Dacza potknięcia córka swoje odzyskała
Justysiu, musisz zrozumieć, sytuacja jest tragiczna Antoni Romanowicz przycisnął palce do nasady nosa i westchnął ciężko. Edyta od dwóch miesięcy nie daje mi żyć.
Znalazła na Malcie jakąś program dla Szymka, naszego syna.
Mówi, iż chłopakowi trzeba dać dobry start, podszkolić angielski. A skąd wziąć pieniądze? Przecież wiesz, iż teraz nie mam pracy.
Justyna powoli podniosła na ojca spokojne, szare oczy.
I pomyślałeś, iż sprzedaż daczy to najlepszy pomysł? jej głos był jak mgła o świcie.
A co innego? ojciec ożywił się, pochylając do przodu. Dacza stoi bezczynnie. Edyta w ogóle tam nie jeździ, nudzi się, komary gryzą…
Ona choćby nie wie, iż to już nie moje. Myśli, iż wystawimy i będzie po kłopocie.
Justysiu, ty jesteś bystra dziewczyna. Słuchaj ty oficjalnie sprzedaj teraz. Odbierasz swoje pieniądze, które mi dziesięć lat temu pożyczyłaś, co do grosika!
Reszta, co urosło po cenie rynkowej, dla mnie. Po rodzinnemu.
Przecież nie masz straty, prawda? Swoje odzyskasz, jeszcze mnie wesprzesz.
Ojciec przyszedł bez zapowiedzi. I tak już rozmawiali rzadko miał nową rodzinę, a Justyna do niej nie pasowała.
Czuła, iż nie przyszedł bez powodu. Spodziewała się kolejnej prośby o pieniądze, ale To, co zaproponował, brzmiało dziwnie choćby jak na niego.
Tato, może przypomnimy sobie, co się stało dziesięć lat temu powiedziała cicho.
Gdy przyszedłeś i powiedziałeś, iż potrzebujesz pieniędzy na operację i rehabilitację. Pamiętasz to?
Antoni skrzywił się, jakby zabolał go dawny ząb.
Po co rozdrapywać stare rany? Wyzdrowiałem, dzięki Bogu.
Stare? Justyna uśmiechnęła się gorzko. Na koncie miałam wtedy pieniądze odkładane przez pięć lat, na wkład własny do mieszkania.
Pracowałam w weekendy, nie jeździłam na urlop, oszczędzałam na wszystkim. I wtedy przyszedłeś ty. Bez pracy, bez oszczędności, za to z nową żoną Edytą i Szymkiem.
Zabrałeś mi wszystkie oszczędności.
Byłem zdesperowany, Justyna! Co miałem zrobić? Położyć się i umrzeć?
Wtedy powiedziałam ci, iż się boję zostać bez pieniędzy i bez dachu nad głową, jeżeli ciebie zabraknie.
Przecież masz legalną spadkobierczynię, Edytę. Ona by mnie z tej daczy pogoniła.
Tydzień się targowaliśmy, pamiętasz? Nie chciałeś napisać pokwitowania, obrażałeś się.
Jak możesz nie ufać ojcu! a ja chciałam tylko gwarancji.
No i dostałaś przerwał jej Antoni Romanowicz. Zrobiliśmy akt sprzedaży, dacza twoja.
Sprzedałem ją za grosze, dokładnie za tyle, ile dałaś na leczenie.
Ale zaraz się dogadaliśmy: ja korzystam, a jak będę miał, odkupię.
Minęło dziesięć lat odcięła Justyna. Ani razu nie wspomniałeś o odkupieniu. Ani złotówki nie oddałeś.
Całe lato mieszkałeś tam, sadziłeś swoje pomidory, paliłeś drzewem, które ja kupowałam.
Podatki, remont dachu trzy lata temu wszystko na mojej głowie.
A ty byłeś jak król na własnym folwarku, podczas gdy ja spłacałam kredyt.
Antoni Romanowicz otarł czoło chusteczką.
No, nie pracowałem, Justysiu Po chemii długo dochodziłem do siebie, a teraz już lata, kto weźmie starego Edyta też ona jest delikatnej natury, praca ją wykańcza.
Żyjemy z jej handlu internetowego, ledwo starcza.
Delikatna natura? Justyna zaczęła nerwowo chodzić po kuchni. A ja mam twardą skórę?
Mogę harować na dwóch etatach, żeby spłacić kredyt i twoje sanatorium na daczy?
A teraz Edyta postanowiła, iż czas sprzedać daczę, żeby Szymka wysłać na Maltę?
Moją daczę, tato! Moją!
Justysiu, formalnie tak, twoja, ale to było tymczasowe. Jestem twoim ojcem. Dałem ci życie! Chcesz się kłócić o parę metrów kwadratowych, kiedy bratu trzeba pomóc zacząć życie?
Bratu? Justyna nagle się zatrzymała. Szymka widziałam dwa razy w życiu. choćby na urodziny nie zadzwonił. A Edyta choć raz spytała, jak żyję, jak spłacam raty?
Ona wciąż myśli, iż jesteś właścicielem fabryk i okrętów, tylko chwilowo masz pecha.
Okłamywałeś ją dziesięć lat.
Antoni spojrzał w okno.
Nie chciałem jej martwić. Jest bardzo wrażliwa, zaczęłaby marudzić, gdybym coś wyprowadził na boku.
Na boku?
Nie czepiaj się słówek! ojciec podniósł głos. Tu chodzi o konkrety! Dacza warta jest pięć razy więcej! Rynek poszedł do góry.
Weźmiesz swoje trzysta tysięcy złotych, które mi dałaś na operację. To jest uczciwe, prawda? Resztę, czyli siedemset tysięcy dla mnie.
Musze Szymka zorganizować, Edycie zęby zrobić, samochód wymienić stary się sypie.
Tobie te pieniądze nie zrobią wielkiej różnicy, na mieszkanie w Warszawie już masz.
Pomóż rodzinie!
Justyna patrzyła na ojca i nie mogła poznać człowieka, który kiedyś czytał jej bajki na dobranoc.
Nie powiedziała krótko.
Co nie? ojciec zastygł.
Nie sprzedam daczy. I nie oddam żadnych dodatkowych pieniędzy.
Dacza należy do mnie, zarówno prawnie, jak i moralnie.
Przez dziesięć lat mieszkałeś tam za darmo, wróciłeś do zdrowia, korzystałeś z przyrody. Możesz to traktować jako moją składkę na twoje utrzymanie.
Ale to koniec.
Serio? twarz Antoniego Romanowicza zrobiła się purpurowa. Chcesz ojcu zabrać ostatnią rzecz? Gdyby nie ja, tej daczy w ogóle by nie było! Dziadek ją budował!
No właśnie, dziadek. Przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, iż wydajesz rodzinny dom na jakiś podejrzany kurs na Malcie dla chłopaka, który w wieku dziewiętnastu lat nie zrobił nic pożytecznego.
Opamiętaj się! wrzasnął ojciec, zrywając się z krzesła. Masz dług wobec mnie! Wychowałem cię! jeżeli nie zgodzisz się, opowiem wszystkim, jaka jesteś chciwa.
Edycie wszystko powiem, przyjdzie tu, zrobi awanturę zobaczysz!
Pójdziemy do sądu! Unieważnimy umowę! Wymusiłaś na mnie podpis, wykorzystując moją chorobę!
Justyna zgryźliwie się uśmiechnęła.
Spróbuj, tato. Mam wszystkie faktury z kliniki. Przelewy na twoje nazwisko.
A akt sprzedaży podpisywałeś całkowicie świadomy, już po remisji, u notariusza.
Edyta będzie zaskoczona, iż sprzedałeś daczę jeszcze zanim Szymek poszedł do szkoły.
Mówiłeś jej, iż to twoje dziedzictwo?
Justyno nagle głos ojca zrobił się miękki, niemal błagalny. Córciu, proszę. Edyta ma teraz trudny czas
Jeśli się dowie, wyrzuci mnie. Jest ode mnie młodsza piętnaście lat, jest ze mną dla stabilności.
Bez daczy czy pieniędzy nie będę jej potrzebny. Chcesz, żebym na starość tułał się po dworcach?
Trzeba było myśleć wcześniej poczuła, jak gotuje się w niej gniew. Przez dziesięć lat nie pracowałeś, pozwalałeś Edycie robić długi, obiecywałeś jej cuda z moich pieniędzy.
Więc nie pomożesz? Antoni wyprostował się. Córka własna Wyhodowałem na własną zgubę
Idź do domu, tato. Powiedz Edycie prawdę. To jedyna szansa, by zachować resztę godności.
Udław się tą daczą! wycedził przez zęby, mijając ją w korytarzu. Ale wiedz jedno: nie masz już ojca! Zapomnij mój numer!
Wyszedł. Justyna pokręciła głową. Jakby była co do stracenia. Ojciec zostawił ją, gdy miała siedem lat.
***
Telefon zadźwięczał w sobotni poranek. Numer nieznany.
Halo?
Justyna? od razu poznała głos Edyty. Myślisz, iż kim jesteś, smarkulo?
Myślisz, iż nie wiemy, jak oszukałaś Antka? Wszystko mi powiedział!
Podłożyłaś papiery, kiedy po narkozie nic nie rozumiał!
Edyto, dzień dobry odparła spokojnie Justyna. jeżeli chcesz rozmawiać, proszę bez krzyku.
Jaki dzień dobry?! Już mamy gotowy pozew!
Mój prawnik mówi, iż taka umowa poleci w sądzie. Wzbogaciłaś się na chorobie ojca, zabrałaś rodzinny dom za bezcen.
Skończysz na ulicy!
Edyto, proszę, posłuchaj.
Rozumiem, iż Antek opowiedział ci swoją wersję, ale mam dowody: pieniądze wydałam na jego leczenie.
Mam też wiadomości od niego z tych dziesięciu lat, gdzie dziękuje, iż utrzymuję daczę i pozwalam mu tam mieszkać.
Czarno na białym: Dziękuję, córeczko, iż nie zostawiłaś ojca, iż dacza w dobrych rękach.
Jak sądzisz, co powie sąd?
Po drugiej stronie zaległa cisza Edyta widocznie nie spodziewała się takiego przygotowania.
Jesteś niedobra syknęła. Mało ci własnego mieszkania? Chcesz zabrać bratu ostatnie? Szymek musi się uczyć!
Szymek powinien iść do pracy, jak ja w jego wieku.
I Edyto, czas poznać prawdę. On miał te akcje, pamiętasz? Tak ci opowiadał?
Jakie akcje? głos Edyty zadrżał.
Te, których nigdy nie było. Po prostu brał ode mnie pieniądze, kiedy mu przesyłałam, i udawał, iż to dywidendy.
Sprawdź historię przelewów, jeżeli nie wierzysz. Twój mąż kłamał! Żebrał u mnie, zasłaniając się chorobą.
Pakowałam się w długi, a myślałam, iż ratuję ojca! Sama dowiedziałam się o wszystkim niedawno.
Edyta rozłączyła się. A wieczorem Justyna dostała SMS od ojca.
Trzy słowa: Wszystko zniszczyłaś.
***
Nie odpisała. Kilka dni później, przez sąsiadów z daczy, dowiedziała się, iż Edyta zrobiła ogromną awanturę.
Krzyczała i wyrzucała rzeczy męża przez okno domku, aż przyjechała policja.
Okazało się, iż Edyta, pewna szybkiej sprzedaży daczy, już wzięła duży kredyt na start dla Szymka.
Antoni Romanowicz musiał się wyprowadzić. Edyta złożyła pozew o rozwód, dowiedziawszy się o skali jego kłamstw.
Syn Szymek, przyzwyczajony do przedłużonego dzieciństwa i kawy pod nos, nie okazał współczucia. Przeniósł się do dziewczyny, oświadczając, iż stary sam sobie winien.
Gdzie teraz jest ojciec, Justyna nie wie. I nie zamierza się dowiadywać.











