Widzieliśmy filmową „Lalkę”. Są emocje, jest prąd. To melodramat na sterydach

polityka.pl 7 godzin temu
Zdjęcie: mat. pr.


Obie adaptacje, filmowa i serialowa, to „Lalki” kompatybilne i komplementarne. Inaczej stawiające akcenty i razem pokazujące, jak bogatym i gęstym dziełem jest książkowy oryginał. O „Lalce” Netflixa wypowiedzieli się już chyba wszyscy. Serial Pawła Maślony, Pawła Demirskiego i Jagody Dutkiewicz dla jednych stał się okazją do popłynięcia na zasięgach – w mediach społecznościowych nie brakowało postów osób deklarujących, iż przestało oglądać po kwadransie, albo iż wcale nie będą oglądać, zniechęceni zapowiedziami reinterpretacji arcydzieła Prusa (powtarzane „Prus się w grobie przewraca”). Pojawiły się też analizy. Od etymologii głośnego „chujca borsuczego”, niezgodności lub zgodności innych obyczajów ekranowej arystokracji z XIX-wiecznymi konwencjami, po urodę grającej Izabelę Sandry Drzymalskiej.

Ludzie teatru pisali, iż serial idzie drogą teatralnych reinterpretacji klasyki, specjaliści od kapitalizmu – iż umęczony Wokulski Schuchardta jest jego twarzą, a progres jest żmudny i brudny jak interesy, które robił na wojnie. Spece od mediów społecznościowych dowodzili w tychże, iż Netflix opanował do perfekcji sztukę łączenia love watchingu z hate watchingiem, a sam Netflix ogłosił, iż „Lalka” świetnie się ogląda także za granicą („New York Times” w pochlebnej recenzji porównał ją do „Bridgertonów”). Na portalu „Krytyki Politycznej” można przeczytać interesujący wywiad o ekonomii tamtych czasów z Piotrem Korysiem, autorem książki „Pożegnanie z pańszczyzną. Historia gospodarcza Polski od rozbiorów do dziś”.

Idź do oryginalnego materiału