Witajcie w Hope – recenzja filmu. Koreański roller coaster

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Filmy koreańskie od lat coraz mocniej przebijają się do mainstreamu. Nic dziwnego, bo często azjatyckie produkcje przypominają jazdę bez trzymanki. Zwłaszcza, gdy mówimy o kinie akcji.

Witajcie w Hope przenosi nas do tytułowego miasteczka, w którym pojawiają się tajemnicze i niebezpieczne istoty. Bum-seok (Jung-min Hwang), Sung-ki (In-sung Zo) i Sung-ae (Ho-yeon Jung) stają do walki z potworami, które terroryzują miasto. Jak to zwykle w koreańskich produkcjach bywa nie wszystko jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. I tutaj należy oddać reżyserowi Hong-jin Na, iż w filmie nie brakuje zwrotów akcji. Niemniej Witajcie w Hope jest bardzo nierówne i momentami scenariuszowo nie dowozi.

Zacznijmy jednak od pozytywnej strony koreańskiej produkcji. Film jest istnym roller coasterem i wszystkie sceny akcji są zrealizowane na niesamowicie wysokim poziomie. Hong-jin Na potrafił rozciągnąć ucieczkę przed potowrem do granic możliwości, sprawiając tym samym, iż trudno było oderwać oczy od ekranu. Zresztą nie tylko pościgi są tu spektakularne. Świetnie wypadają sceny walki czy polowania. Jest dynamicznie, napięcie potęguje się z każdą chwilą i gdyby nie humorystyczny ton, można by było ciąć gęstą atmosferę siekierą. W Witajcie w Hope dzieje się bardzo dużo, ale zanim akcja ruszy z kopyta i zatrzyma się dopiero wraz z napisami końcowymi, twórcy postawili na powolone rozwinięcie, które wypadło równie świetnie.

Hong-jin Na wodzi widzów za nos i naprawdę musi minąć bardzo dużo czasu, aby na ekranie pojawił się wyczekiwany przez wszystkich potwór. Śledztwo bohaterów postępuje powoli, a widzowie mają przed oczami przerażające obrazki: zniszczone miasteczo czy stosy trupów. Dla mnie pierwsza część produkcji to zdecydowanie jej najmocniejszy punkt. Koreański reżyser sprawnie buduje napięcie, które niestety mocno spada, gdy po raz pierwszy widzimy monstrum. Co ważne – pierwsza z istot nieco różni się wyglądem od okropnych cringe’owych kosmitów, których zobaczymy w dalszej części filmu. Ten początkowy może kojarzyć się nieco z tytanem z kultowego anime Shingeki no kyojin. A raczej jak jego marna kopia. Niestety, pod względem efektów specjalnych ktoś tu nie odrobił pracy domowej. Mówiąc krótko – istoty stworzone przez CGI są wizulanie okropne, wyglądają tanio i źle.

Kadr z filmu Witajcie w Hope

Witajcie w Hope jest najlepsze właśnie wtedy, kiedy nie widzimy potworów bezpośrednio. Potem (zapewne przez okropnie zaprojektowanych kosmitów) nastrój strachu i niepokoju spada na łeb, na szyję. Jedyną rzeczą, która utrzymuje uwage widza jest widowiskowość produkcji. Pomysłowość przy pościgach czy ucieczkach gwarantuje rozrywkę na najwyższym poziomie, ale trudno przestać myśleć o tym nieszczęsnym CGI, które zniszczyło wyborną atmosferę, którą twórcy konsekwentnie budowali przez pierwszą połowę filmu. Na domiar złego Witajcie w Hope kończy się chamskim cliffhangerem, do tego bardzo słabym i cringe’owym, co osobiście zniechęciło mnie do obejrzenia potencjalnej kontyunacji. Scenariuszowo zrobił się tu mały chaos i de facto zachowanie kosmitów staje się niezrozumiałe i bezsensowne.

Twórcy zgrabnie przeplatają akcję z humorem. W typoro koreańskim stylu. Bohaterowie nie żałują sobie zabawnych tekstów, dochodzi do slapstickowych sytuacji (uwielbiam to, co dzieje się z Sung-ki po wyczerpującej ucieczce i walce z potworami), a w pewnym momencie historia o biegunce zagarnia całą uwagę widzów. Wypada to wszystko nieźle, chociaż momentami może zmęczyć. Nie zmienia to faktu, iż humor został wyważony i nie przejmuje całkowitej kontroli nad produkcją, a wręcz przeciwnie, tworzy specyficzny klimat Witajcie w Hope. Z kolei aktorzy tworzą istny kolaż ciekawych osobowości, często irytujących, ale mimo wszystko wzbudzających sympatię.

Kadr z filmu Witajcie w Hope

Witajcie w Hope to świetna rozrywka, która wgniata w fotel i na długo pozostaje w głowie. Nie da się jednak pominąć głuptek scenariuszowych czy okropnych potworów CGI. Mimo wszystko jest to jedna z ciekawszych propozycji repertuarowych tegorocznej jesieni i gwarantuje dużo emocji i zabawy, więc warto zobaczyć film na dużym ekranie z dobrym nagłośnieniem.

Fot. główna: kadr z filmu Witajcie w Hope

Idź do oryginalnego materiału