Czy kolejna satyra na Hollywood ma jeszcze sens w czasach, gdy wszyscy zachwycamy się „Studiem”? „Wielki powrót”, którego finałowy sezon wystartował na HBO i HBO Max, udowadnia, iż nie tylko ma sens, ale jest wręcz potrzebna.
Nowy sezon 12 lat po poprzednim? Wydawałoby się, iż takie rzeczy to tylko w Wielkiej Brytanii, ale i Amerykanie z HBO mają na tym polu swoje zasługi. Dość niespodziewanie na ekrany wróciła bowiem Lisa Kudrow jako Valerie Cherish, jedna z najważniejszych nigdy nieistniejących aktorek w historii. „Wielki powrót” z nią w roli głównej co prawda nigdy nie zdobył ogromnej popularności wśród widzów – było to wręcz odwrotnie proporcjonalne do ochów i achów ze strony krytyków, które nadeszły z czasem. Teraz, gdy nikt się tego za bardzo nie spodziewał, serial HBO wrócił z trzecim, tym razem już naprawdę finałowym sezonem. I bardzo dobrze, bo wygląda na to, iż świat telewizji potrzebował Valerie jak nigdy wcześniej.
Wielki powrót sezon 3 – dlaczego serial HBO wraca?
„Wielki powrót” to serial komediowy, za który odpowiadają wspomniana Lisa Kudrow i Michael Patrick King („Seks w wielkim mieście”). Ta przedstawiona w stylu mockumentu satyra na Hollywood zadebiutowała w 2005 roku – kilkanaście miesięcy po finale „Przyjaciół„, gdy Kudrow wciąż była absolutną gwiazdą amerykańskiej telewizji. Mimo to serial nie spotkał się ani z zainteresowaniem widowni, ani z zachwytami krytyków – te przyszły dopiero później. Być może największym problemem produkcji był fakt, iż wyprzedziła ona swoje czasy. Amerykańscy widzowie dopiero kilka miesięcy wcześniej, za sprawą amerykańskiego „The Office” (którego przecież też nie pokochali od razu), zaczęli dowiadywać się, czym w komedii są mockument i krindż.
Z perspektywy czasu – nadrabiałem poprzednie sezony „Wielkiego powrotu” w zeszłym roku – nie mogę zrozumieć, jakim cudem ten serial nie stał się z miejsca hitem. Dziś, w czasach, gdy wznosimy peany na cześć drwiącego z Hollywood „Studia„, „Wielki powrót” powinien być klasykiem. Historia Valerie, gwiazdy popularnego, ale też bez przesady, sitcomu, która po latach desperacko próbuje odbudować swoją karierę miała, i wciąż ma wszystko, by być hitem, na co bez wątpienia zasługuje. Jej największym problemem może być to, iż ludzie będą porównywać ją ze wspomnianym już „Studiem”, choć w mojej ocenie to dwa zupełnie różne seriale.
„Wielki powrót” (Fot. HBO)Ponieważ każdy z sezonów dzieliły lata – ukazywały się one w 2005, 2014 i 2026 roku – to też każdy z nich był nieco inny i podejmował inne tematy. Pierwszy był w dużej mierze satyrą na rosnącą popularność reality show, które dla wielu zapomnianych gwiazd stały się szansą na przypomnienie o sobie. W teorii miały pokazywać ich życie od kuchni, choć tak naprawdę była to kuchnia niemal w całości wyreżyserowana. Valerie jawiła się tam w dużej mierze jako osoba zupełnie nieświadoma samej siebie, swoich przywar i ograniczeń, choć już wtedy mogliśmy czuć wobec niej litość, gdy telewizyjna branża, opanowana oczywiście przez mężczyzn (co ważne, często zakompleksionych) raz za razem traktowała ją bezlitośnie.
Sezon 2 to już zupełnie inna bajka – choć Valerie znów kręciła o sobie reality show, to tym razem twórcy skupili swoją uwagę na świecie tzw. premium TV. Mogliśmy zobaczyć, jak toksyczne bywają plany filmowe wybitnych seriali i jak często w imię sztuki przekracza się cudze granice. Główna bohaterka zyskała tam swego rodzaju odkupienie – nie tylko zawodowe, ale także prywatne, bo wreszcie mogliśmy zobaczyć, ile w niej dobra i ciepła. I przekonać się, iż to jednak nie praca jest dla niej najważniejsza. Wydawało się, iż jej historia otrzymała wtedy idealne zakończenie, ale duet Kudrow i King postanowili raz jeszcze wskrzesić Valerie. Tym razem po to, by zmierzyć się z tematem sztucznej inteligencji zabijającej sztukę.
Wielki powrót sezon 3 – o czym są nowe odcinki?
Choć w finale 2. sezonu Valerie – tu spoiler – otrzymała nagrodę Emmy, jej dalsza kariera wcale nie potoczyła się po jej myśli, można by wręcz opisać ją jako ciągłą walkę o to, by nie zostać zapomnianą. Stąd występ w szalenie popularnym show „The Traitors” czy nieudane podejście do występu w musicalu. Valerie chce pracować, chce pozostać istotna, tymczasem wielu opcji do pracy nie ma, gdyż w Hollywood trwa strajk scenarzystów. Dlatego też gdy pojawia się szansa, by zagrać w sitcomie pisanym przez AI, główna bohaterka – mimo początkowych oporów – przyjmuje tę propozycję. To oczywiście musi prędzej czy później oznaczać kłopoty.
Na podstawie całego sezonu, który obejrzałem przedpremierowo, mogę powiedzieć, iż „Wielki powrót” udanie zmierzył się z tym tematem. Wydźwięk jest tutaj oczywisty, ale przy tym twórcom udaje się uniknąć łopatologii i pokazywania sztucznej inteligencji wyłącznie jako zła, które zamorduje prawdziwą sztukę. Możemy wręcz pokusić się o stwierdzenie, iż AI może mieć swoje zalety – jest szybka i w przeciwieństwie do ludzi nie trzeba znosić jej kaprysów. Ale na każdą taką sytuację serial ma przygotowaną kontrę, by finalnie powiedzieć, iż telewizja to człowiek, bez niego widzowie będą skazani jedynie na produkcje „wystarczająco dobre” – takie, które lubimy mieć w tle, gdy „coś tam” robimy.
„Wielki powrót” (Fot. HBO)Serial HBO wskazuje, iż to właśnie jest problemem współczesnej telewizji – na jej szczytach zasiadają ludzie, dla których to „wystarczająco dobre” jest, nomen omen, wystarczające. Jakość ma znaczenie drugorzędne, seriale trzeba robić jak najtaniej (a przecież człowiek jest drogi), by stopa zwrotu była jak najwyższa. Cele komercyjne zdecydowanie biorą górę nad celami artystycznymi i niestety wiele wskazuje na to, iż to się nie zmieni. „Wielki powrót” nie próbuje zatem na siłę podnosić nas na duchu, mimo w gruncie rzeczy dość pozytywnego zakończenia. Nie, zdaniem twórców serialu także i w telewizji pojawi się tzw. AI slop, to tylko kwestia czasu. Niezbyt to pozytywna konstatacja, ale też „Wielki powrót” nigdy nie próbował być pozytywny.
W związku z tym nie tylko u głównej bohaterki sprawy mają się gorzej niż gdy widzieliśmy ją po raz ostatni w 2014 roku. Jej mąż, Mark (Damian Young), przeżywa kolejny kryzys, tym razem spowodowany utratą pracy, a Valerie kolejny raz może dzięki temu udowodnić, iż jest naprawdę oddaną i wspierającą żoną. Nie lepiej nie wyglądają sprawy u Jane (Laura Silverman), która znów śledzi Valerie z kamerą, gdy w tym samym czasie jej życie prywatne przypomina ruinę. Brakuje – z powodu śmierci grającego go Roberta Michaela Morrisa – Mickeya, ale twórcy potrafią w subtelny sposób oddać hołd tej postaci i wcielającemu się w nią aktorowi.
Wielki powrót sezon 3 to serial tak dobry jak Studio
Na ekranie pojawiają się jeszcze inni starzy znajomi, ale może nie będę zdradzał ich wszystkich, aby nie psuć wam niespodzianek. Tych jest sporo także jeżeli chodzi o gościnne występy – gwiazdorskie nazwiska pojawiające się w finale sezonu pominę, ale na pewno warto tutaj wspomnieć o Andrew Scotcie („Fleabag”), który wciela się w szefa stacji emitującej nowy sitcom z Valerie w roli głównej. Irlandzki aktor jest wybitny w swojej małej, ale jakże istotnej roli – tak naprawdę jest on personifikacją sztucznej inteligencji w telewizji, bo swoim zachowaniem znacznie bardziej przypomina maszynę niż człowieka z krwi i kości.
„Wielki powrót” (Fot. HBO)„Wielki powrót” w nowym sezonie oczywiście nie odrywa się zupełnie od swoich korzeni, ale jednocześnie pokazuje, iż Valerie jest dziś już w zupełnie innym miejscu niż kiedyś. Może i wciąż musi walczyć o siebie, o swoją karierę, ale potrafi być w tej walce bardziej śmiała, nie pozwala już nikomu po sobie deptać i głośniej wyraża swoje opinie. Ewolucja, ale nie rewolucja, tej postaci jest widoczna gołym okiem, dzisiejsza Valerie budzi wśród widzów znacznie większą sympatię niż na początku. Dlatego z jednej strony możemy jej współczuć, gdy trochę na własne życzenie, a trochę przez przypadek, znajduje się ona w samym środku zamieszania pt. „AI zabiera pracę scenarzystom”. Można wręcz w pewnym momencie odnieść wrażenie, iż to w rękach Valerie znalazł się los całej branży, co jest już po prostu niesamowicie zabawne, biorąc pod uwagę, z jakim pobłażaniem ta branża ją traktowała.
Ktoś mógłby się przyczepić, iż maniera Kudrow za bardzo przypomina tutaj Phoebe z „Przyjaciół”, ale to chyba największy zarzut, jaki można „Wielkiemu powrotowi” postawić. A jeżeli ktoś twierdzi, iż akurat ten powrót po latach jest zupełnie niepotrzebny, bo w końcu mamy „Studio”, zupełnie nie ma racji. Jasne, jeden i drugi tytuł to satyra na Hollywood, ale Seth Rogen zdobywa w swojej łatwe punkty, pozwalając wielkim gwiazdom grać pokręcone wersje samych siebie. W „Wielkim powrocie” tego praktycznie nie ma, a i sam komentarz do obecnych zjawisk w branży, w tym największego zagrożenia dla niej, jakim jest AI, wydaje się znacznie bardziej pogłębiony niż w produkcji Apple TV. Dlatego śmiało można powiedzieć, iż to prawdziwy wielki powrót. Szkoda, iż już ostatni, bo mam wrażenie, iż jeszcze wielokrotnie będziemy potrzebowali Valerie.

















