Wenecja 2026: „Dziki Koń Dziewięć” czy czarny koń w wyścigu o Oscara? John Malkovich i Sam Rockwell w komedii, która woli prawdę od poprawności [Recenzja]
Zdjęcie: Kadr z filmu „Dziki Koń Dziewięć” (Fot. materiały prasowe)
Lepsza jest śmierć w Wenecji, czy na Wyspie Wielkanocnej? Przyjemniej jest konać w gondoli czy z panoramą na rzeźby Moai? W „Dziki Koń Dziewięć” reżyser Martin McDonagh rozważa nad miejscem wiecznego spoczynku, ale dużo bardziej zastanawia go moment zaraz przed. Kiedy puszczają hamulce, przechodzi ochota na kłamstwa, a myśli o drugiej stronie natrętnie cisną się do głowy. Kiedy przychodzi czas na ostateczne podsumowanie, co tak adekwatnie chcemy po sobie pozostawić? Niecenzuralnie szczery film o zmierzchu człowieka i jego systemu wartości może okazać się zwycięzcą wyścigu po główną nagrodę Festiwalu w Wenecji i kandydatem do Oscara.


















