Serial Wonder Man jest kameralny i inny niż wszystkie dotychczasowe produkcje Marvela. Mimo wyjątkowości wciąż zawiera jednak kilka potknięć i niedociągnięć.
Za serial Wonder Man odpowiadają głównie Destin Daniel Cretton (Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni) i Andrew Guest (Brooklyn 9-9). Fabuła opowiada o losach aspirującego aktora Simona Williamsa, który nie potrafi rozkręcić swojej kariery. Poznaje Trevora Slattery’ego, a ich wspólny zapał do aktorstwa prowadzi do zawiązania się głębokiej przyjaźni. Obaj biorą udział w castingu do filmu Wonder Man legendarnego reżysera Von Kovaka. To zażarta rywalizacja o role, które mogą odmienić życie aktorów. Widzowie mają natomiast szansę na zobaczenie kulis przemysłu rozrywkowego.
O stanie produkcji w Marvel Cinematic Universe można dywagować godzinami. Jedni stwierdzają o rychłym upadku już od czasów WandaVision, inni wciąż dobrze się bawią. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy i zaryzykuję stwierdzeniem, iż większość filmów i seriali Marvela utrzymuje dobry poziom. Oczywiście w kontekście całego uniwersum nie jest już tak kolorowo, ale jednostkowo projekty w rzeczy samej są dobre. W związku z tym Wonder Man wpisuje się w te standardy jakościowe. To historia prosta i kameralna, zaprezentowana w odmienny sposób od typowych superbohaterskich produkcji. Twórcy zabawili się w pewną incepcję — serial o tworzeniu filmu. Ten banalny pomysł inspirowany serialem Studio po raz kolejny przyniósł świeżość do świata komiksowych adaptacji.
Nowością jest sam scenariusz, który nie szuka rozmachu. Dostajemy historię, która skupia się na charakterze, głębi i psychologii głównego bohatera Simona. To nie kolejny film akcji, kończący się wielką walką w CGI. W zasadzie to moce samego Williamsa są elementem napędzającym fabułę, a jednocześnie bohater używa ich dosłownie kilka razy. Wonder Man chce nam w tym superbohaterze pokazać człowieka, a nie jego nadprzyrodzone umiejętności. Ten element często zanikał w serialach takich jak np. Moon Knight czy Echo. To właśnie szczególnie Echo pokazało, jak można zniszczyć intrygującą postać, upychając w jej historii wątek nadnaturalny. I choć ten wątek w Wonder Manie istnieje, to nie stanowi on głównej osi fabularnej. A jest nią mianowicie przyjaźń i sztuka.
fot. kadr z serialuRelacja Trevora i Simona to przepiękna droga wzlotów i upadków. Humor, ale i wzajemne wsparcie potrafią naprawdę wzruszyć. Szczególną uwagę przyciąga element, który ich połączył, czyli sztuka i aktorstwo. Sceny cytowania i wzajemnego odgadywania cytatów z filmów i sztuk teatralnych na myśl przywodziło mi tylko Stowarzyszenie Umarłych Poetów. Czuć było te wartości piękna, ale też i zrozumienia między bohaterami.
O istocie przyjaźni tych postaci świadczy również finał ósmego odcinka. To zakończenie, które także nie zdarzyło się jeszcze chyba w całej historii MCU. Nieprzesadzone, genialne i poruszające — konkluduje losy Simona i Trevora w sposób spójny i wyjątkowy.
Nie wolno przy tym zapomnieć o imponującym pokazie umiejętności, jaki dał Yahya Abdul-Mateen. Subtelna gra to najcięższe rzemiosło w aktorstwie, z czym jednak Abdul-Mateen poradził sobie bez problemów. Jego Simon Williams to prawdziwy „overthinker”. Skryty i wrażliwy człowiek o nadprzyrodzonych mocach, który zmuszony jest do ukrywania swojego sekretu. Człowiek, który swoją odmiennością odrzuca wszelkie znajomości, miłości, a choćby własną rodzinę. Yahya Abdul-Mateen nie musi krzyczeć i płakać, żeby pokazać cały ciężar emocjonalny, jaki w sobie nosi. Jednocześnie tworzy hipnotyzującą relację z Benem Kingsleyem w roli Trevora, których chętnie zobaczę razem więcej na ekranie.
fot. kadr z serialuNie obyło się jednak bez błędów. Niestety Wonder Man ma pewne problemy z tempem historii. Nie tyczy się to kwestii montażu, który jest dość przyzwoity. Dotyczy to natomiast scenariusza, który cierpi na nadmierną dosłowność. Brakuje mu tajemnic i niedopowiedzeń, na których rozwiązania moglibyśmy oczekiwać. Oczywiście pewne plot twisty wciąż występują, jednak są one dość przewidywalne. Zdecydowanie nadałoby to dynamizmu całej opowieści. Tym bardzo dobrze operował m.in. serial To zawsze Agatha, gdzie niewiedza pociągała widzów do oglądania kolejnych odcinków.
Również nie jestem zbyt wielkim fanem czwartego odcinka, który skupia się na historii DeMarra „Doormana” Davisa. Choć jest on fabularnie istotnym i świetnym elementem, to jego realizacja nie przypadła mi do gustu. Odcinek ten burzy dotychczasową dokumentalność całego serialu i wkracza w dość dziwne i od czasu do czasu sztuczne rejony. Rozumiem sens zastosowania czarno-białego filtru w tej opowieści, który prawdopodobnie miał podkreślić dualny charakter posiadania supermocy. Niemniej w większej części nie pasuje on do klimatu odcinka, a sama realizacja zdjęć jest tutaj znacznie niedopracowana. Ponadto momentami aktorstwo Byrona Bowersa sprawiało wrażenie wymuszonego. Choć wielu widzom podobał się ten odcinek, sądzę, iż można było wykonać go znacznie lepiej.
fot. kadr z serialuNa sam koniec warto jeszcze wspomnieć o klimacie, jaki zbudowano w Wonder Manie. Muzyka, mnogość lokacji i elementy kultury afroamerykańskiej sprawiły, iż ta historia po prostu zapada w pamięć. Tyczy się to także wszelkich smaczków dla kinomaniaków związanych z satyrą świata show-biznesu i współczesnego Hollywood. Serial kipi od nawiązań do popkultury, teatru czy tego, jak wygląda sama produkcja filmowa. Nie można zapomnieć przy tym o postaci reżysera Von Kovaka, w którego wcielił się charyzmatyczny Zlatko Buric.
Martwiłem się, iż Wonder Man będzie marną kopią wspomnianego już serialu Studio. Destin Daniel Cretton i Andrew Guest postarali się jednak, żeby powstało coś oryginalnego. Tym samym nie przesadzono z elementem autotematycznym i nie stworzono z tego potworka kategorii Mecenas She-Hulk. Szkoda jedynie, iż element zmęczenia superbohaterami został skomentowany w minimalnym stopniu…
fot. kadr z serialuWonder Man to pozycja nieszablonowa w całej kolekcji produkcji Marvela. To nie tylko przyjemna meta-historia, ale i głęboka, psychologiczna podróż Simona Williamsa. Yahya Abdul-Mateen sprawdza się w tej roli wyśmienicie i na pewno będzie stanowił nieprzeciętny dodatek w przyszłości MCU. Pomimo problemów z tempem historii, wciągająca i urocza relacja Simona i Trevora pochłania do świata Hollywood. Klimat zdecydowanie uraduje każdego kinomaniaka. Serial to powiew świeżości dla części fanów filmów superbohaterskich lub dowód na wciąż dobrze prosperujące kino tego gatunku. Bez wątpliwości mogę polecić Wonder Mana każdemu.
fot. główna: kadr z serialu












![Pretensje Szachty wobec FAME MMA niezasłużone? Wrzosek komentuje sceny z ostatniej gali [WIDEO]](https://strefamma.pl/wp-content/uploads/2026/01/wrzosek-fame-szachta-zalecki.jpg)




