Walizki nie rozpakowuj, Irka – dzisiaj się wyprowadzasz! — Co się stało? — spytała komenderującym …

twojacena.pl 3 godzin temu

Walizki choćby nie rozpakowuj wyprowadzasz się.

Co tu się dzieje? zapytała stanowczo Irmina, stając w drzwiach. Lewik leżał na kanapie i nie raczył choćby wstać na jej widok.

A dzieje się to, misiaczku, iż odchodzisz ode mnie! Dlatego choćby nie rozpakuj tej walizki: właśnie się rozwodzimy, a dziś wyprowadzasz się z mieszkania! odpowiedział mąż.

Irmina pomyślała, iż się przesłyszała. Misiaczku?

Ty widziałaś mnie kiedyś jako zajączka? Mam prawie dwa metry wzrostu! zaśmiał się Lew do swojej koleżanki Swietki, gdy ta zaproponowała, by został zajączkiem na Sylwestra.

Co z tego? Możesz być zajączkiem koloskiem, który wszystkich zdepta! podłapała dowcip przyjaciółka.

A masz w ogóle kostium zajączka w moim rozmiarze? dopytał Lew.

O kurczę, rzeczywiście, nasz zajączek to raczej filigran! Jak ja mogłam o tym zapomnieć? zmarszczyła brwi koleżanka.

Po chwili milczenia dodała:

Wiem! Ty będziesz Świętym Mikołajem, a Mikołajka Vitek przebierze się za zajączka: przecież on jest od ciebie dużo mniejszy!

Myślisz, iż jego peleryna na mnie pasuje? spytał Lew. No wiesz, ten płaszcz czy surdut świętego?

Pewnie! I tak zawsze dla niego trochę za długi!

Ale co ja mam mówić? Tekstu nie znam!

E tam, co za tekst? Pełna improwizacja, jesteś przecież złotym chłopakiem! A ja cię będę asekurować uspokoiła go Swietka.

Swietka, stara kumpela jeszcze z ławy szkolnej, pracowała teraz w agencji eventowej. Przed samymi świętami zachorował chłopak grający zajączka. Zostali z luką w składzie.

Co za bzdura?! powiedzą pewnie wszyscy i będą mieli rację! Zajączek? Przecież w Polsce na Mikołajkach zawsze tylko Mikołaj z Aniołkiem! Tradycja jest jedna! Po co kombinować?

Ale nowy szef agencji był typem, co to zmienia utarte schematy. Kto płaci, ten wymaga. Pewnie łatał dziecięce braki może nigdy w dzieciństwie nie był zajączkiem?

Tak więc pojawił się zajączek z białego pluszu i wielką marchewą przypiętą z tyłu, jak trzeba.

Wprowadzamy nowości! rzucił szef. Trochę świeżości w tę nudę!

Przy nim Siergiej Iwanowicz Ogórkiewicz z Nocy w karnawale byłby tylko pociesznym Misiem Uszatkiem.

I tak ruszyli w trasę: Święty Mikołaj Vitek, Śnieżynka Swietka i Lew jako zajączek a kiedy ten ostatni zachorował, nie było nikogo na zastępstwo. Zwłaszcza 30 czy 31 grudnia!

Nie obchodzą mnie okoliczności. Ma być zajączek! zarządził szef.

No i było jak w starej piosence: przykro dziś zajączek chory.

Lewa dopadł ponury nastrój. Zapowiadał mu się koszmarny Sylwester: żona Irmina nagle wyjechała do mamy jej stan się pogorszył, został więc sam jak palec w mieszkaniu.

Ostatnio jej mama zaczęła chorować bez przerwy raz to, raz tamto. A on, chociaż próbował się wprosić na wyjazd, usłyszał:

Nie, kochanie! Nie psuj sobie świątecznego nastroju, już ja będę miała zepsuty

A nasze w zdrowiu i chorobie? zdziwił się Lewik.

Będziesz do mnie dzwonił i wspierał! To mi wystarczy. A ty wyjdź dziś gdzieś, rozerwij się!

Teoretycznie mógł się do kogoś wprosić, ale grupki już się porobiły.

Słowem: podłe nastroje i podła atmosfera, jak u Mrożka.

Wtedy zadzwoniła Swietka niezawodna przyjaciółka, która potrafiła pomoc wyciągnąć z dowolnej tarapaty.

Znali się od szkoły i tą więź udało się zachować mimo narzekań Irminy, która uważała, iż przyjaźni damsko-męskiej nie ma. choćby nie chciała zaprosić jej na swój ślub.

Lewik nie naciskał, by nie psuć jej humoru mądra Swietka się nie obraziła i kontakt utrzymali, choć mniej ostentacyjnie.

Ten samotny Sylwester i propozycja pracy przypadły mu do gustu obiecano też niezłe pieniądze. Choć miał dobrą posadę w firmie analitycznej, co pozwalało Irminie długo nie pracować, to chodziło tylko o oderwanie się od zgryzot.

Płaszcz Mikołaja rzeczywiście pasował, walonki też. Przylepili mu wąsy i brodę. Ruszyli w teren.

I wszystko poszło świetnie! Dzieci recytowały wierszyki, zajączek fikał przy choince z marchewą, potem wszyscy tańczyli naokoło po prostu bomba!

Została jeszcze jedna wizyta o 22:00, 31 grudnia. Potem wolny! Do domu!

Dobra dusza, Swietka, gdy usłyszała, iż przyjaciel został sam, zaprosiła go do siebie. Miała spędzać święta z mężem i mamą, którą Lewik znał jeszcze ze szkoły. Dzieci nie mieli.

Na ostatni występ jechali bardzo rozbawieni. Vitek choćby strzelił setkę na odwagę, pierwszy raz podczas kariery Mikołaja.

O 21:45, jeszcze w aucie, Lewik zadzwonił do żony.

I jak się trzymasz, kochanie?

No wiesz, daję radę!

Wesołego Nowego Roku! Daj mamie słuchawkę, chciałbym ją tez pozdrowić!

Właśnie zasnęła, nie chcę jej budzić Ja oglądam serial na słuchawkach i myślę o tobie!

Kocham cię! Zadzwonię po północy!

I ja ciebie, misiu! Trzymaj się!

Gdy otworzyły się drzwi na ostatni występ, Lewik zamarł: na progu stała Irmina ta sama, którą sam zawoził dwa dni wcześniej na dworzec PKP, a jeszcze kilkanaście minut temu rozmawiał z nią przez telefon

Gdy zaproponował podwiezienie, stanowczo odmówiła: Sama dojadę, odpocznij sobie!

Miała na sobie sukienkę wyjściową i szpilki.

Kiedy ona to wszystko przygotowała? Przecież pakowała się przy mnie! mignęło Mikołajowi przez głowę. Prawdziwa iluzjonistka!”

Może to nie Irmina? Może siostra bliźniaczka? Ale nie jest i pieprzyk nad lewą brwią!

Albo to halucynacja dziwne rzeczy się ostatnio dzieją! Kometa na Mazurami wisi, a Nostradamus przepowiedział koniec świata!

Ale halucynację sam by miał, a tu widzą ją wszyscy.

Misiu! zawołała halucynacja w głąb korytarza.

Misiu? Przecież to do niego, Lewika, tak mówiła!

Lewik był w szoku, jakby oglądał film o kimś innym, sam będąc tylko widzem.

Idę, misiaczku! rozległo się z drugiego pokoju i wszedł łysy, gruby facet

A gdzie dziecko? Chłopiec Władek? zapytała Swietka w stroju aniołka.

Ja jestem Władek! zaśmiał się facet i poklepał się tłustym brzuchem. Sylwestra sobie urządzam!

Lewik patrzył przerażony to dla tego śluzu jego Irmina tak go okłamała? Miał dowód zdrady na oczach

Pierwsza myśl: zrobić awanturę na miejscu, ale wstyd przed Swietką paraliżował.

Zmieniwszy lekko głos, by Irmina nie poznała, zarządził: Wierszyk, Władku!

Władek coś tam zamamrotał. Irmina go nie rozpoznała z Władkiem byli już wstawieni.

Ale jak jego drobna Irmina estetka i perfekcjonistka mogła się puścić z takim typem?

Irmina tuliła się do bawiącego się z nią faceta i idiotycznie chichotała.

Lewik zrozumiał wtedy, skąd te prezenty, które ponoć kupowała jej schorowana matka-emerytka z Torunia

A teraz kółko graniaste! wrzasnął Władek, znudzony wierszykiem. Zaczęły się tańce, śpiewy

Tańczył Władek, Irmina i zajączek Vitek, co pokrzepił się jeszcze jednym kieliszkiem zaraz do domu! Lewik, już częściowo opanowany, kręcił wszystko telefonem. Alibi Irminy topniało jak śnieg w kwietniu

Wreszcie gospodarz się znudził i po prostu wszystkich wygonił:

Starczy! Jestem śpiący! Zrobiliście swoje teraz do domu!

Misiaczku, odprowadź gości!

Irmina odprowadziła

Dziwne ładna kobieta. Co ona widzi w tym rzekomym wesołku? rzuciła Swietka w drodze powrotnej. Przecież to nie jej mąż!

To ja jestem jej mężem! miał ochotę wrzasnąć Lew, ale się powstrzymał.

Nie poszedł już do Swietki na imprezę wiedział, iż nie utrzyma kamiennej twarzy. A przyznać się do całej żałosnej sprawy nie miał siły.

Oskłamał więc, iż bierze go grypa temperatura, dreszcze i w ogóle Pojechał do domu. O północy nie zadzwonił do Irminy. Ani potem.

Sylwestra spędził sam miał przynajmniej czas przemyśleć.

Żonę kochał, ale po tym co zobaczył, uczucie gwałtownie osłabło. O wybaczeniu nie mogło być mowy. Rozwód! Mieszkanie własnościowe należało do niego.

Irmina, nie doczekawszy się telefonu, niepokoiła się. Jak to tak codziennie dzwonił kilka razy, a tu nagle cisza?

Wyjechała z u mamy nie 4 stycznia, jak planowała, ale wieczorem 2-go. Musiała wziąć taksówkę, bo nikt jej nie odebrał. Choć dokładnie wysłała SMS z godziną przyjazdu.

Co się tu dzieje? zapytała stanowczo, patrząc na męża rozciągniętego na kanapie.

A to się dzieje, iż wyprowadzasz się, misiaczku! Więc walizki choćby nie rozpakowuj. Rozwodzimy się dzisiaj opuszczasz mieszkanie! powtórzył Lewik spokojnie.

Irmina stała, jak zamurowana. Misiaczku? Skąd on to wie? Tak zwracał się do niej tylko Władek

A dokąd niby mam się wyprowadzić? spróbowała ataku.

Nie wiem czy do twojego misia, czy do mamy do Torunia. Mama już zdrowa? zapytał spokojnie Lewik.

Wszystko źle zrozumiałeś szepnęła Irmina, próbując na coś się jeszcze zdobyć. Skąd on wie? Matce zakazała odbierać telefon, zanim nie wróci. A Władek nie mógł

Może widział ją ktoś? Ale kto?

No to opowiadaj swoją wersję! powiedział z zainteresowaniem Lewik. Może ten łysy to doktor od twojej mamy? Albo, nie daj Boże, zakład pogrzebowy co, jako kochająca córka, planujesz już przyszłość?

Śmiało, Irminka, śmiało! Nie wstydziłaś się tańczyć z dwoma zajączkami, to i teraz powiedz, o co chodzi

Włączył jej nagrane filmy.

Irmina zamilkła. Co miała powiedzieć? Tak, miała kochanka, dla emocji. Sama w domu, nudno, a Władek był hojny, fundował prezenty.

Pracować? Phi! Przecież nie po to róża kwitła, żeby harować!

Ale jakże okrutny zbieg okoliczności. Kto mógł przypuszczać

A męża po swojemu kochała, a przynajmniej była od niego zależna. Dlatego ukrywała, nie chcąc odgryźć ręki, która ją karmi.

Gdyby chociaż powiedziała, iż pokochała innego, może byłoby łatwiej przełknąć. Gdyby żałowała i prosiła o wybaczenie, Lew pewnie by wybaczył był zawsze wielkoduszny. Ale tu zdrada plus całe gniazdo kłamstw o chorej mamie, skomplikowane jak kryminalna intryga.

Irmina płakała, błagała, obiecywała i grała na sumieniu. Ale Lewik był nieugięty: powiedział do widzenia, to do widzenia. Święci Mikołaje są twardzi.

Sprawa zakończyła się rozwodem. Lewik zachował spokój ducha i przekonanie o racji. Żałował jednego: iż nie urządził porządnej awantury tamtej sylwestrowej nocy

I pomyślał: czy nadmierna grzeczność i wychowanie nie są czasem zgubne? Ale, mniejsza z tym i tak wyszło nieźle. Czyż nie?

Idź do oryginalnego materiału