Widzę, iż interesuje cię ciemność – recenzja książki

popkulturowcy.pl 4 godzin temu

Ja i literatura surrealistyczna mamy ze sobą trudną relację. Niewielu autorom jak dotychczas udało się jednocześnie zaciekawić i nie zdenerwować mnie swoimi dziwacznymi wizjami. Najbliżej do tego było chyba Poławiaczowi… a teraz na podium zdetronizowała go nowa pozycja Illariona Pawliuka.

Uciekający przed demonami przeszłości psycholog kryminalny Andrij Hajster trafia do zapomnianego przez Boga i ludzi miasteczka Busłowy Sad. Pewnej zimowej nocy zaginęła tam mała dziewczynka. Na domiar złego w okolicy grasuje Bestia – seryjny morderca, którego zbrodnie miejscowi wolą ignorować…

W tym przeklętym miejscu, gdzie czas się zapętlił, a ludzie wiodą życie, którego nienawidzą, śledztwo nieustannie trafia w ślepy zaułek. Mimo to Hajster wierzy, iż zaginiona dziewczynka wciąż żyje i iż już niedługo uda mu się ją odnaleźć. Tyle tylko, iż nikomu poza nim zupełnie na tym nie zależy.

– opis wydawcy

Widzę, iż interesuje cię ciemność to teoretycznie thriller, jednak nie sugerujcie się tym zanadto – bardzo mu daleko do klasycznego przedstawiciela tego gatunku. Poznajemy tu historię Andrija Hajstera, który swoje już w życiu przeszedł, a przejdzie jeszcze więcej. Zmagający się z „napadami” weteran, teraz psycholog policyjny, traci zaraz po sobie dwie najważniejsze kobiety w jego życiu: matkę i brzemienną partnerkę. Będąc w kompletnej rozsypce, Andrij zostaje wysłany na delegację, by nieco odpocząć od rodzinnych stron i przykrych wspomnień. Cel podróży stanowi Busłowy Sad – zapomniana przez Boga i ludzi mieścina, gdzie nie dotarła jeszcze niemal żadna cywilizacja. Podobno pojawił się tam seryjny morderca, jednak to wcale nie on skłania Andrija do wyjazdu. Nie – Andrij jedzie tam, by odnaleźć zaginione dziecko. Małą dziewczynkę o niebieskich oczach i w aparacie słuchowym, którą poznał przypadkiem na pogrzebie swojej matki.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Insignis)

Trzonem tej opowieści wydaje się śledztwo kryminalne, aczkolwiek to tylko wierzchnia warstwa tej historii. Pod spodem pozostało masa onirycznych, nadnaturalnych (ale czy na pewno?) treści i odbić traum, które z pewnością nie każdemu podejdą. jeżeli miałabym porównać tę książkę do czegokolwiek, z czym miałam wcześniej styczność, to chyba wspomniałabym o Mistrzu i Małgorzacie – ale to jednak wciąż zupełnie różne historie, po prostu klimat wydał mi się trochę podobny. Tak więc, jeżeli szukacie typowego thrillera, to niestety źle trafiliście. Widziałam, iż niektórzy czytelnicy na LubimyCzytać byli przez to zawiedzeni, więc wolę ostrzec zawczasu. Tutaj trzeba być przygotowanym na surrealistyczną jazdę bez trzymanki.

Choć na początku też nie spodziewałam się takiej konwencji, w ostatecznym rozrachunku książka bardzo mi się podobała. Widzę, iż interesuje cię ciemność znalazło ten idealny balans pomiędzy oniryzmem i „dziwnością” a przekazywaniem faktycznej treści, którego zabrakło mi chociażby w Domu z liści. Za każdym razem, gdy miałam poczucie, iż zaczynamy odjeżdżać za daleko i się gubię, autor kończył rozdział i zgrabnie wracał do bardziej przyziemnych spraw, dając mi chwilę wytchnienia. Im bliżej finału natomiast, tym bardziej wątki realistyczne i fantastyczne się przenikały, aż zlały się w jedność. Wtedy też dorzucono kilka wskazówek, o co tak naprawdę może chodzić. I chociaż nie da się stwierdzić na sto procent, co dokładnie działo się z Andrijem, a książka pozostawia pole do dyskusji, to nie można też powiedzieć, iż autor zostawił nas z niczym. To pierwszy raz od dawna, kiedy naprawdę mam ochotę porozmawiać na temat lektury z kimś, kto też ją czytał. Odświeżające.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Insignis)

Poza samą dobrze wyważoną fabułą istotny jest tu też styl pisarski i klimat. Ten pierwszy jest jednocześnie kwiecisty, ale i dosadny w opisach rzeczy obrzydliwych. Doskonale zadziałał w ptasiej metaforze w scenie z Chrystyną (fantastyczny rozdział), ale równie dobrze poradził sobie w sytuacji odśnieżania placu i tego, co się wtedy wydarzyło. Klimat z kolei jest przede wszystkim ciężki i brudny. Busłowy Sad to teoretycznie miasto, ale w praktyce przypomina raczej najgorszą, zaplutą wieś z czasów hen, hen przed upadkiem Związku Radzieckiego. Jedyne, co go odróżnia od średniowiecza, to samochody i prąd – kanalizacji choćby tak do końca nie ma. Mieścina aż przytłacza swoją brzydotą, a ludzie w niej mieszkający tylko potęgują ten wydźwięk.

W pewnym kontraście do tego całego syfu stoi natomiast okładka książki. Jest ona minimalistyczna i monochromatyczna. Czysta. I bardzo mi się podoba, bo mimo tego wciąż potrafi dobrze nawiązać do treści. Wewnątrz wyklejki możemy znaleźć na przykład monetę, która ma istotne znaczenie dla historii. Na poszczególnych kadrach cień pada na nią tak, by kolejne ujęcia wyglądały jak fazy księżyca. Front okładki z kolei zdobi oko zwierzęcia. Być może królika, również przewijającego się w powieści. Może jakiegoś ptaka, podążając tropem ornitologicznych metafor. A być może Bestii. Lub jeszcze kogoś innego – interpretacji da się znaleźć wiele. Na grzbiecie widnieje też serce przyozdobione kominem kluczowej dla książki cukrowni…

Grafiki, choć minimalistyczne, niosą ze sobą masę nawiązań. Bardzo mnie cieszy, iż niektórzy graficy wciąż mają pomysł na swoje prace i faktycznie przykładają się, by miały one związek z ilustrowaną powieścią, a nie po prostu robią losowe sklejki motylków z czaszkami albo stockowy las – i fajrant.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Insignis)

Widzę, iż interesuje cię ciemność to świetna książka. Trudno mi znaleźć tutaj jakikolwiek zarzut, który wydałby mi się warty wspomnienia. Jedyne, o czym warto pamiętać, to to, iż gatunek jest tutaj bardzo umowny. To nie książka dla ludzi chcących prostego, dostarczającego rozrywki thrillera i może być zbyt przytłaczająca, jeżeli szuka się odpoczynku przy lekturze. Dla mnie natomiast to surrealizm w swojej najlepszej postaci, a okraszony głosem Wojciecha Żołądkowicza (część książki słuchałam w audiobooku) nabiera jeszcze dodatkowych, niesamowicie klimatycznych noirowych nut. Serdecznie polecam.


Autor: Illarion Pawliuk
Tłumaczenie: Iwona Czapla
Okładka: Nazar Hajduczyk
Wydawca: Insignis
Premiera: 29 lipca 2026 r.
Oprawa: twarda
Stron: 559
Cena katalogowa: 59,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Insignis. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Insignis)

Idź do oryginalnego materiału