Wielkie oszustwo

polregion.pl 6 godzin temu

Wielki Rozwód

Minęły już cztery lata, odkąd Nowakowie wstąpili w związek małżeński. Starali się, jak mogli, grać na oczach wszystkich parę idealną, ale szczęście rodzinne nie wypuściło u nich korzeni. Nad horyzontem zajaśniał rozwód.

I co, tak po prostu się rozwiedziecie i koniec? zapytała przyjaciółka Oli Nowak, gdy ta zaprosiła ją, by zjeść na pocieszenie włoską pizzę.

Tak. A co nam niby jeszcze zostało? Przegadaliśmy to. Tak będzie lepiej dla nas obojga

Nie mam na myśli samego faktu rozwodu mówiła przyjaciółka. Chodzi mi o wydarzenie! Coś trzeba urządzić, żeby godnie pożegnać ten etap życia, postawić porządną kropkę na końcu zdania.

Ostatnio jestem kłębkiem nerwów nie musisz mi jeszcze bardziej dokuczać zmarkotniała Ola, na zmianę popijając kawę i zagryzając raz pizzą z ananasem, raz z kurczakiem.

Kochana, przecież nie o ciebie chodzi! Chodzi o twój rozwód! Ślub mieliście taki, iż do tej pory spłacam raty za sukienkę i prezent. Czemu by nie rozstać się z przytupem? Restauracja, parada samochodów, wodzirej, oficjalne palenie mostów? Ja bym poszalała

Tak można?

Tak trzeba!

Nie mam choćby za dużo pieniędzy. Przecież zaraz zacznie się dzielenie majątku, rozdzieranie kołder na pół

Znam taką jedną, Grażynę, ona wszystko ogarnie za worek ziemniaków. A resztę oddasz prezentami. Na razie pomyślmy o babskim wieczorze. Trzeba coś domowego, sentymentalnego, żebyś mogła naprawdę pożegnać się z rolą żony.

Czyli jak zwykle: umawiamy się z dziewczynami i nigdzie nie idziemy, bo wszystkim dzieci, mężowie i grypa?

Idealny plan!

Nazajutrz Ola i jej przyjaciółka pojawiły się w bistro w galerii handlowej, gdzie jako organizatorka przyjęć i zarazem kasjerka pracowała Julia. Julia przyjmowała zamówienia na naleśniki, jednocześnie prowadząc rozmowy o organizacji imprez.

Pomóżesz nam? spytała przyjaciółka Oli, opisując sytuację.

Pikuś! Już widzę to przed oczami westchnęła Julia i zaczęła snuć wizję: Panna młoda w czarnej, żałobnej sukni przysięga nigdy więcej, a pan młody w tych swoich okropnych dresach, w końcu może je nosić na okrągło, odpowiada nie. Potem wszyscy idziemy do lombardu i uroczyście sprzedajemy obrączki. Goście skandują: Słodko!, Półsłodko!… Reszta się wyklaruje dodała Julia, po czym krzyknęła tak głośno, iż aż zadźwięczało im w uszach: Zamówienie numer pięćdziesiąt cztery gotowe!

Ku zdziwieniu Oli, jej mąż Tomek był zachwycony tym pomysłem. Rodzice natomiast ręce załamali.

Wy to macie wyobraźnię marudzili po kątach. Za naszych czasów rozwód był po cichu, potem tylko było się już wrogami na całe życie. Nie damy żadnych pieniędzy na takie wygłupy!

Po tygodniu gotowe było wszystko. Według planu Julii, uroczystość zaczynała się wykupieniem pana młodego. Tomek, by opuścić mieszkanie, musiał przejść serię konkurencji: śpiewanie, odpowiadanie na pytania a jak się nie udało, płacił wykup groszami albo czymś z dawnych wspólnych rzeczy, byle szybciej się wydostać i nie oglądać się za siebie. Ponieważ mieszkali na dziesiątym piętrze, pozwolono mu skorzystać z windy. Wraz z nim wsadzono do niej świadków i jego resztę rzeczy.

Z polecenia kuzyna Julii, który był emerytowanym policjantem, zatrudniono fotografa, który dokumentował każdy szczegół imprezy. Dziewięciu uczestników tej rozwodowej uroczystości trafiło potem dla żartu na policyjną listę gości.

A teraz do urzędu stanu cywilnego! oznajmiła uroczyście Julia, gdy wszyscy zjechali na dół.

Nowakowie pojechali jednym autem, by po rozwodzie rozdzielić się już na zawsze. Pozostałym rozdano bilety na tramwaj, trochę drobnych na bilet, a w samochodzie fotografa organizowano konkursy: pobierano odciski palców i prowadzono żartobliwe przesłuchania. Do Pałacu Ślubów weszli, śpiewając Jestem wolny hit sprzed lat.

Gdy urzędnik przybił ostatnią pieczątkę i zamknął komórkę społeczną, wszyscy wybiegli na ulicę. Julia przyniosła ogromną klatkę, by złapać dwa gołębie. Ludzie śpiewali, bawili się i szczerze cieszyli z rozwodu młodych. Panowie składali Tomkowi gratulacje i życzyli mu długich lat samotności. Żony natychmiast robiły mężom wykład, a później łapały bukiet ułożony z opłaconych rachunków za wodę i prąd.

Ale się bawią! Musieli już dawno czekać na to ogłoszenie bąknął ktoś z innej weselnej kolumny.

Nie, oni się rozwodzą wyjaśniono mu.

Widząc szczęście Nowaków, wiele par odwołało swoje uroczystości na dzisiaj.

Po tym jak na moście przecięto kłódkę, a obrączki zastawiono w lombardzie, żeby pokryć część kosztów, rozbawiona procesja ruszyła do restauracji. Już czekał na nich zaprzyjaźniony z Julią zespół, zestaw lunchowy i naleśniki z miodem. Sponsorem rautu była Naleśnikarnia nr 8, gdzie Julia była kasjerką. Tort oczywiście miał w składzie naleśniki.

Toż to jak stypa westchnęła Ola, patrząc na otaczający nastrój.

Dziś żegnamy szczęście rodzinne odparła z powagą kasjerka-wodzirejka i zaproponowała, by już nie tak młodzi zatańczyli ostatni taniec.

Zagrał Chopin.

Wiesz co, całkiem nieźle wyszło powiedziała Ola do Tomka, gdy tańczyli na środku sali.

Prawda mruknął. Ani razu nie widziałem naszych rodzin tak zgodnych.

Zrobili rundkę po sali i Ola zobaczyła, jak jej ojciec ściska się z ojcem Tomka, coś sobie śpiewają i płaczą, choć dotąd byli zajadłymi wrogami.

Stół uginał się od prezentów: komplety pościeli dla jednej osoby, bilety na koncert, hantle, kubki na pojedyncze herbaty, karnety na jogę, do siłowni, do klubu tańca Na koniec rozwodnikom wręczono klucze do osobnych pokoi hotelowych w różnych dzielnicach Warszawy, zniżki do Naleśnikarni nr 8 oraz zaproszenie na dwie przejażdżki radiowozem Działu Dochodzeniowego.

Na koniec był huczny pokaz sztucznych ogni i promocja na tort z naleśników. Zadowoleni goście rozeszli się do swoich domów do żon, mężów i dzieci, a Ola i Tomek każde poszło w swoją stronę.

Trzy tygodnie później gotowy był album ze zdjęciami. Tomek akurat wstąpił do Oli po swoje obcinaczki do paznokci.

Dobrze nam to wyszło stwierdziła Ola, przeglądając z byłym mężem czarno-białe fotografie z imprezy.

Nieźle przyznał Tomek. Zmienisz nazwisko?

Zostawię. Już się przyzwyczaiłam. A poza tym, Koperkowa kilka lepiej brzmi.

Racja uśmiechnął się Tomek. To idę?

A poczekaj!

Tomek spojrzał pytająco.

Nie masz ochoty iść na naleśniki? Nasze kupony dziś tracą ważność, trochę szkoda

Szkoda potwierdził Tomek A wiesz, iż naleśnik to symbol odnowy? Może to nasza szansa. To co, umawiamy się?

Myślisz Ola zawahała się na chwilę, Myślisz, iż to nie będzie błąd po takim hucznym rozwodzie? Słyszałam, iż choćby reportaż o nas był w telewizji

A kto nas osądzi? Teraz jesteśmy wolni i możemy spotykać się z kim chcemy, kiedy chcemy. Zresztą, za tydzień rozwodzą się świadkowie. Zaprosili nas. Chcesz pójść razem?

Pomyślę Ola się uśmiechnęła. Mam od nich komplet pościeli przyda się na prezent.

Idź do oryginalnego materiału