Wielki rozwód
Dokładnie cztery lata wytrzymali Kowalscy w małżeństwie. Choć bardzo się starali udawać wieczną miłość, nie potrafili zapuścić korzeni na grządkach rodzinnego szczęścia. Na horyzoncie pojawił się rozwód.
I co, tak po prostu się rozwiedziecie i już? zapytała Magda, przyjaciółka Asi Kowalskiej, kiedy ta zaprosiła ją, by utopić stres w puszystych włoskich panini.
Tak. Co nam innego zostało? Przegadaliśmy sprawę. Tak będzie lepiej dla nas obojga…
Nie, ja nie o sam rozwód. Chodzi mi o to, żeby to uczcić po ludzku. Postawić wyraźną kropkę zauważyła Magda.
Ostatnio wszystko przeżywam podwójnie, nie musisz już dołować, odburknęła Asia, zagryzając pizzę z ananasem pizzą z owocami morza.
Kochana, ja nie o tobie, ja o twoim rozwodzie! Ślub mieliście taki wystawny, iż do dziś spłacam kawałek waszego tortu. To czemu nie pożegnać się z rozmachem? Restauracja, parada, wodzirej, uroczyste palenie wspomnień? Byłabym za!
Tak w ogóle można?
A jak!
U mnie cienko z gotówką. Zaraz trzeba będzie dzielić majątek, prześcieradła targać na pół.
Znam kogoś, kto wszystko załatwi za worek ziemniaków. Prezenty się odbiją. A póki co, myślmy o wieczorze panieńskim. Musi być domowo, skromnie i godnie, żebyś godnie pożegnała życie rodzinne.
Czyli spotkamy się z dziewczynami, a i tak żadna nie przyjdzie, bo wszyscy mają dzieci i mężów?
Najlepszy scenariusz!
Następnego dnia Asia i Magda pojechały do organizatorki, Julii. Julia przyjęła je w galerii, za ladą naleśnikarni, jednocześnie przyjmując zamówienia.
Pomożesz? zapytała Magda, streszczając temat.
Jasne! Już to widzę westchnęła Julia z błyskiem w oku. Panna młoda: piękna, w czarnej żałobnej sukni, przysięga nigdy więcej i pod żadnym pozorem. Pan młody, w swoich obciachowych dresach, które wreszcie może nosić dzień i noc, mówi sakramentalne nie. Potem całą bandą idziemy do lombardu i uroczyście oddajemy obrączki. Goście skandują na zdrowie!… To dopiero początek dodała, po czym krzyknęła przez kuchnię: Zamówienie numer sześćdziesiąt cztery gotowe!
Mąż Asi, Piotrek, ku zdziwieniu wszystkich, zareagował z entuzjazmem, ale rodzice byli przeciwni.
To wasze nowe wymysły. Za naszych czasów po cichu się rozwodziło i do końca życia się nie lubiło! narzekali z obu stron. Na rozwód nie damy ani grosza.
Po tygodniu wszystko było ustalone. Według scenariusza Julii uroczystość zaczynała się od wykupin. Pan młody musiał opuścić mieszkanie, przechodząc przez korowód prób: konkursy i śpiewy, a jeżeli coś poszłoby nie tak płacić wykup groszami, byle szybciej się wyniósł. Że blok miał dwanaście pięter, Piotrkowi pozwolono użyć windy. Do niej upchnięto resztę rzeczy i świadka.
Dzięki kuzynowi Julii, majorowi policji, imprezę uwieczniał policyjny fotograf, który skrupulatnie dokumentował każdy szczegół. Po tym rozwodzie dziewięć osób znalazło się w ewidencji.
Teraz USC! ogłosiła uroczyście Julia, gdy wszyscy zeszli na dół.
W nowej tradycji Kowalscy wsiedli do samochodu razem, by po rozwodzie rozjechać się osobno, a uczestnicy dostali bilety komunikacji miejskiej, drobniaki na przejazd i miejsce w aucie fotografa, gdzie po drodze organizowano konkursy: pobieranie odcisków i żartobliwe przesłuchania. Do Pałacu Ślubów wchodzili śpiewając przebój Lady Pank Mniej niż zero.
Kiedy stempelki znalazły się w dokumentach, a komórka społeczna przestała istnieć, wszyscy wyszli na zewnątrz. Julia wyciągnęła wielką klatkę i zaproponowała złapanie kilku gołębi. Ludzie śpiewali, wiwatowali, ciesząc się ze szczęścia świeżych rozwodników. Mężczyźni szczerze gratulowali Piotrkowi i z zazdrością życzyli długiego życia w samotności, a ich żony robiły im awanturę na miejscu, po czym łapały bukiet z paragonów za prąd i czynsz.
Ale impreza! Wygląda, jakby długo na to czekali rzucił ktoś z innego wesela.
Słyszałem, iż oni się rozwodzą wyjaśnił mu ktoś przytomny.
Po obejrzeniu szczęśliwych Kowalskich niejeden par dziś wziął pauzę i przełożył swoje ceremonie.
Po przecięciu kłódki na moście i oddaniu obrączek do lombardu na poczet kosztów, cała trupa ruszyła do restauracji. Czekał tam zaprzyjaźniony z Julią zespół z miejskiego domu kultury, menu lunchowe i naleśniki z miodem. Sponsorem bankietu była Naleśnikarnia nr 8, w której Julia była kasjerką. Tort oczywiście też był naleśnikowy.
To jakby stypa… westchnęła Asia smętnie, patrząc na atmosferę.
Tak żegnamy dziś ostatnią drogę rodzinnego szczęścia zauważyła kasjerka-wodzirejka i zaprosiła już nie młodych do ich ostatniego tańca.
Zabrzmiał Chopin.
Wiesz, wyszło całkiem nieźle powiedziała Asia do Piotrka, gdy wirowali na parkiecie.
Racja przytaknął. Pierwszy raz widzę, żeby nasi rodzice tak świetnie się dogadywali.
Zrobili kółko, a Asia zobaczyła, iż jej ojciec i ojciec Piotrka obejmują się, śpiewają cicho coś pod nosem i płaczą, choć dotąd byli zaciekłymi wrogami.
Stół uginał się od prezentów. Było tam: pojedyncze komplety pościeli, bilety na koncerty, hantle, naczynia dla jednej osoby, karnety na jogę, siłownię, na pokaz tańca… Na koniec rozwiedzionym wręczono klucze do różnych pokoi hotelowych po przeciwległych stronach Warszawy, bony rabatowe do Naleśnikarni nr 8 i certyfikat na dwa kursy radiowozem.
Były jeszcze fajerwerki, tort po promocji. Zadowoleni goście rozeszli się do domów do swoich żon, mężów i dzieci, a Kowalscy udali się każdy swoją drogą.
Po trzech tygodniach gotowy był album fotograficzny. Piotrek akurat przyszedł po swoje cążki do paznokci.
Fajnie wyszło stwierdziła Asia, przeglądając z byłym mężem czarno-białe zdjęcia, na których widać uśmiechnięte twarze i rozmaite dowody zbrodni.
Tak, nieźle przyznał, po chwili dodał: Zmieniasz nazwisko?
Zostawię. Przyzwyczaiłam się. A i Nowak kilka lepszy.
Masz rację uśmiechnął się Piotr. To ja już pójdę?
Jasne Chociaż zaczekaj!
Piotr pytająco spojrzał na Asię.
Nie chcesz pójść na naleśniki? Nasze kupony dziś tracą ważność, szkoda trochę…
Szkoda zgodził się Piotr. Wiesz, naleśnik to symbol nowego początku. Może to nasza szansa. To co, randka?
Myślisz zawahała się myślisz, iż to nie błąd po takim głośnym rozwodzie? Podobno o nas choćby w telewizji mówili…
Nie wiem, ale kto nas osądzi? Jesteśmy wolni i możemy spotykać się, z kim chcemy i kiedy chcemy. A za tydzień świadek z świadkową też się rozwodzą. Zaprosili nas. Chcesz iść razem?
Zastanowię się uśmiechnęła się Asia. Mam jeszcze od nich komplet pościeli na prezent.









