Od zawsze byłam blisko z Martą, odkąd pamiętam, nasze więzi tylko się zacieśniały z upływem lat. Kiedyś wyjechała do Warszawy na studia, potem została tam na stałe znalazła pracę i wynajęła mieszkanie. Dzieliła nas odległość, ale nigdy nie zerwałyśmy kontaktu. Przyjeżdżała w święta, a w międzyczasie rozmawiałyśmy regularnie przez telefon. Ja wyszłam za mąż mając dwadzieścia lat i urodziłam córkę. Rok temu razem z mężem podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Warszawy i zupełnym przypadkiem zamieszkaliśmy w tym samym osiedlu co Marta.
Marta miała już dwadzieścia siedem lat i przez ten cały czas była singielką. Zawsze mnie to dziwiło, bo była atrakcyjną, zadbaną kobietą. Aż nagle niedawno ogłosiła, iż wreszcie z kimś się spotyka. Ucieszyłam się na tę wiadomość i z niecierpliwością prosiłam, by przedstawiła mi swojego wybranka. Odpowiadała tajemniczo, iż jeszcze nie czas.
Do spotkania doszło miesiąc później. Jakub wprowadził się do niej, a Marta zaprosiła mnie i mojego męża w odwiedziny. Pierwszy raz, kiedy zobaczyłam jej narzeczonego, byłam zszokowana. Wyglądał na dużo starszego niż trzydzieści lat, z twarzą świadczącą o niejednym kieliszku za sobą. Był zaniedbany, sprawiał wrażenie bezdomnego. Ja i mój mąż wymieniliśmy pełne niedowierzania spojrzenia. Później dowiedzieliśmy się, iż Jakub nie pracuje i zaledwie ukończył podstawówkę.
Nie mieściło mi się w głowie, jak moja mądra, wykształcona siostra mogła związać się z takim człowiekiem. Próbowałam z nią porozmawiać, wyrazić swoją troskę, ale ona wybuchła krzyknęła mi prosto w twarz, żebym się nie wtrącała do jej życia. Powiedziała nawet, iż chce z nim mieć dziecko, co mnie przeraziło. Sama myśl, iż mogłaby zostać matką dziecka tego człowieka, była dla mnie odpychająca. Nie potrafiłam pojąć, co nią kierowało. Ta decyzja nie miała dla mnie żadnego sensu, bez względu na to, jak bardzo można różnić się gustami…











