Wśród marzeń i koszmarów – filmy Davida Lyncha część 2.

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Lynch wyróżniał się nie tylko stylem, ale również niekonwencjonalną drogą do uznania i filmowych sukcesów. Pomimo wielu wzlotów, upadków oraz niezrozumienia dalej tworzył i nie bał się iść za swoją intuicją, która – jak się przekonaliśmy – odsłoniła dla nas pokłady kreatywności poprzez jego dzieła.

Filmografia Lyncha jest pełna zawiłości. Owe meandry doprowadziły reżysera do zwrotnego miejsca w karierze. Właśnie na początku lat 90. usłyszeliśmy słynne słowa agenta Coopera: Diane, jest 11:30 rano, 24 lutego. Wjeżdżam do miasteczka Twin Peaks. Ten moment rozpoczął również nowy etap w poczynaniach filmowych Lyncha.

Zobacz również: Wśród marzeń i koszmarów – filmy Davida Lyncha część 1


Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną (1992) – druga strona medalu


Fot. Kadr z filmu Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną

Po ogromnym sukcesie serialu Twin Peaks fani nie musieli długo czekać na kolejną produkcję związaną z uniwersum małego miasteczka w stanie Waszyngton. Reżyser zdecydował się przybliżyć nam losy Laury Palmer – ukazać jej dwoistą naturę i przybliżyć wydarzenia poprzedzające jej śmierć. W filmie Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną podążamy za wzorową uczennicą liceum, która zbacza z drogi dobra, popada w uzależnienie, a w snach odwiedzana jest przez budzącego grozę Boba.

Lynch decyduje się ponownie na przedstawienie niejednorodności świata, której symbolem może być właśnie postać Laury Palmer. Dziewczyna o anielskiej urodzie, wzorowym zachowaniu i skromnej naturze okazuje się marionetką w rękach sił zła. Jej życie w rzeczywistości nie przypomina amerykańskiego snu, a raczej koszmar, w którym pierwsze skrzypce grają upiorne zwidy, niemałe dawki narkotyków oraz zabawianie starszych mężczyzn.

U Lyncha nic nie jest oczywiste. Wspomniany wcześniej kontrast uwypukla jednak pozory, na których budowany jest świat. Każdy dąży do nieskazitelnej reputacji i ukrycia wszystkiego co mroczne, nieodpowiednie i nieakceptowane społecznie. Prowadzenie dwóch oddzielnych żyć skutkuje jednak tragedią, co dobitnie demonstruje historia Laury Palmer. Dostajemy obraz rozpadu psychiki i koszmaru, który pojawiał się nie tylko w nocy, ale również na jawie.

Tak naprawdę każdy odbiorca może wyciągnąć z tej opowieści coś innego. Przytłaczająca, nieco klaustrofobiczna atmosfera zmusza do zmierzenia się z kolejno pojawiającymi się w głowie myślami i refleksjami na temat ludzkich problemów. Owym dywagacjom towarzyszy dojmujący lęk, gdyż wiemy, iż każda scena filmu przybliża bohaterkę do nieuchronnego końca. Ze świadomością, iż historia Laury nie otrzyma happy endu, film wydaje się podwójnie gorzki.

Jednak pomimo ogromnego ładunku emocjonalnego jaki niesie Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną, warto wyruszyć w podróż, jaką oferuje nam Lynch. Podróż do zakątków ludzkiej psychiki, w których obsesja miesza się z traumą i uzależnieniem. Droga ta pozbawiona jest chociażby najbledszego światełka w tunelu, ale dzięki świadomości zbliżającej się katastrofy większą uwagę skupiamy na innych aspektach filmu. Nie zastanawiamy się, jak się skończy, ale na przestrzeni seansu szukamy powodu, dla którego życie Laury Palmer miało tak tragiczny kres.


Zagubiona autostrada (1997) – mętlik pamięci


Fot. Kadr z filmu Zagubiona autostrada

Czy przesłanie filmu powinno być podawane w zbanalizowanej formie, aby każdy bez problemu mógł odczytać sens i morał produkcji? Lynch raczej uważał, iż w każdym dziele potrzebna jest cząstka tajemnicy, trudnego do wyjaśnienia sekretu i szczypta niedopowiedzenia. Dzięki temu film staje się plastyczny. Widz sam łączy kropki, doszukuje się prawdy i szuka własnej, niezależnej interpretacji. W ten sposób Lynch promuje indywidualność i pokazuje, iż warto iść swoją drogą, choćby jeżeli będzie to tylko próba rozwikłania fabuły filmu w trakcie jedzenia popcornu z mikrofalówki. Nie potrzebujemy wielkiego przełomu, ale powrotu do własnej kreatywności, odkrycia pokładów podświadomych pomysłów i zaufania swojej intuicji.

Wiadomo, choćby we własnym umyśle można się zgubić. Stracić orientację, zatracić się w zakamarkach pamięci i dryfować pomiędzy jawą a snem, ale również prawdą a kłamstwem. O tym właśnie opowiada David Lynch w filmie o dość sugestywnym tytule, Zagubiona autostrada. Główny bohater wypiera ze swojego umysłu fakty, gdyż – jak wspomina na początku filmu – woli pamiętać jedynie o tych wydarzeniach, o których chce. Taka wybiórczość przedstawia fugę dysocjacyjną, czyli zaburzenie psychiczne wpływające na pamięć chorego. Jest to rodzaj ucieczki, reakcji obronnej przed bolesną rzeczywistością, którą Lynch przedstawia na przykładzie głównego bohatera, Freda. Mężczyzna przypomina sobie wydarzenia wybiórczo, a symboliczna mgła pojawiająca się w znaczących momentach odzwierciedla zacieranie śladów pamięci. Nieostre kadry i spowite mrokiem sceny podkreślają zagubienie bohatera we wspomnieniach.

Jednak nie tylko Fred czuje się zagubiony. Oglądając dzieło Lyncha, sam widz może odczuwać dyskomfort przy próbie odnalezienia się w nielinearnej fabule. Pomimo zaburzenia klasycznej narracji, luźno powiązanych ze sobą segmentów i onirycznych prawd, które rządzą światem zarówno Zagubionej autostrady, jak i większości dzieł reżysera, rzeczywistość ukazana w filmach Lyncha może być paradoksalnie bardziej realistyczna niż niejeden pseudodokument. Lynch uczy nas, iż nie musimy uciekać od niedoskonałości. Drogą do zaakceptowania prawdy o ludzkich pragnieniach i lękach jest zmierzenie się z tym, co kryje się pod rzekomo idealną powierzchnią rzeczywistości.

Zdaje się, iż reżyser pragnie zachęcić nas do freudowskiej psychoanalizy. Dlatego jako formę wyrazu wybiera kreację rzeczywistości opartą na onirycznych regułach. Freud uważał przecież sny za drogę do nieświadomości, która ukrywa wyparte pragnienia i popędy nieakceptowane przez społeczeństwo. Myśli te demonstrują to, co tłumimy i ukrywamy przed innymi, ale też przed samymi sobą. Tej właśnie nieświadomej części psychiki, freudowskiego id, możemy doszukiwać się w postaci Mystery Mana. Dąży on do tego, aby zademonstrować głównemu bohaterowi prawdę o samym sobie. Jego – jakby się mogło wydawać – rzetelne przedstawienie rzeczywistości ma symbolizować kamera, która w przeciwieństwie do Freda, nie pomija faktów, a przedstawia je w rzetelny sposób.

Zderzenie z rzeczywistością potrafi być bolesne, a pamięć umie płatać figle. Właśnie to Lynch pokazuje w Zagubionej autostradzie, w której to zgłębia zakamarki ludzkiej psychiki. Nie dąży jednak do ich wyjaśnienia, ale raczej próbuje przedstawić złożoność tożsamości i niewytłumaczalne drogi, którymi podążamy – świadomie czy też nie.


Prosta historia (1999) – prościej chyba się nie da


Fot. Kadr z filmu Prosta historia

Łatwo dać się zwieść tytułowi. Prosta historia, pomimo swej niezawiłości fabularnej i braku typowego dla Lyncha oniryzmu, jest wypełniona po brzegi motywami, które wzruszają i zmuszają do głębszej refleksji nad relacjami rodzinnymi, przemijaniem i starością. Oglądając film, można odnieść wrażenie, iż jest on najmniej lynchowski ze wszystkich pozycji reżysera. Brakuje w nim niejasności, zwrotów akcji, które wprowadzają widza w konsternację oraz niewyjaśnionych sekretów. Jednak nie dajmy się zwieść prostocie formy, gdyż przekierowuje nas ona do wnętrza bohatera i sprawia, iż większą uwagę przywiązujemy do warstwy emocjonalnej filmu.

To poetyckie kino drogi ukazuje wędrówkę, która wcale do prostych nie należy. Śledzimy podróż Alvina Straighta – siedemdziesięciotrzyletniego weterana wojskowego. Po tym, jak bohater dowiaduje się o ciężkiej chorobie brata, z którym jest skłócony od lat, postanawia wyruszyć w drogę. Podróż ta jest niezwykła, gdyż odbywa się na nietypowym środku transportu. Alvin, nie zważając na swoje zdrowie czy też ogromną odległość od domu brata, postanawia, iż przejedzie 400 kilometrów na kosiarce. Pokonanie dystansu zajęło mu około 6 tygodni, a w czasie podróży mierzył się z licznymi przeszkodami i problemami.

Historia Alvina oparta jest na faktach. Ta poetycka opowieść potwierdza ludzką determinację, upór w dążeniu do celu i zdolność do poświęcenia. Prosta historia wzrusza i na nowo sieje nadzieję, iż ludzie chcą i mogą czynić dobrze. Oglądając tę pozycję, doznajemy prawdziwego katharsis. Powolne tempo zarówno fabuły, jak i samej podróży bohatera zachęca do zatrzymania się w refleksji nad drogą, którą przebywa każdy z nas. Lynch uczy nas, iż nie trzeba poruszać się z zawrotną prędkością, uczestniczyć w wyścigu szczurów czy dopasowywać się do powszechnie uznanych przez społeczeństwo kanonów. Czasami warto zwolnić, by więcej dostrzec. Zmniejszyć tempo, by faktycznie cieszyć się każdym krokiem, kilometrem i chwilą naszej życiowej drogi.

Pokonując trasę świadomie, bez zbędnego pośpiechu, łatwiej dostrzegamy nieskończoną ilość możliwości i ludzi, dzięki którym czujemy się bardziej zrozumiani. Takie wartości przekazuje nam Lynch w Prostej historii. Stanowi to również zachętę, aby nie bać się iść własną ścieżką. Nieważne czy wydaje się ona nieosiągalna, nieważne czy inni ludzie nie wierzą w nasze powodzenie i przede wszystkim nieważne, ile przeszkód napotkamy. Może i jest to pewien banalny frazes, który już całkowicie stracił na swoim wydźwięku. Ile można przecież słuchać, żeby iść własną drogą? Jednak Prosta Historia może na nowo wzbudzić w odbiorcy chęć podjęcia indywidualnych kroków, aby stworzyć życie niekoniecznie łatwe, ale świadome.

Idź do oryginalnego materiału