Wracam z długiej podróży

kulturaupodstaw.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: fot. M. Heller


Pamięta pan swój występ na Festiwalu Malta?

Tak, pamiętam bardzo dokładnie tę sytuację, która była świętem młodości i entuzjazmu. Dziś dużo wyraźniej widzę, czym dla Poznania i dla mojego pokolenia jest Festiwal Malta, który sformatował dla wielu z nas postrzeganie tego, czym może być teatr.

Tylko tyle? Nie pamięta pan takiej laurki:

„Najwięcej euforii dostarczyła mi wiadomość, iż konkurs Nowe Sytuacje wygrała Orkiestra Kameralna L’Autunno z Poznania, która pokazała na Malcie to, co lubię w teatrze alternatywnym najbardziej. Stworzyła nową jakość albo nową sytuację bez technik, bez bajerów, bez umizgów i przypochlebiania się publiczności. Ci młodzi ludzie pokazali, iż orkiestra to nie fraki i muszki, a jeżeli nawet, to kryją się za nimi pojedynczy ludzie, którzy potrafią zwrócić na siebie uwagę i narażeni są na przypadek, tak samo jak publiczność. W projekcie «Wędrująca orkiestra: Haydn – część całości» połączyli powagę, piękno i humor, co jest niezwykle trudne”.

To są pana słowa? Bardzo dziękuję za wiarę w ten występ! Z perspektywy czasu myślę, iż to chyba rzeczywiście się wtedy udało. Pamiętam, iż mieliśmy do pokonania wszystkie możliwe problemy, jak to technicznie zgrać i zrobić.

To był rok 2009. Coś zostało z tamtego Adama?

Na pewno, chociaż odbyłem długą podróż. Od momentu mojego wyjazdu z Poznania minęło kilkanaście lat. Poprowadziłem kilkaset spektakli, zrealizowałem kilkadziesiąt premier.

fot. M. Heller

Byłem kierownikiem muzycznym Opery Wrocławskiej, Teatru Muzycznego w Poznaniu, zastępcą dyrektora do spraw artystycznych Teatru Wielkiego w Łodzi i do końca sierpnia jestem jeszcze kierownikiem muzycznym Orkiestry Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej.

Dyrygowałem w zdecydowanej większości teatrów operowych w Polsce, tylko nie w Teatrze Wielkim w Poznaniu. To była wyjątkowa podróż nie tylko geograficzna i repertuarowa, ale także w głąb siebie… Wracam, o to wszystko bogatszy.

Zanim wrócimy, zapytam: skąd się wziął Adam Banaszak dyrygent?

Z poznańskiego praktycznego podejścia do życia. Moja mama jest farmaceutką, ojciec był biochemikiem, naukowcem wykładowcą na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Starszą siostrę wysłali do szkoły sportowej przy ulicy Cegielskiego, a kiedy przyszła na mnie kolej, zaprowadzili mnie do szkoły chóralnej po sąsiedzku, bo wygodnie.

I wtedy już Adam wiedział, iż chce się zajmować muzyką zawodowo?

Nie pamiętam siebie marzącego o innym zawodzie. Wydaje mi się, iż od zawsze chciałem być dyrygentem. Po „Kurczakach” trafiłem do szkoły muzycznej przy ul. Solnej, a potem do Akademii. I niemal codziennie chodziłem do opery, kupując bilet na trzeci balkon. Jako dziecko któregoś razu podczas Warsztatów Operowych napisałem list do dyrektora Sławomira Pietrasa z prośbą, żeby bilety w ostatnim rzędzie kosztowały złotówkę.

I ku zaskoczeniu wszystkich dyrektor się zgodził.

Obejmując za kilka tygodni dyrekcję Teatru Wielkiego w Poznaniu, wejdzie pan do gmachu Pod Pegazem jak do własnego domu i pewnie spotka znajome twarze.

Pod koniec ubiegłego sezonu po raz kolejny kupiłem bilet na trzeci balkon, by zobaczyć „Aidę”. Gdy usiadłem w znajomych fotelach, otoczony przez wspaniałą, wymagającą poznańską publiczność i kurtyna znów poszła w górę, poczułem wielkie szczęście.

fot. M. Heller

Cieszę się, iż przez najbliższych kilka sezonów może to być nie tyle mój, co wspólny dom nas wszystkich. Niezmiennie jestem przekonany o tym, iż teatr operowy jest dyscypliną wybitnie zespołową, a najlepsze rezultaty daje w przypadku opery efekt synergii.

Mówiąc o spotkaniu znajomych, miałem na myśli koleżanki i kolegów ze szkół muzycznych i Akademii. Nie boi się pan?

Bardzo się cieszę na te spotkania po latach, bo nie tylko ja odbyłem długą podróż. Dobrze się stało, iż wracam do Poznania po tak długiej nieobecności. Bywałem tutaj tylko sporadycznie rodzinnie i dość regularnie jako dyrygent w Filharmonii Poznańskiej. Teraz wracam i odkrywam Poznań na nowo. Widzę, jak miasto wypiękniało, jak się wzbogaciło. Z euforią spotykam się z ludźmi, z którymi nie widziałem się bardzo długo. Może perspektywa jest też nieco inna, ponieważ przysłowiowe krótkie spodenki zmieniłem w międzyczasie na długie spodnie.

Wygrywając konkurs na dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu, zadeklarował pan na piśmie, iż nie będzie dyrygował. To chyba pierwszy taki gest w Polsce, kiedy dyrektor –dyrygent na wejściu mówi: nie chcę dyrygować.

Postawiłem tę sprawę dość radykalnie, ponieważ bardzo świadomie i celowo aplikowałem na stanowisko dyrektora, a nie dyrygenta Teatru Wielkiego w Poznaniu. Jako dyrektor zamierzam korzystać z wiedzy i doświadczeń dyrygenckich. Wierzę, iż dzięki temu stworzę przestrzeń do twórczej, harmonijnej współpracy solistów, orkiestry, baletu, chóru, ale też techniki i teatralnej administracji.

Odłoży pan batutę na półkę?

Nie. Nie rezygnuję z zawodu. Za każdym razem będę prosił o zgodę przełożonych na moje spektakle w innych teatrach. Świadomie podejmuję tę odpowiedzialną decyzję: przez najbliższych pięć lat najważniejszą sprawą dla mnie będzie praca na rzecz Teatru Wielkiego w Poznaniu.

Jaki teatr operowy lubi Adam Banaszak? A jaki teatr zaproponuje Poznaniakom dyrektor Adam Banaszak?

W gruncie rzeczy jestem tradycjonalistą. Lubię operową wystawność i inscenizacje wynikające z klasycznie odczytanej partytury i libretta. Dlatego zamierzam otoczyć się współpracownikami, którzy są dużo bardziej progresywni ode mnie. Tym sposobem chciałbym znaleźć równowagę między tym, co jest szacunkiem dla operowej tradycji, a poszukiwaniem tego, co nowe i odkrywcze. W związku z tym myślę, iż zaproponuję teatr dużo odważniejszy niż ten, który sam preferuję.

Zatem jaki teatr zaproponuje pan ze swoimi współpracownikami?

Odpowiedzialny nie tylko wobec tradycji tego miejsca, ale też potencjału i dorobku artystów dziś tworzących zespół Teatru, potrzeb publiczności, ducha miasta, tak jak go rozumiem. A czy się spodoba, czy trafnie odczytujemy rzeczywistość, gwałtownie się przekonamy. Dziś nie podam nazwisk i tytułów, swoją pracę rozpoczynam 1 września.

Publiczną działalność – nie licząc szkolnej – zaczynał pan na ulicy spektaklem „Wędrująca orkiestra: Haydn – część całości”. Czy Teatr Wielki wyjdzie na ulicę? Albo czy zaprosi „ulicę” do siebie?

Chciałbym, aby te masywne, ciężkie drzwi były częściej otwarte. Marzą mi się wystawy plastyczne w przestrzeniach foyer, koncerty i spotkania w Sali Kameralnej. Zależy mi, aby na zakończenie sezonu organizować plenerowy koncert połączony z piknikiem wokół fontanny naprzeciw teatru.

fot. M. Heller

Ale bliskie są mi też superwidowiska, dla których należy znaleźć odpowiednią przestrzeń w mieście. Zamierzam kontynuować w nowej formule Festiwal Moniuszki oraz Przedwiośnie Baletowe. W formule biennale powrócą Poznańskie Dni Verdiego.

Kiedy zespoły artystyczne udadzą się na urlop, chciałbym zaproponować Poznaniakom Festiwal Leopolda Damroscha – urodzonego w Poznaniu dyrygenta i kompozytora, który u szczytu swojej kariery prowadził nowojorską Met. Tu sięgniemy po plenerowe kino operowe, muzykę improwizowaną, a nawet… organowe kompozycje operowych mistrzów takich jak Puccini. Esencją naszej działalności pozostanie jednak codzienny repertuar, szeregowy spektakl na najwyższym poziomie.

Czy Teatr Wielki przestanie być osobną wyspą na mapie Poznania?

Już składam wizyty. Zacząłem od pani rektor prof. dr hab. Hanny Kostrzewskiej w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Zależy mi, aby najlepsi studenci i najlepsze studentki debiutowały na scenie Pod Pegazem, wcześniej odbywszy cykl regularnych prób. Od lat współpracuję jako dyrygent z Filharmonią Poznańską i jestem przekonany, iż ta kooperacja może się tylko pogłębić, na przykład o wspólne przedsięwzięcia z chórem operowym. Jestem otwarty na wszelkie kontakty z innymi uczelniami i instytucjami kultury. Zależy mi, aby Teatr Wielki w Poznaniu był otwarty każdego dnia dosłownie i w przenośni.

Adam Banaszak – Poznaniak z pochodzenia, rocznik 1988, jest absolwentem Wydziału Kompozycji, Dyrygentury, Teorii Muzyki i Rytmiki Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu (kierunek: dyrygentura, specjalność: dyrygentura symfoniczna i operowa). W 2019 roku uzyskał stopień doktora sztuk muzycznych w Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku, a w 2023 roku tytuł doktora habilitowanego w Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. Ukończył studia podyplomowe z zakresu zarządzania placówkami kultury na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Idź do oryginalnego materiału