Witamy w Funlandii – recenzja książki. W krainie mutantów i koszmarów

popkulturowcy.pl 8 godzin temu

Kto nigdy nie marzył, aby zamieszkać w parku rozrywki, niech pierwszy rzuci kamieniem. To marzenie, o którym wielu jedynie śniło, ale dla bohaterów Funlandii – stało się koszmarem na jawie.

Witamy w Funlandii Katarzyny Okelo to polska propozycja fantasy osadzonego w postapokaliptycznym świecie. Powieść opowiada historię tytułowej Funlandii – planety przekształconej przez korporację Eventyrland Inc. w gigantyczny kompleks parków rozrywki. Kilka dni po otwarciu, gdy park święci triumfy, a goście z nieskrywaną euforią korzystają ze wszystkich możliwych atrakcji, dochodzi do wypadku. Niebo rozświetla nienaturalne światło, a całą planetę przecina tajemnicza Bariera, dzieląc społeczeństwo na pół.

Akcja powieści rozgrywa się sześćdziesiąt lat po tych wydarzeniach. Poznajemy Jini Hwang i Medyceusza – poszukiwaczy fantów penetrujących pozostałości po zrujnowanym parku. Miejsce dawnej uciechy i zabawy zmieniło się w mroczny, niebezpieczny świat po katastrofie, w którym dawne atrakcje popadły w ruinę, a zapuszczają się tam głównie poszukiwacze artefaktów dawnej cywilizacji. Przedmioty te zwane fantami, w dniu Przebłysku zyskały nadnaturalne zdolności, przez co stały się niezwykle pożądane. Posiadanie artefaktów pozwala na uzyskanie wiążących się z nimi mocy, a to sprawia problem rządowi – Radzie Porządkowej.

Recenzję rozpocząłem od wątku Jini i Medyceusza, bo także i od nich zaczyna się powieść Katarzyny Okelo. Postaci poszukiwaczy fantów już od pierwszych stron przykuwają uwagę. Jesteśmy ciekawi, co stanie się z opanowaną i myślącą strategicznie Jini, jej całkowitym przeciwieństwem – niebojącym się ryzyka Medyceuszem i superfantem, który trafił w ich ręce. Niestety, nie jest dane nam poznać ich historii, bo zamiast tego, całą uwagę skupia na sobie rodzeństwo KronowskichMorawina, Sasanka i Zamir.

Wątek ludzi walczących o przetrwanie w świecie postapokaliptycznym zostaje porzucony na rzecz powieści o polityce tegoż świata i sposobie radzenia sobie ze skłóconym społeczeństwem. Przyznam szczerze, iż ta nagła zmiana mocno mnie zawiodła. Rozumiem powody, dla których rozpoczęto Witamy w Funlandii w ten, a nie inny sposób. To dobre przedstawienie realiów, z którymi muszą mierzyć się mieszkańcy planety. Boli jednak fakt, iż wątek poszukiwaczy zostaje tak gwałtownie zapomniany i odstawiony jakby na później. Zamiast tego poznajemy coraz to nowszych bohaterów, ich historie i perspektywę, z jakiej widzą Funlandię.

Mam wrażenie, iż autorka pragnąc napisać historię koszmaru, jaki ma odgrywać się na tytułowej planecie, zbyt mocno wzięła sobie do serca pojęcie koszmaru. Jej próba stworzenia świata tak chaotycznego i pełnego nieznanych niebezpiecznych przedmiotów i ludzi w pewnym momencie traci sens fabuły. Bohaterów, a zarazem i ich historii, jest tak wiele, iż ciężko nam nadążyć za główną osią fabularną. Czytelnik może odnieść wrażenie, jakby każdy kolejny rozdział był niczym odcinek serialu Black Mirror. Każdy opowiadający o tym samym świecie, ale w innym czasie i o czymś całkowicie innym.

To chyba mój największy zarzut do Witamy w Funlandii. Pomysł na ten świat jest naprawdę dobry. Planeta, która miała nieść uciechę i euforia w jeden dzień, w wyniku nieznanego wypadku, zmienia się w postapokaliptyczne, opustoszałe ruiny. Niestety, historia traci na wartości przez zbyt dużą ilość bohaterów i zbyt mały czas poświęcony próbie wytłumaczenia, dlaczego ten świat działa tak, a nie inaczej. Książka pozostawia zbyt wiele niewiadomych, a czytając, ciężko nie poczuć uczucia głodu, które nie zostaje zaspokojone choćby na ostatnich stronach.

Na plus zasługuje jednak relacja między bohaterami. Wątek rodzeństwa Kronowskich został napisany bardzo dobrze. Łatwo wejść w rolę starszej siostry – Morawiny – na której barkach spoczywa społeczeństwo Czarciego Kręgu. Jest oschła i niezwykle poważna, ale w głębi duszy boi się ukrytego w niej potwora. Równie dobrze wypada Sasanka – jej siostra, która mimo zatargów z Morawiną, ciągle walczy o jej uwagę. Relacja niedogadującego się rodzeństwa, starającego się utrzymywać władzę, działa nieźle.

Czasami jednak relacja ta traci na dialogach – momentami sztucznych i jakby „na siłę”. Ale ten problem nie pojawia się wyłącznie w przypadku rodzeństwa. W całej powieści co i rusz natykamy się na rozmowy, które kończą się zbyt szybko, zbyt nienaturalnie. Widzimy to zwłaszcza w przypadku postaci drugo- i trzecioplanowych, wypowiadających ślepo swoje kwestie i znikających w cieniu. Nikt poza głównymi bohaterami nie ma tu choćby cienia własnego zdania, a każde wypowiedziane przez nich słowa są jedynie potwierdzeniem stanowiska tej „ważniejszej” postaci.

Inną kwestią wartą uwagi jest wątek polityczny, pojawiający się coraz częściej wraz z narastającymi plotkami dotyczącymi zanikania Bariery. Społeczeństwo, które od lat żyło w strachu przed nieznanym, nagle zostaje wystawione na próbę. Rada próbuje opanować narastający chaos, ale radzi sobie z tym coraz gorzej. Nie pomagają też narastające ataki potworów kojarzonych z tym, co znajduje się po drugiej stronie Bariery, ani coraz częściej pojawiające się strajki i głosy niezadowolenia mieszkańców.

Ten motyw wypadł wyjątkowo intrygująco – autorka przedstawiając sedno problemu, nie podaje odpowiedzi na tacy. Zamiast tego pozostawia na naszej drodze drobne poszlaki. A te z biegiem fabuły zyskują na znaczeniu aż do wielkiego finału, w którym poznajemy, kto tak naprawdę może stać za zamieszkami na planecie rozrywki. To dobrze poprowadzona fabuła, która wciąga i buduje w czytelniku niepewność i ciekawość, którą Okelo zaspokaja bardzo powoli.

Świat, który pragnie przedstawić Katarzyna Okelo, jest ogromny. Przez to zamknięcie go w zaledwie nieco ponad trzystu stronach, wydaje się szaleństwem. A jednak autorce udało się to osiągnąć… niestety kosztem treści. Mimo iż Funlandia wciąga i od samego początku pragniemy zostać w tej niesamowitej, postapokaliptycznej krainie, to pozostawia ona niedosyt. Czytając, możemy odnieść wrażenie, iż ta historia zasługuje na coś więcej, iż zamknięcie jej w sztywnych ramach niewielkiej liczby rozdziałów było błędem. Pojawianie się coraz to nowszych postaci mija się z celem i zamiast pogłębiać naszą wiedzę, jedynie w niej miesza.

Mimo wszystko jest to debiut Katarzyny Okelo i jako pierwsza książka, robi ona furorę. Planeta, której jedynym celem było zostanie parkiem rozrywki, zamienia się nagle w dom dla ludzi, którzy nigdy nie planowali tam zostać. Osadzenie świata postapokaliptycznego w tych realiach niezwykle zaskakuje, a czytelnik, wchodząc do Funlandii, nie chcę już z niej wychodzić. Mam nadzieję, iż kiedyś jeszcze powrócimy do tego świata, i poznamy inne tajemnice, jakie za sobą niesie.


Okładka książki Witamy w Funlandii

Autor: Katarzyna Okelo
Wydawca: Instytut Wydawniczy „Lepsze Światy”
Premiera: 12 grudnia 2025 r.
Oprawa: miękka
Stron: 305
Cena katalogowa: 56,00 zł


Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Fundacją Instytut Wydawniczy „Lepsze Światy”. Dziękujemy!
Fot. główna: kolaż z użyciem oficjalnej okładki

Idź do oryginalnego materiału