– „New York Times” przyznał pani tytuł najlepszej aktorki XXI wieku. Zagrała pani w ponad 160 filmach. Czy wciąż udaje się pani zachować ten sam entuzjazm?
– Uwielbiam pracować! Nigdy nie czułam się wypalona czy zblazowana, może dlatego, iż zawsze wybierałam reżyserów i scenariusze, które otwierały przede mną nowe światy. Nigdy nie lubiłam się powtarzać i często grywałam postaci, niewpisujące się w obowiązujące kody społeczne. Nie usiłowałam uwodzić publiczności. Uwodzenie niekoniecznie wyraża się zresztą tak, jak sobie wyobrażamy. W moim filmie „Najbogatsza kobieta świata” uwodzicielska gra pojawia się na przykład w trakcie sesji zdjęciowej. Fotograf przygląda się mojej bohaterce i ona nagle drży, ponieważ nikt dotąd tak na nią nie patrzył. To budzi pożądanie i radość. A euforia to bardzo silne uczucie.
– Ten film oparty jest na historii właścicielki koncernu kosmetycznego L’Oréal Liliane Bettencourt i jej przyjaciela François-Marie Banniera. Ich relacja zakończyła się na sali sądowej.
















