Wiele można udźwignąć, idąc krok po kroku. „Przesunąć horyzont”

angora24.pl 7 godzin temu

Nie tylko dla książki

Ekspiacja seryjna Martyny Wojciechowskiej polega na czwartej redakcji książki, znanej już na rynku księgarskim, która „powstała niemal w całości podczas wyprawy na Everest, od 27 marca do 27 maja 2006 roku”. „Przesunąć horyzont” to dobry tytuł nie tylko dla książki, ale i idei, jaką autorka wyraża. Wejście na najwyższy szczyt Ziemi jest doświadczeniem ekstremalnym, ale dopiero ono miało być pełnym aktem oczyszczenia po traumie, jaką była śmierć przyjaciela. To wówczas kobieta podjęła wielkie wyzwanie. „Postanowiłam jednak przeżyć dwa życia – jego i swoje. I od tamtej pory nie straciłam już ani chwili”. Książka, dwadzieścia lat wcześniej i teraz, pomogła autorce w wiwisekcji jej natury, lęków, marzeń i naiwności, jak sama pisze. Książka pomogła autorce znów „spojrzeć z dystansu na drogę, którą wybrałam. Wierzę, iż każdy z nas potrzebuje popełnić błędy, poczuć smak porażki i doświadczyć rozczarowania, żeby odnaleźć własną drogę”. Dwie dekady, jakie upłynęły od wypadku, który zdeterminował jej życie, pozwoliły jej „zmierzyć się z własnym wyobrażeniem na swój temat sprzed 20 lat”. Dodałbym, pozwoliły jej zidentyfikować proporcje, które wypełniły jej życie. Wtedy i teraz. „Wówczas polegało to głównie na udowadnianiu, iż jako dziewczyna, a potem młoda kobieta mogę realizować projekty «zarezerwowane dla mężczyzn». Dziś zmieniło się wiele, by nie powiedzieć wszystko. Czwarte wydanie dawnej opowieści dowodzi tego wprost, przesądzając o jej autentycznej wartości”.

Kariera telewizyjnej dziennikarki, podróżniczki, potem pisarki była typowa. „Uprawiałam różne sporty ekstremalne, motocyklami jeździłam zdecydowanie za szybko, nurkowałam za głęboko, kilka razy ocierając się o śmierć. Nie było wyzwania, przed którym bym się cofnęła, i głośno mówiłam, iż odwaga to kwestia decyzji. Nie miało znaczenia, jaką płaciłam za to cenę i czy się bałam. No i jeszcze program w telewizji, w którym to baba opowiada o motoryzacji, a przecież wiadomo, iż każdy mężczyzna w tym kraju zna się na tym najlepiej. Wierzyłam, iż muszę przeć do przodu, nie płakać, a jeżeli już, to płakać tylko w samotności, bo każda moja słabość zostanie wykorzystana przeciwko mnie”.

Uczestniczyła, jako pierwsza Polka, w Rajdzie Dakar. Ścigała się nie tyle z konkurencją, co własną słabością, która według niej była skazą najgorszą. Wtedy! „Nie chcę, żeby ktoś wiedział, iż jestem słaba – wymuszam na nim obietnicę. Umiem przyznać się do błędu, ale nie do słabości. Dopiero po wielu latach się tego nauczę”. „Przesunąć horyzont” pokazuje anatomię tej prawdy, iż słabość nie hańbi!

Idź do oryginalnego materiału