Wśród leśnej ciszy

filmweb.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: plakat


Na jednej z fejsbukowych grup poświęconych ptakom znalazłam kiedyś kilkusekundowy filmik z głuszcem. Było to moje pierwsze świadome zetknięcie się z tym ptakiem. O, coś jak kura, tylko bardziej wytworna, pomyślałam, podziwiając jego piękny dziób i szykowny ogon. A potem doczytałam w entuzjastycznych komentarzach, iż głuszec, w Polsce zagrożony wyginięciem (choć globalnie – nie), nie tylko bardzo rzadko występuje, ale i jest zwierzęciem ekstremalnie nieśmiałym, niedającym się sfotografować ani uchwycić na filmie. W dodatku wydaje z siebie odgłos, jakby zamiast płuc miał kastaniety – fascynujący, studzienny turkot, w niczym nieprzypominający ptasich treli. Prawie niemożliwy do podsłuchania w naturze, bo – w odróżnieniu od kosów, kruków czy sów – głuszec niechętnie udziela się na leśnych social mediach.

  • Office National des Foręts (ONF)
  • France Télévisions
  • Paprika Films
  • Conseil Général des Vosges
  • Le Bureau
  • France 3 Cinéma
  • Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
  • Ciné+OCS
  • Région Grand Est

W najnowszym filmie francuskiego fotografa i filmowca Vincenta Muniera pojawia się wiele zwierzęcych osobowości, swoje etiudy mają tu między innymi jelenie, sowy czy ryś. A jednak to właśnie głuszec, tajemniczy król leśnych płochliwców, stał się głównym bohaterem "Pieśni lasu". Podobnie jak w Polsce, także i w rodzinnych stronach reżysera, Wogezach – gdzie Munier się urodził i od ojca Michela zaraził pasją podglądania i fotografowania przyrody, a także dokąd na leśne obserwacje przywozi od jakiegoś czasu kilkunastoletniego syna Simona – głuszec jest już prawie nie do spotkania, mimo iż żyje tu ponoć od dziesięciu tysięcy lat. Tym bardziej ów ptasi odludek skupia na sobie uwagę trzypokoleniowej ekipy obserwatorów, której wyprawy do maleńkiej drewnianej chatki w lesie i wędrówki w poszukiwaniu zwierząt są opowieścią samą w sobie, a z drugiej strony pełnią rolę nienachalnego przewodnika po świecie wogeskich borów (chwilowo także norweskich, bo na zimniejszej północy łatwiej o kapryśne okazy zwierząt). To w pogoni za głuszcem, podczas "mistycznych" spotkań z ptakiem, cierpliwie aranżowanych i wyczekiwanych w leśnych kryjówkach, pojawia się największa przyrodnicza ekscytacja.

  • Office National des Foręts (ONF)
  • France Télévisions
  • Paprika Films
  • Conseil Général des Vosges
  • Le Bureau
  • France 3 Cinéma
  • Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
  • Ciné+OCS
  • Région Grand Est

W "Duchu śniegów" (2021), pierwszym filmie Muniera nakręconym razem z Marie Amiguet, było podobnie: wraz z podróżnikiem i pisarzem Sylvainem Tessonem reżyser uganiał się tam za panterą śnieżną, tybetańską "zjawą" jeszcze trudniejszą do wytropienia. Zachwycający wizualnie i imponujący przyrodniczo "Duch śniegów" nie bardzo mnie jednak zauroczył, bo był niemiłosiernie przegadany: nad zwiewnym obrazem natury, rozpiętym gdzieś pomiędzy zjawiskowymi kłębami kurzu i porannej mgły, nieustannie dominował narrator. Poetycki komentarz Tessona był częścią koncepcji filmu, w której chodziło przede wszystkim o – górnolotnie rzecz ujmując – spotkanie człowieka z tajemnicą przyrody. Ale "Duch śniegów" naruszał równowagę pomiędzy konieczną dawką antropocentryzmu w filmie przyrodniczym, która pozwala na uruchomienie emocji i wyobraźni widza, a szacunkiem dla natury i jej zgoła nieczłowieczych potrzeb, instynktów, lęków i "punktów widzenia". Im mniej o nich wiemy, tym częściej lubimy zasłaniać je własnymi przeżyciami i wyobrażeniami.

  • Office National des Foręts (ONF)
  • France Télévisions
  • Paprika Films
  • Conseil Général des Vosges
  • Le Bureau
  • France 3 Cinéma
  • Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
  • Ciné+OCS
  • Région Grand Est

Może dlatego w "Pieśniach lasu", nakręconych już nie na tybetańskich wyżynach, ale w środku Europy, narrator słusznie zamilkł, a przemówił las. I to jak! Każdy, kto trochę dłużej napawa się "ciszą" przyrody, usłyszy panujący w niej harmider, pełen nie tylko ptasich śpiewów, ale i pohukiwań, krzyków, dudnień i trzasków. Munier i jego dźwiękowcy, słusznie wyróżnieni francuską nagrodą Cezara za najlepszy dźwięk, przybliżają widzowi te odgłosy tak, jak robiłby to dyrygent zapraszający wybitnych solistów na scenę filharmonii. Strzyżyk albo żuraw? Proszę bardzo, usłyszmy krystalicznie czysty ćwierkot skaczącego po gałęziach malucha albo natarczywe wrzaski szuwarowych awanturników. Posapywanie rysia? Czemu nie, niech w sugestywnej ciemności pocharczy nam prosto do ucha. Jelenie na rykowisku? Zaryczą tak, iż lwy położyłyby uszy po sobie. Ryczących i szepczących "solistów" wymienia zresztą Munier w napisach końcowych, tuż obok trójki występujących tu ludzkich bohaterów, "w kolejności pojawienia się na ekranie". A przy tym nie zapomina wymienić... drzew, np. buka pospolitego czy jodły białej – równie ważnych, choć bardziej milczących i statycznych aktorów lasu.

  • Office National des Foręts (ONF)
  • France Télévisions
  • Paprika Films
  • Conseil Général des Vosges
  • Le Bureau
  • France 3 Cinéma
  • Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
  • Ciné+OCS
  • Région Grand Est

Zastanawiało mnie, jak pojedyncze dźwięki udało się Munierowi tak efektowanie wyłowić z naturalnego szumu przyrody i równocześnie idealnie zsynchronizować z obrazem. W kilku scenach widzimy, jak Simon skrada się po lesie ze specjalnym parasolem doczepionym do mikrofonu, by punktowo zbierać dźwięk – "gadżet" idealnie charakteryzujący oldskulowy ekwipunek przyrodników, składający się najczęściej z kija, plecaka, kawałka brezentu do organizowania kryjówek i oczywiście aparatów oraz kamer. Podobnie minimalistycznie wygląda ponoć sprzęt Muniera – filmowca (który staje tu zarówno przed, jak i za kamerą) oraz jego ekipy. Efekt, który widzimy i słyszymy, rodzi się nie z nagromadzenia kosztownej technologii i licznej ekipy, ale z cierpliwej, czasochłonnej i nieinwazyjnej obserwacji. Dość powiedzieć, iż na wykorzystane w filmie odgłosy zwierząt reżyser "polował" przez pięć lat.

  • Office National des Foręts (ONF)
  • France Télévisions
  • Paprika Films
  • Conseil Général des Vosges
  • Le Bureau
  • France 3 Cinéma
  • Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
  • Ciné+OCS
  • Région Grand Est

"Pieśni lasu" działają jak tuba nagłaśniająca, poetycki dział promocji Wogezów (i przyrody w ogóle). Oczywiście film robi ogromne wrażenie także pod względem wizualnym – Munier, lubujący się w fotografowaniu pod światło (czyli najczęściej wieczorem lub o brzasku) i raczej kreowaniu atmosfery niż wychwytywaniu detali, wypełnia film monumentalnymi obrazami przyrody, która nierzadko onieśmiela. Przed obejrzeniem "Pieśni lasu" trochę zniechęcał mnie jego tytuł; zastanawiałam się, czy nie sprzyja egzaltacji, nie odsuwa od realnych problemów rysia, sowy albo jodły. Munier nie zrezygnował z poetyzacji, wypełnił film nie tylko oszałamiającymi obrazami, ale i nastrojową muzyką, za którą Australijczyk Warren Ellis oraz Rosemary Standley i Dom La Nena zebrali już peany. W dokumencie nie obeszło się także bez kilku oczywistości, na przykład figury szlachetnego przyrodnika (ojciec reżysera Michel), ekologicznego morału na koniec czy koncepcji zderzającej ogrom natury z niepozornością człowieka. Munier zaprzągł je jednak do osiągnięcia nadzwyczajnego, poetycko-dydaktycznego efektu. Bo chodzi nie tylko o to, żeby zachwycił nas słodki obraz sówek wysuwających łebki ze zmurszałej dziupli albo by randkowy terkot głuszca zabrzmiał jak werble z baśni tysiąca i jednej nocy. Rzecz w tym, żebyśmy – pozostając w zachwycie – zechcieli zdjąć czasem z nosa humanocentryczne okulary.
Idź do oryginalnego materiału