wnukach po Marku marzyła inaczej. Nie po obcej rozwódce z dwójką dzieci, tylko po dobrej dziewczynie z porządnego domu.
– Mamo, co w tym takiego złego? – Marek usiadł obok matki, spróbował objąć. – Doczekasz się wreszcie wnuka. Albo wnuczki. Czy to coś złego?
– Od kogo się doczekam? – odsunęła się. – Od baby, która już raz wyskoczyła za mąż? Która już dwoje urodziła? Skąd się w ogóle wzięła? Kim jest?
– Hanka pracuje w naszym szpitalu jako pielęgniarka na pediatrii. Dobra kobieta, życzliwa. Dzieci ma cudowne, dobrze wychowane.
– A gdzie ich ojciec? – nie ustępowała matka.
– Zginął w wojsku. Hanke było ledwie dwadzieścia dwa, jak została sama z dwójką małych.
– Aha – pokiwała głową Zofia Nowak. – Toć szukała sobie głupca, który by ich wszystkich utrzymał. I znalazła.
– Mamo! – wybuchnął Marek. – Dość! Nie jestem głupcem! Jestem dorosłym facetem, który wybrał kobietę z miłości!
– Z miłości? – matka wstała, przeszła się po pokoju. – A co ty wiesz o miłości? Siedziałeś te wszystkie lata w domu, jeździłeś do roboty, nam pomagałeś. Żadnego doświadczenia z babami. Pierwsza lepsza omotała cię jak należy.
Kasia znów usiadła przy stole, opuściła głowę na ręce. Po wypadku często bola
Kasia patrzyła przez mokrą szybę na chlapiące ulice Krakowa, czując jak ciężar na ramionach nieco lżeje, choć miała wątpliwości czy ich rodzina, jak ta warszawska pogoda, znajdzie w końcy jasną przejażkę.