Wenecja 2026: „Primetime” z Robertem Pattinsonem uświadamia, iż reality show to publiczna egzekucja [Recenzja]
Zdjęcie: Kadr z filmu „Primetime” (Fot. materiały prasowe)
„Chris Hansen, NBC”– przedstawia się triumfująco bohater „Primetime”, kiedy odbiera telefon. Na plan swojego autorskiego programu „To Catch a Predator” wchodzi w atmosferze zwycięstwa. Duma rozpiera, gdy widzi sam siebie na ekranie. Kiedy facet spotkany w samolocie ściska mu rękę, chwaląc szlachetną misję łapania pedofili na gorącym uczynku. „Nie masz czasem ochoty ich załatwić?" – pyta jego fan, na co Chris Hansen odpowiada śmiechem: „To co robię jest dużo gorsze". W filmie Lance'a Oppenheima z Robertem Pattinsonem w roli głównej na wierzch wychodzą telewizyjne brudy oraz brzydka prawda – o tym, co dają nam do oglądania i o tym, co oglądamy. Ale przede wszystkim: zepsucie, fiksacje, apatia i ogromne ego tych, którzy pchają się do złotego czasu antenowego.














