Wkraczając w pustkę

filmweb.pl 1 miesiąc temu
Zdjęcie: plakat


Statystyki są różne, ale wszystkie wydają się równie porażające: co 47. mieszkaniec Londynu nie ma dachu nad głową (Fundacja Shelter, grudzień 2024); co 200. gospodarstwo domowe w Wielkiej Brytanii boryka się z problemem bezdomności ("Financial Times", 2025), a w okresie od kwietnia 2024 r. do marca 2025 r. w stolicy Anglii odnotowano łącznie 13 231 osób śpiących na ulicy. Na potrzeby wizualizacji możemy przyjąć, iż gdzieś wśród nich jest Mike (Frank Dillane), tytułowy łobuz, który od kilku lat walczy o godne przetrwanie w rynsztokach angielskiej metropolii. jeżeli zastanawiacie się, czy Harris Dickinson naoglądał się Andrei Arnold, Kena Loacha i braci Safdiech, powiem, iż odrobił zadanie domowe śpiewająco. Jak przyznaje w wywiadach, nie interesowały go jednak sztywne konwencje kina społecznego. I tak debiutujący w roli reżysera nagradzany aktor znajduje (anty)humor w ludzkim nieszczęściu, optymizm w miejscu wyssanym z nadziei, a surrealizm w rzeczach ponurych i całkowicie przyziemnych. "Łobuz" kipi od emocji i znaczeń, zaskakując jako studium pękniętego charakteru i zarazem najlepszy debiut reżyserski ostatnich lat.

Frank Dillane
  • Somesuch
  • BBC Film
  • BFI
  • Tricky Knot
  • Devisio Pictures

Przyczyny bezdomności można by wymieniać przez długie godziny: przemoc domowa, utrata bliskiej osoby, bezrobocie, niewydolna polityka mieszkaniowa, nałóg, problemy zdrowotne, w tym niepełnosprawność, depresja, nieleczone traumy i tak dalej. Działając jako wolontariusz w kilku londyńskich organizacjach pomocowych, Dickinson z pewnością niejedno już o tym wie. Zamiast eksplorować instytucjonalne absurdy i niezmierzone limbo biurokracji, młody filmowiec wolał skupić się na człowieku z krwi i kości, którego doszczętnie zawiódł system i który doszczętnie zawiódł także samego siebie. Zgłębiając w "Łobuzie" meandry kruchego zdrowia psychicznego, reżyser wrzuca nas w spiralę autodestrukcyjnych zachowań pewnego dwudziestoparoletniego mężczyzny, który staje się sumą swoich wszystkich porażek i niespełnionych pragnień. Trudno wyczołgać się z tej otchłani, widząc, iż świat "Łobuza" to nasz świat – ubogi w empatię, pełen nierówności i uprzedzeń wobec mężczyzn zarówno w kryzysie psychicznym, jak i kryzysie bezdomności.

Frank Dillane
  • Somesuch
  • BBC Film
  • BFI
  • Tricky Knot
  • Devisio Pictures

Już na początku filmu Dickinson daje upust swojej goryczy, serwując nam gadkę o społecznej niesprawiedliwości i politykach-populistach mających w głębokim poważaniu losy żyjących na ulicach wagabundów. Ale żeby nie było banalnie, zaraz po tym widzimy, jak Mike reaguje na uprzejmy gest przechodnia dziką agresją, prawdopodobnie nie wsłuchawszy się zbytnio w jego tyradę o ułomności systemu. Niedługo po tym kamera zagląda do wnętrza odpływu kanalizacyjnego, w którym czeka nas tylko jedna wielka wilgotna nicość. Takich artystowskich wtrętów i nadmuchanych metafor będzie w "Łobuzie" więcej, ale zdradzę, iż z każdym kolejnym seansem te, o dziwo, coraz bardziej działają na korzyść całego filmu. Tragizm protagonisty ma bowiem w sobie coś niesłychanie pierwotnego, niemal mitycznego. Jego skłonność do autodestrukcji i nieprzytomne podróże do własnego wnętrza przywodzą na myśl tułaczkę Odysa, nieszczęśliwy lot Ikara czy choćby wyniszczającą pracę Syzyfa. To nie tak, iż w filmie na próżno szukać nadziei. Ona znajduje się na wyciągnięcie ręki – tuż obok rozczarowania, samozniszczenia i towarzyszącego mu katharsis.

Czy Mike był "trudnym" dzieckiem? Kiedy po raz pierwszy sięgnął po narkotyki? Dlaczego jego rodzice nie są w stanie lub nie chcą mu pomóc? Niełatwo zaangażować się emocjonalnie w postać, o której wiemy tak mało, a jednak, hipnotyzujący Frank Dillane (nagroda dla najlepszego aktora w canneńskim Un certain regard) ma nas w garści już od pierwszej minuty "Łobuza". W scenie, w której prosi przechodniów o pieniądze, nagranej z ukrycia, z prawdziwymi londyńczykami w kadrze, uderza widzów autentycznością oraz nieskończoną dawką empatii wobec swojej postaci. Choć Mike składa się z wielu pęknięć i niedoskonałości, pełno w nim niewypowiedzianej nadziei i odwagi. Można nazwać go narkomanem, kombinatorem, złodziejem, ale także kochającym towarzystwo ekscentrykiem i bardzo zagubionym facetem, w którym siedzi zlękniony światem outsider. Na pomoc reaguje atakiem, na bliskość odrzuceniem. Balansując między spokojem duszy a utratą zdrowych zmysłów, Dillane na przemian ujawnia nam przebłyski piękna i moralnej brzydoty Mike’a, którego kruchość pozostaje pod powiekami widzów na długie godziny (a w moim przypadku choćby i miesiące) po seansie.

Megan Northam, Frank Dillane
  • Somesuch
  • BBC Film
  • BFI
  • Tricky Knot
  • Devisio Pictures

Gdy tytułowy łobuz odzyskuje wigor i nadzieję na przyszłość, z uśmiechem oglądamy, jak czerpie z życia garściami. Dickinson pokazuje, iż kupno wyjściowych butów za pierwszą uczciwą wypłatę czy karaoke z koleżankami z pracy mogą być dla osoby w kryzysie najcenniejszym darem od losu. Właśnie w tych ulotnych i pełnych humoru migawkach euforii gwiazdor "W trójkącie" okazuje się reżyserem bezpretensjonalnym i pełnym zrozumienia, który potrafi uczłowieczać swoich bohaterów i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Dickinson nie wiktymizuje Mike’a, choć nie waha się odsłonić nam najmroczniejszych zakamarków jego duszy. Unika przesadnego litowania się nad chłopakiem, który najpierw gardzi protekcjonalnością pracowników socjalnych, a później błaga o ludzkie współczucie nieugiętego sprzedawcę w sklepie. Rewersem jego trzeźwości i ekstatycznego tańca oczyszczenia staje się scena dzikich pląsów totalnego zatracenia się – w ciemności, używkach i braku perspektyw.

Megan Northam, Frank Dillane
  • Somesuch
  • BBC Film
  • BFI
  • Tricky Knot
  • Devisio Pictures

Coachingowe, pseudospirytualne hasła, które Mike odsłuchuje nałogowo z kasety, odsłaniają interesujący paradoks na temat zdrowienia i konfrontacji z własnymi lękami. Bycie kierowcą swojego życia okazuje się dla bohatera i wielu osób w kryzysie zbyt przytłaczające. Trudno przecież chwycić za stery coś, co nie ma choćby kół. Brytyjczyk pokazuje, iż wyciągnięcie pomocnej dłoni do kogoś, kto walczy z nałogiem lub mieszka na ulicy, może nie wystarczyć, jeżeli gwałtownie straci się go z oczu. Dlatego właśnie samopoznanie działa w "Łobuzie" niczym otwarcie puszki Pandory. Czy zderzenie z wyrzutami sumienia i niechlubną przeszłością to coś, z czym Mike powinien zmierzyć się samodzielnie? Czy za jego sytuację można obwiniać innych? Otwarte zakończenie, którym raczy nas debiutant, mówi wiele o uprzedzeniach wobec stanu bezdomności, a także swoistej mieszance bezradności i akceptacji, jaką na co dzień czują ci, którzy go doświadczają. Film Dickinsona powstawał 6 lat, ale można przypuszczać, iż problematyka, którą porusza, prawdopodobnie nie przeterminuje się i za kolejne 60. Niech to będzie wystarczający dowód na to, iż bycie kowalem swojego losu w społeczeństwie brzmi jak oksymoron.
Idź do oryginalnego materiału