Robię spektakl o tym, iż ani wolność nie jest dana na zawsze, ani honor, ani wszystkie inne wartości. Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń. (Marek Weiss, reżyser)
„Falstaff” − komediowa opera, ostatnie dzieło 80-letniego Giuseppe Verdiego, wybitnego kompozytora włoskiego, twórcy ponad 25 utworów operowych. To jedyna komedia i ostatnie dzieło operowe Verdiego. Opera powstała na podstawie libretta Arriga Boita według „Wesołych kumoszek z Windsoru” i „Henryka IV” Szekspira. Premiera została wystawiona 9 lutego 1893 roku w mediolańskiej La Scali i odniosła wielki sukces.
Reżyserii ostatniego dzieła wielkiego kompozytora podjął się w Teatrze Wielkim − Operze Narodowej Marek Weiss, reżyser, pisarz, autor 7 książek, twórca 153 premier. „Falstaff” jest dwudziestym czwartym spektaklem na scenie Teatru Wielkiego.
W tym roku reżyser obchodzi jubileusz 50-lecia pracy artystycznej, a premiera nowego spektaklu jest jego pożegnaniem ze sceną. − Robię spektakl o tym, iż ani wolność nie jest dana na zawsze, ani honor, ani wszystkie inne wartości. Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń. Powiedziałem sobie, iż będzie moim ostatnim spektaklem − stwierdził reżyser.
− Czuję się bardzo zmęczony tym pościgiem za białym „wielorybem opery”, który opisałem w książce wydanej pod tym samym tytułem. Tam jest cała historia mojego życia zawodowego, z którym teraz trzeba się pożegnać – dodaje w wywiadzie z Anną Kaplińską-Struss.
Ostatnio ukazała się kolejna książka Marka Weissa „Boska Śmierć”. W swoim artykule „Wielorybnik w Operze” Dorota Kozińska napisała, iż wciąż wierzy w Weissa. Sam reżyser powiedział, iż bez opery nie da się żyć, iż ten muzyczny kaszalot jest jak nałóg, z którego nie można się wyleczyć.
„Falstaff” to ostatnia opera Verdiego. Pisał ją dla własnej przyjemności, dla siebie samego. Nie tak często pojawia się ten tytuł na scenach operowych, w przeciwieństwie do „Traviaty”, „Aidy”, „Trubadura” czy „Nabucco”. Zdaniem reżysera „Falstaff” adekwatnie nie jest operą, ale dramatem muzycznym o skomplikowanej fakturze, „piekielnie trudnym do wykonania oraz realizacji”. Aby dobrze go zrozumieć, trzeba mieć otwarte oczy i uszy.
To spektakl bardzo złożony pod względem muzycznym, a także w inscenizacjach scenicznych. Łączy komedię, farsę i dramat z głęboką refleksją nad życiem. W 1965 roku doczekał się filmowej adaptacji w reżyserii Orsona Wellesa, która spotkała się z uznaniem widzów.

Opera jest dziełem wielowarstwowym. Na jednej płaszczyźnie − wesołym, pełnym humoru, na drugiej − mrocznym, z filozoficznym przesłaniem, iż życie jest bolesnym żartem stwórcy z ludzi i ich poczynań. Utwór został oparty na postaci sir Johna Falstaffa, znanego z dramatów Szekspira. Bohater to podstarzały grubas w tarapatach finansowych. Obżartuch, utracjusz, który cynicznie postanawia zauroczyć dwie bogate mężatki: Alice Ford i Meg Page, które odkrywają jego niecne zamiary. Przygotowują wiele finezyjnych sytuacji, które ośmieszają niedoszłego amanta. Falstaff zaczyna boleśnie odczuwać skutki swoich zalotów, co prowadzi do jego upokorzenia i kompromitacji.
− „Falstaff” jest traktowany jak komedia, jednak pod spodem możemy zobaczyć gorzką rzeczywistość. To staram się pokazać w swoim spektaklu. Dla mnie Falstaff to wściekły starzec, który narobił dużo złego w życiu. Gorzki, zły ,chce zapić się na śmierć, a przez to, iż jest gorzki, jest i śmieszny. Taki antybohater. Chciał, aby śmierć przyszła do niego w zabawie – tłumaczy reżyser.
Marek Weiss ostatnią operę Verdiego wybrał na zakończenie swojej 50-letniej kariery reżyserskiej. W rozmowie z PAP podkreślił, iż to nie przypadek. − Myślałem o niej od dawna. Już wcześniej próbowałem przekonać do niej któregoś z dyrektorów. Na moją koncepcję przystał dopiero były szef Teatru Wielkiego − Opery Narodowej Waldemar Dąbrowski.
Spektakl przygotował znakomity zespół realizatorów. Bardzo efektowna, wielowarstwowa scenografia jest dziełem Wiesława Olki. Nocny klub, oberża Pod Podwiązką − to główna przestrzeń, gdzie zabawia się Falstaff z liczną grupą bywalców tego intrygującego miejsca. Kolejna przestrzeń jest zgoła inna – budzące niepokój płomienne, czerwone drzewo, zjawy, nimfy, diabły tworzą baśniową scenerię budzącą grozę.
Dzieło Verdiego uznaje się za muzycznie wyrafinowane, ale też trudne do realizacji ze względu na skomplikowaną strukturę muzyczną. Kompozytor używa głosu jak instrumentów. Strona wokalna to świetnie dobrana obsada artystów pod względem wokalnym i aktorskim. Orkiestra komentuje całą dramaturgię. − To jest początek teatru muzycznego XX wieku − dodaje dyrygent Patryk Fournillier.
Intrygującej choreografii podjęła się jedna z 50 najciekawszych choreografek współczesnych na świecie − Izadora Weiss. Świetnie przygotowana jest też reżyseria świateł Katarzyny Łuszczyk. Projekcji wiedo podjął się Bartek Macias, artysta sztuk wizualnych i reżyser animacji, który od lat współpracuje z Teatrem Wielkim. Kostiumy przygotowali znani projektanci Paprocki i Brzozowski, którzy tworzyli już kostiumy operowe. Niestety tym razem nie zachwyciły swoją innowacyjnością.
Spektakl jest bardzo efektowny, dynamiczny i w swojej głębszej warstwie wzbudza wiele refleksji. „Świat jest żartem, a człowiek najlepiej śmieje się na końcu” – to finałowe przesłanie Verdiego.
Anna Arwaniti
Obsadę spektaklu tworzą:
Sergio Vitale/Mateusz Michałowski (Falstaff), Stanislav Kuflyuk/Stepan Drobit (Ford), Aleksandra Orłowska/Natalia Rubiś (Alice Ford), Hanna Sosnowska-Bill/Hanna Okońska (Nanetta), a także Nico Darmanin/Ioan Hotea (Fenton), Deniz Uzun/Valentina Pluzhnikova (Mrs Quickly), Monika Ledzion-Porczyńska/Elżbieta Wróblewska (Meg Page) oraz Wojciech Parchem/Zbigniew Malak (Dr Caius), Mateusz Zajdel/Piotr Maciejowski (Bardolfo) i Remigiusz Łukomski/Jakub Szmidt (Pistola). Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej oraz tancerze.















