2 stycznia
Nie rozpakowuj walizki wyprowadzasz się
Co dziś się wydarzyło? Tak się zastanawiam, patrząc na nią, jak wojskowy generał pytając: Co się stało?. Leżałem na kanapie, choćby nie podniosłem się, gdy weszła.
Stało się to, Haniu, iż odchodzisz ode mnie, kotku. Dlatego nie rozpakowuj walizki rozwodzimy się i dzisiaj musisz się wyprowadzić odpowiedziałem.
Hania zbaraniała. Kotku?
Widziałaś mnie? Ja i króliczek? Przecież mam prawie dwa metry wzrostu! tłumaczyłem się kiedyś Sylwii, śmiejąc się z jej propozycji wcielenia się w rolę króliczka.
No, to będziesz dorosłym króliczkiem! Rozdepczesz wszystkich i uciekniesz! rzuciła dowcipnie Sylwia.
A jaki rozmiar macie tego stroju? spytałem.
Kurczę, faktycznie! Nasz króliczek jest niewielki! Jak mogłam na to nie wpaść warknęła Sylwia i po chwili dodała: Wiesz co? Ty pobądź Mikołajem, a Mikołajek weźmie króliczka jest dużo niższy od ciebie!
A ciuchy? Zmieści się na mnie ten płaszcz czy surdut? Co tam noszą Mikołaje? dopytywałem.
Oczywiście! choćby są na niego za duże, zawsze zawija pod siebie poły!
A teksty? Przecież nie znam, co mam mówić!
Jaki tekst, stary? To sama improwizacja przecież medalista z ciebie, więc dasz radę! A ja ci podpowiem uspokajała mnie Sylwia.
Z Sylwią przyjaźniłem się od podstawówki. Pracowała w agencji organizującej imprezy. W ich ekipie nagle rozchorował się chłopak grający króliczka niedobra chwila, tuż przed sylwestrem.
I nagle w ekipie pojawiła się luka: ktoś musiał zagrać króliczka.
Co za pomysł? spytałoby wielu Po co króliczek? Od zawsze święty Mikołaj z Śnieżynką! Ale nowy szef firmy, młody, kreatywny, chciał innowacji.
Może czegoś mu brakowało z dzieciństwa, nie dane było mu być króliczkiem, to postanowił dorosłym życiu nadrobić wszystkie zaległe tęsknoty.
Tak dorzucono króliczka do ekipy. Strój jak zawsze: biały plusz, czapka z uszami, a żeby było śmieszniej przyczepiony plecak z wystającą z niego wielką marchewą.
Wprowadzimy świeżość do sztywnych schematów! ogłosił szef.
Przy nim, pan Ogórek z Nocy Sylwestrowej wydawał się przyjaznym osiołkiem.
I tak zaczęła się era trójki: Mikołaj Mikołajek, Sylwia-Śnieżynka i króliczek. Ale króliczek poważnie się rozchorował, nie było komu go zastąpić. Grudzień, a wszyscy zajęci!
Nic mnie nie obchodzi krzyczał szef króliczek ma być!
Wszystko jak w piosence: mi dziś smutno biedny króliczek chory.
Byłem bez nastroju. Czekał mnie nieciekawy Sylwester żona niespodziewanie wyjechała do mamy, do Szczecina, biednej teściowej znów się pogorszyło, zostałem sam.
Mama Hani ostatnio ciągle choruje Teraz znowu się pogorszyło.
Przecież rozumiesz, kochanie, nie mogę zostawić mamy w potrzebie! mówiła słodko, pakując rzeczy. To już trzeci wyjazd w ciągu dwóch miesięcy
Może pojadę z tobą? proponowałem. Samotnie Nowy Rok?
No coś ty, kochanie! Po co cię mam męczyć? Dość, iż mi się zepsuje wieczór!
A jak to na dobre i na złe? próbowałem żartować.
Telefony i wsparcie wystarczą! Ty się zabaw, baw się dobrze.
Teoretycznie mogłem się gdzieś wkręcić, choć wszyscy już poparowali.
Ale ogarniało mnie dziwne przygnębienie, jak u pewnych bohaterów Mrożka gniecie ta szarość i beznadzieja.
Wtedy zadzwoniła Sylwia, moja odwieczna przyjaciółka, ostoja. Każdy przecież zna Sylwię Sokołowską jak w piosence, prawdziwy przyjaciel!
Znaliśmy się od 3 klasy. Hania nie znosiła tej przyjaźni, twierdziła, iż między kobietą a mężczyzną nie ma przyjaźni, a na jej ślub Sylwii choćby zabroniła mi pójść. Wiadomo, nie drążyłem nie chciałem psuć Hani humoru. Sylwia wiedziała, nie obraziła się.
Przyjacielstwo przetrwało głównie kontaktowaliśmy się z pracy.
I wtedy, samotny Sylwester i propozycja Sylwii, żeby zarobić. Płacili dobrze za kilka wyjść!
Pracowałem co prawda na dobrej pozycji w analizie danych i Hania nie musiała długo pracować, ale zgodziłem się, i nie chodziło wcale o pieniądze potrzebowałem oderwać ciężką głowę od rozważań o życiu.
Płaszcz pasował jak ulał, walonki też, sztuczne wąsy i broda na twarz, i mogłem być Mikołajem!
Poradziłem sobie, zupełnie nie było trudno! Dzieci recytowały wierszyki, króliczek hasał wkoło choinki z marchewą na plecach, potem kółeczka, zabawy wszystko zgrane i sympatyczne.
Zostało ostatnie zlecenie: 31 grudnia o 22:00 i koniec Sylwester wolny!
Sylwia, wiedząc, iż jestem sam, zaprosiła mnie do siebie zamierzała świętować z mężem i swoją mamą, którą znałem ze szkoły. Sylwia nie miała jeszcze dzieci.
Na ostatnie zlecenie jechaliśmy w dobrych humorach. choćby Mikołajek łyknął kielicha, czego na służbie nigdy nie robił.
O 21:45 zadzwoniłem do Hani:
Jak tam, Haniu?
Trzymam się, kochanie!
Szczęśliwego Nowego Roku! Daj mamę, chcę i jej złożyć życzenia!
Właśnie przysnęła, wolę nie budzić Siedzę w słuchawkach i myślę o tobie!
Kocham cię. Zadzwonię o północy!
Ja ciebie bardziej! Uważaj na siebie, Króliczku! odpowiedziała.
Gdy drzwi od ostatniego klienta się otworzyły, aż mi stanęło serce w drzwiach stała Hania! Ta sama, którą sam odwoziłem na dworzec do Szczecina, z którą przed piętnastoma minutami rozmawiałem przez telefon!
Odrzuciła przecież moją propozycję, żeby ją zawieźć Poradzę sobie sama, odpocznij.
Była w imprezowej sukience i szpilkach.
Kiedy ona to spakowała? Przecież patrzyłem jej na ręce! zamyśliłem się.
Może to nie ona? Ale przecież znam jej pieprzyk nad lewą brwią! A może mam już omamy? Ogólnie dziwne czasy a atmosfera jakby asteroida miała spaść na ziemię!
Tylko iż nie ja jeden ją widziałem
Króliczku! zawołała w głąb korytarza.
Króliczku? Przecież tak Hania mówiła tylko do mnie właśnie przez telefon!
Stałem jak zamurowany, jakbym oglądał film, a nie był jego bohaterem.
Już, kotku! odpowiedział ktoś i do przedpokoju wyszedł łysy, gruby facet z brzuchem jak beczka.
A dziecko? Gdzie jest chłopczyk Adaś? spytała Śnieżynka.
Ja jestem Adaś! zaśmiał się facet i poklepał się po brzuchu Zrobiłem sobie balangę!
Patrzyłem z przerażeniem na żonę. Dla tego śliskiego typa mnie oszukała?
Chciałem od razu zrobić awanturę, ale wstyd mi było przed Sylwią więc tylko złowięcalem głos: No, Adaś, wierszyk!
Facet coś pomamrotał. Hania mnie nie rozpoznała: starała się, ale była już obrażona alkoholem.
Ale jak to możliwe, iż moja wymagająca żona wdaje się w coś takiego z tym typem?
Przytulała się do niego, bełkocząc ze śmiechu.
Już wiedziałem, skąd były te prezenty, na które mama rzekomo zbierała.
No to czas na kółko! ryknął Adaś, znudzony już wierszykiem. Więc wszyscy zaczęli krążyć.
Kotku, włącz naszą! wybełkotał Królik. Kotka włączyła, zaczęła się dzika zabawa
Tańczyli Adaś, Hania i nasz Mikołajek po kieliszku czas wracać. Trochę ochłonąłem i nagrywałem wszystko telefonem: alibi Hani topniało jak śnieg
Wkrótce gospodarz wyprosił wszystkich:
Starczy, spać mi się chce! Podziękowaliście, to koniec. Odprowadź nas, kotku!
Kotku odprowadziła
Dziwne taka fajna dziewczyna. Co ona widzi w tym typie? rzuciła Sylwia w aucie. To na pewno nie jej mąż!
Ja jestem jej mężem! chciałem krzyknąć, ale milczałem.
Nie pojechałem już na sylwestrową domówkę do Sylwii wiedziałem, iż nie utrzymam fasonu. Przyznać się do wszystkiego, co się stało, nie miałem siły.
Skręciłem, iż chyba mnie bierze choroba, temperatura Pojechałem do domu zamiast świętować. Hani nie zadzwoniłem o północy. Zresztą później też nie niech tańczy z króliczkiem
Sylwestra spędziłem sam. Dobrze, miałem czas na przemyślenia.
Kocham żonę. Ale po tym, co zaszło, uczucie zbladło. Wybaczyć nie zamierzałem. Tylko rozwód mieszkanie było na mnie.
Hania, nie mogąc się doczekać mojego telefonu, zaczęła się niepokoić. I zaskoczona wróciła nie 4 stycznia, ale 2 stycznia wieczorem.
Musiała wziąć taksówkę nikt po nią nie wyszedł. Mimo iż przysłała godzinę i szczegóły SMS-em.
Weszła, zarzucała komendami: Co się stało?
Leżałem na kanapie, choćby się nie podniosłem.
A to, Haniu, iż od dziś się wyprowadzasz, kotku. Rozwód i proszę, nie rozpakowuj walizki odpowiedziałem.
Hania zgłupiała: Kotku? Skąd znał ten zwrot? Tak nazywał ją tylko Adaś
Gdzie mam niby pójść? próbowała atakować, szukając tropu.
Nie wiem: do swojego króliczka, albo do mamy do Szczecina. Mamie już lepiej? rzuciłem neutralnie.
Wszystko źle zrozumiałeś cicho zaczęła. Wie, cholera! Ale skąd? Gdzie się wydało? Przecież mamie kazała nie odbierać do 4 stycznia! A Adaś? Nie mógł przecież powiedzieć
Może widział ktoś? Ale kto?
To opowiedz swoją wersję! poprosiłem, adekwatnie z ciekawości. Może ten facet to lekarz mamy? Albo jakiś cudotwórca, Paracelsus, co miał uratować ją przed chorobą? Może chciałaś omówić warunki opieki nocnej?
Albo uchowaj Boże! pracownik zakładu pogrzebowego, którym się opiekujesz z wyprzedzeniem?
No, Hania, nie bądź nieśmiała nie krępowałaś się wtedy tak bardzo, jak pląsałaś z króliczkiem. No to jak, kotku?
I wtedy puściłem jej film
Milczała. Zresztą, co mogła powiedzieć? Tak, znalazła sobie kochanka. Po co? Dla emocji, by poczuć znowu coś ekscytującego.
Samotność ją dobijała! Poza tym Adaś nie żałował na drobne prezenty, które lubiła.
Mogła pracować? Trzy razy ha ha! Nie po to zakwitła róża!
Ale splot okoliczności był okropny
A mnie Hania po swojemu kochała A może tylko była uzależniona od wygody? Dlatego wszystko skrzętnie chowała i udawała nie chcąc gryźć ręki, która ją karmiła
Gdyby powiedziała, iż odkochała się, odchodzi przynajmniej to mógłbym zrozumieć. Albo wyznałaby zdradę, przeprosiła kto wie, czy taki naiwniak jak ja by nie wybaczył
A tak zdrada i morze kłamstw o mamie. Z precyzją przestępcy.
Hania płakała, błagała, składała obietnice i wyciągała sumienie na stół. Ale byłem nieugięty: jak powiedziałem tak zostało. Mikołajowie tacy już są: okrutni, ale sprawiedliwi.
Zostaliśmy rozwiedzeni. Miałem całkowitą pewność, iż postąpiłem słusznie. Jednego tylko żałuję iż nie zrobiłem awantury od razu tamtej sylwestrowej nocy
Ale może i lepiej wyszło. Przecież i tak nie jest źle, prawda?











