"Niewiarygodne szmaciarstwo", "skrajna patologia", "obrzydlistwo" – to najbardziej pieszczotliwe określenia, jakie znalazłem po akcji Tomasza Sakiewicza na krakowskim rynku. To był jego solowy popis: zasłaniając własnym ciałem policjantów, opowiadał, iż na miejscu nie ma policji, opowiadał bajki o "grupie cudzoziemców", która strzelała, i szczuł na służby. Wstyd mi za tego człowieka. Szkoda, iż on tego pojęcia nie zna.