Puściłam sobie na głowę
Tata, co to za nowości? Okupowałeś jakiś sklep ze starociami? spytałam z niedowierzaniem, przyglądając się białej, szydełkowej serwetce na mojej komodzie. Nie wiedziałam, iż lubisz takie antyki. Twój gust zaczyna przypominać babcię Zosię…
Oj, Krysiu, zaskoczenie! Co Ty tu tak bez zapowiedzi? odezwał się tata, wyłaniając się z kuchni. My… znaczy ja, nie spodziewałem się Ciebie…
Wyglądał, jakby bardzo się starał zachować spokój, ale w oczach miał wyraz winy.
No widać, iż się nie spodziewałeś powiedziałam niezadowolona, marszcząc usta i kierując się do salonu. Tata Skąd to wszystko? Co się tu wyprawia?
Oniemiałam. Nie poznawałam własnego mieszkania.
Kiedy dostałam je po babci, wyglądało okropnie. Stare meble PRL, zdezelowany telewizor na obdrapanym stoliku, zardzewiałe grzejniki, odklejające się tapety Ale to była moja własna kawalerka. Trochę już wtedy odłożyłam pieniędzy. Włożyłam wszystko w remont i to taki na miarę marzeń. Postawiłam na styl skandynawski: jasne barwy, minimalizm, każda rzecz na swoim miejscu. Starannie dobierałam zasłony, układałam puszyste dywany
A teraz? Moje gęste zasłony, które nie przepuszczały światła, zastąpił zwykły, nylonowy tiul. Włoska sofa schowała się pod syntetycznym pledem z szczerzącym kły tygrysem. Na ławie stał różowy, plastikowy wazon pełen sztucznych, jaskrawych róż.
To był dopiero początek Najgorsze były jednak zapachy. Z kuchni dobiegał skwierczący olej i rybi aromat, a w powietrzu unosił się dym papierosów. A przecież mój tata nigdy nie palił
Krysiu, widzisz odezwał się tata w końcu. Jest taka sprawa Nie jestem tu sam. Chciałem Ci wcześniej powiedzieć, ale nie wyszło.
Jak to nie sam? zgłupiałam. Tato, takich rzeczy nie ustalaliśmy!
Kryśka, przecież wiesz, iż moje życie nie skończyło się po rozstaniu z Twoją matką. Jeszcze nie jestem taki stary, choćby emerytury nie dostaję. Czy nie mam prawa do własnego szczęścia?
Zamarłam. Jasne, tata ma prawo mieć kogoś. Ale nie w moim mieszkaniu!
Rodzice rozstali się rok temu. Mama przyjęła zdradę taty ze spokojem, jakby zrzuciła z siebie ciężar, i oddała się własnemu rozwojowi. Miała tyle koleżanek, iż nie było czasu w smutki.
A tata? Tata był załamany. Wracając do swojej przedślubnej kawalerki, przeżył szok. Przez ponad dekadę wynajmował ją lokatorom, aż jeden zapalił papierosa i zasnął. Potem pieniędzy na remont brakowało, więc mieszkanie popadło w ruinę. Na wszelki wypadek nie sprzedał, ale i żyć tam nie zamierzał.
Nie sposób było tam zamieszkać. Wszędzie sadza, wybite szyby, grzyb na parapecie Przypominało raczej scenografię do horroru niż normalny dom.
Krysiu, nie wiem co dalej jęknął wtedy zrezygnowany tata. Tu się przecież nie da mieszkać, a nie wyremontuję do zimy. Nie mam na to kasy. Pewnie zmarznę Tak widocznie miało być.
Nie wytrzymałam. Nie mogłam pozwolić, by człowiek, który mnie wychował, mieszkał w takich warunkach. Co, jeżeli by coś mu się stało? Poza tym, moja kawalerka stała pusta. Niedawno wyszłam za mąż i przeprowadziłam się do Marka. Po doświadczeniach taty z wynajmem nie miałam zamiaru jej wynajmować.
Tato, zamieszkaj chwilę u mnie zaproponowałam. Wszystko gotowe, wygodnie. Zrobisz na spokojnie remont u siebie, potem się przeprowadzisz. Tylko jedno: żadnych gości.
Naprawdę mogę? upewnił się tata. Oj, Krysiu, dziękuję Ci! Ratujesz mnie normalnie! Obiecuję, będzie cicho i spokojnie.
Spokój…
Gdy wspominałam naszą rozmowę, drzwi łazienki stanęły otworem i wyleciała z nich chmura pary. Z łazienki wysunęła się kobieta około pięćdziesiątki, w moim własnym szlafroku frotte. Moim ulubionym. Ledwo przykrywał jej krągłe kształty.
O, Olek, mamy gościa? zagaiła kobieta ochrypłym, przepalonym głosem, obdarzając mnie pobłażliwym uśmiechem. No mogłeś uprzedzić, a ja tu taka swojska!
Przepraszam, kim Pani adekwatnie jest? zmarszczyłam brwi. I dlaczego jest Pani w moim szlafroku?
Jestem Janina, ukochana Twojego taty. A co się tak denerwujesz? Szlafrok wisi, to wzięłam.
Serce mi waliło ze złości.
Proszę natychmiast zdjąć. wysyczałam.
Krysiu! tata próbował mediować, ustawiając się pomiędzy nami. Nie rób sceny! Janinka tylko…
Janinka tylko zakłada cudzy szlafrok w cudzym domu! przerwałam mu ostro. Tato, naprawdę? Przyprowadzasz tu swoją partnerkę i pozwalasz jej grzebać w moich rzeczach?!
Janina teatralnie przewróciła oczami, wmaszerowała do salonu i usiadła ciężko na pledzie z tygrysem.
Ale z Ciebie gburka parsknęła. Jakbym była Olkiem, już bym wymierzyła Ci karę pasem, niezależnie od wieku. Tak się rozmawia z ojcem? To, iż kocha inną kobietę, nic Ci do tego, dziewczyno.
Opadła mi szczęka. Obca kobieta siedzi na mojej kanapie i mnie upomina.
Nic mi do tego zgodziłam się. Do momentu, w którym dzieje się to w MOIM domu.
Twoim? Janina uniosła brew i spojrzała pytająco na tatę.
On skulił się przy ścianie, przerzucał przestraszone spojrzenie z jednej do drugiej z rozgorączkowanej córki na zuchwałą partnerkę. Liczył, iż samo przejdzie, ale pogoda właśnie się pogorszyła
Oj, tata zapomniał o tym wspomnieć? uśmiechnęłam się lodowato. Powiem więc sama: On tu jest gościem. Mieszkanie jest moje, wszystko tu należy do mnie, każda miska kupiona za moje pieniądze. Wpuściłam go tymczasowo, ale nie żeby sprowadzał tu swoje ukochane.
Janina pokraśniała.
Olku? zapytała lodowato. Co ona gada? Powiedziałeś, iż to Twoje mieszkanie. Kłamałeś?
Tata wtulił się w ścianę, jakby chciał wtopić się w tapetę. Usta płonęły wstydem.
No Janinko, nie tak zrozumiałaś. Mam własne mieszkanie, po prostu nie tu. Nie chciałem Cię obciążać szczegółami.
Nie chciałeś obciążać? Wielkie dzięki! Teraz przez Ciebie muszę wysłuchiwać takich rzeczy!
Moja cierpliwość się wyczerpała.
Proszę wyjść powiedziałam cicho.
Słucham? zdziwiła się Janina.
Wynocha. Oboje. Daję Wam godzinę. jeżeli będziecie jeszcze tu, rozmowa przejdzie na oficjalny grunt. Puściłam, no i mam teremek
Ruszyłam w stronę drzwi, ale tata odlepił się od ściany i złapał mnie za rękaw.
Córciu! Wyrzucisz ojca na ulicę? Wiesz przecież, w jakim stanie mam tamto mieszkanie! Przecież tam umrę!
Złapał mnie za rękę. Na sekundę poczułam ukłucie w sercu dzieciństwo, poczucie obowiązku, żal do samotnego rodzica Zacisnęło mi gardło.
Ale wtedy spojrzałam na Janinę.
Siedziała tam sobie, w moim szlafroku, z butną pogardą. jeżeli teraz odpuszczę, jutro wstawi nowe zamki i zmieni tapety.
Jesteś dorosły. Wynajmij coś odcięłam, wyrywając rękę. Sam doprowadziłeś do tej sytuacji. Mieliśmy umowę: miało być spokojnie, bez gości. Zamiast tego przyprowadziłeś obcą kobietę, pozwoliłeś jej używać moich rzeczy i zrobiło się tu burdel
Oj, weź się tym swoim mieszkaniem przerwała mi Janina. Olek, idziemy. Nie daj się poniżać. Wychowałeś niewdzięcznicę
Pół godziny pakowania sprawa załatwiona. Tata odchodził w ciszy, zgarbiony, jakby był już stary. Jego spojrzenie jak zbity pies wygnany na deszcz zapamiętam na długo. Wytrzymałam, nie ruszając się ani o centymetr.
Jak tylko zniknęli, otworzyłam okna, żeby wywietrzyć smród ryby, papierosów i tanich perfum. Zebrałam szlafrok, pled i wszystko, co Janina po sobie zostawiła. Wylądowało w śmietniku. Następnego dnia wynajęłam sprzątaczki i ślusarza do wymiany zamka. Brzydziłam się dotykać rzeczy, których używała obca kobieta. Zwłaszcza ta.
Minęły cztery dni.
Teraz w mieszkaniu nie było śladu po tamtym chaosie. Żadnych plastikowych kwiatów, żadnych niemiłych zapachów. Choć i tak mieszkałam u Marka, w domu znów było czysto.
Z tatą nie rozmawiałam. Czwartego dnia zadzwonił sam.
Halo odebrałam po chwili.
No i co, Krysiu zaczął zmęczonym, podpitym głosem. Zadowolona jesteś? Janina mnie zostawiła. Wzięła swoje rzeczy i poszła
Ooo, cóż za niespodzianka odparłam bez emocji. Pozwól zgadnąć: zobaczyła Twoje prawdziwe mieszkanie i się zorientowała, iż trzeba tam harować?
Tata pociągnął nosem.
Tak Ustawiłem grzejnik. Spałem na dmuchanym materacu. Wytrzymała trzy dni Potem powiedziała, iż jestem bez grosza i kłamca. Spakowała się, wróciła do siostry. Stwierdziła, iż zmarnowała czas Ale przecież się kochaliśmy, Krysiu!
Jakie tam kochanie? Ty szukałeś wygody, ona też. Po prostu się pomyliliście.
Zapadła cisza. Tata nie skończył.
Źle mi tu samemu, córeczko wyznał w końcu. Jest strasznie Mogę wrócić? Obiecuję, będę sam! Przysięgam!
Opuszczam wzrok. Siedzi tam gdzieś, w ruinie i zimnie Ale to sam zgotował sobie ten los: najpierw zdradził mamę, potem mnie okłamał, potem wciskał bajki Janinie.
Czy jest mi go szkoda? Tak. Ale to współczucie może zatruć nas oboje.
Nie, tato. Nie wpuszczę Cię odpowiedziałam. Wynajmij fachowców, zrób remont. Naucz się żyć tak, jak sam sobie ułożyłeś. Mogę polecić porządnych ludzi. Tylko tyle. Jak coś, dzwoń.
Rozłączyłam się.
Okrutne? Pewnie tak. Ale już nie chcę, by ktokolwiek zostawiał plamy na moim szlafroku i w mojej duszy. Czasem brud można tylko nie wpuszczać do swojego życia.







