Walizki choćby nie rozpakowuj – dziś się wyprowadzasz, bo się rozwodzimy! Historia Lwa, który w syl…

polregion.pl 13 godzin temu

Walizki lepiej nie rozpakowuj dziś się wyprowadzasz

Co się stało? zapytała stanowczo Iga: Lewy leżał na kanapie i choćby nie raczył wstać na jej widok.
No właśnie to się stało, iż odchodzisz ode mnie, misiaczku! Dlatego nie rozpakowuj walizki: rozwodzimy się i dzisiaj się wyprowadzasz! odpowiedział mąż.

Iga była w szoku. Misiaczek?
Widziałam się w lustrze? Jaka ze mnie króliczka metr dziewięćdziesiąt wzrostu! odpowiedział Lewy Świętej na jej żart, iż mógłby robić za króliczka.

I co z tego będziesz króliczkiem-osiłkiem: wszystkich zdepczesz po drodze i znikniesz! dorzuciła rezolutnie przyjaciółka.

A kostium króliczka to jaki rozmiar macie? dopytywał Lewy.

No właśnie! Królik przecież malutki jak ja na to nie wpadłam! dziewczyna klepnęła się w czoło.

Po chwili ciszy dorzuciła:
To wiesz co? Ty zostaniesz świętym Mikołajem, a króliczkiem przebierze się Witek on dużo niższy od ciebie!

A ten jego płaszcz Mikołaja, surdut, co nosi, na mnie wejdzie? dopytywał Lewy.
Jasne Witkowi zawsze zawija się pod spód, więc tobie powinno pasować!

A tekst? Nie wiem, co mówić!
Boże, jaki tekst? Cała impreza to improwizacja przecież jesteś prymusem! A jak coś, to cię będę podpierać! zapewniła przyjaciółka.

Święta, z którą Lewy znał się jeszcze z liceum, pracowała teraz w agencji eventowej. Niestety, chłopak grający króliczka rozchorował się na zapalenie płuc, więc nagle w ekipie zabrakło kogoś do tej roli a tu Sylwester, koniec grudnia, nikt nowy nie miał szans się wdrożyć.

Możesz się śmiać, co to za bajery, jakiś króliczek? Przecież zawsze Mikołaj i Śnieżynka, tradycja! Ale nowy szef agencji był oryginałem, z głową pełną pomysłów. Widocznie, coś mu się marzyło z dzieciństwa, bo bardzo naciskał, żeby króliczek koniecznie był!

No i był. Króliczka ubrali w biały plusz z ogromnymi uszami i wielką szmacianą marchewką w plecaku. Trzeba wprowadzać świeżość! mówił szef. W jego cieniu Siergiej Ogórek z Rejsu wydawałby się miłym misiem Uszatkiem.

Ekipa świąteczna była więc w składzie: Mikołaj Witek, Święta-Śnieżynka i króliczek. No i kiedy królik się pochorował, nie było komu wejść na zastępstwo. Szczególnie w ostatnie dwa dni roku!

Nie interesuje mnie, jak króliczek ma być! zarządził szef.

Jak w piosence dla dzieci: Dzisiaj smutno mi, chory znowu jest króliczek i dalej każdy zna refren. Lewy miał minę minorową: jego perspektywa na sylwestra była okropna. Żona Iga nagle wyjechała do mamy, bo teściowej się pogorszyło i został sam.

Ostatnio faktycznie teściowa podupadła na zdrowiu raz to, raz tamto. Iga trzeci raz w ciągu dwóch miesięcy jechała do niej.
Wiesz, kochanie, nie mogę mamy zostawić samej! mówiła Iga, pakując rzeczy i to już trzeci w tym roku taki jej wyjazd.

To pojadę z tobą! Będziesz tam mieć choć mnie w nowy rok
Nie kochanie, po co masz sobie psuć święta? Wystarczy, iż ja będę miała zepsute!
No ale jak to na dobre i na złe! Przysięgaliśmy!
Zadzwoń do mnie, wesprzyj a ty idź gdzieś, zabaw się!

Mógł się przyszwendać do jakichś znajomych, ale wszyscy już mieli ustalone plany. Klimat był jak u Munka nie do życia.

I wtedy zadzwoniła Święta. Ona zawsze była wsparciem też taka kumpela jak z piosenki, umie przyjaźnić się po polsku!.

Znali się od liceum, potem też trzymali kontakt. Iga wykrzywiała się, iż nie wierzy w przyjaźń damsko-męską, choćby zabroniła Lewemu zaprosić Świętą na własny ślub, mimo iż ta była już zamężna. Lewy się nie kłócił, żeby żonie nie psuć humoru. Mądra Święta się nie obraziła i kontakt utrzymali, tyle iż dyskretniej zawodowo, telefonując głównie z pracy.

I oto, kiedy sylwester zapowiadał się samotnie, Święta zadzwoniła z propozycją: wpadaj do nas na sylwestra i jeszcze praca, bo zapłacą za wizyty!

Lewy zajmował niezłe stanowisko w firmie analitycznej dawał Idze komfort nierobienia niczego przez dobrych kilka miesięcy, ale zgodził się. choćby nie dla pieniędzy, tylko żeby mieć jakieś zajęcie.

Surdut Mikołaja pasował jakby szyty na miarę, walonki pasowały, dokleili mu brodę i wąsy gotowy zestaw na objazd po domach!

Poradził sobie zawodowo dzieci recytowały wierszyki, królik skakał z marchewką wokół choinki, tańce, śpiewy wszystko grało!

Została ostatnia wizyta: 31 grudnia o 22:00. Potem luzik, strzała na chatę!

Dobra Święta dosłyszała, iż Lewy będzie sam na Sylwestra, więc zaprosiła go do siebie planowała skromnego sylwestra z mężem i mamą, która Lewka znała od lat szkolnych. Dzieci nie mieli.

Na ostatnią wizytę jechali już rozluźnieni, a choćby Witek nie pogardził kieliszkiem, pierwszy raz odkąd grał Mikołaja.

O 21:45 Lewy zadzwonił z samochodu do żony:
I jak tam, moja droga?
No, jakoś się trzymam, kochanie!
Szczęśliwego nowego roku! Daj mamę do telefonu, chcę jej złożyć życzenia!
Właśnie przysnęła nie chcę jej budzić! Siedzę sobie z słuchawkami, oglądam TV i myślę o tobie!
Kocham cię! Zadzwonię o północy!
Ja ciebie też! Dbaj o siebie, mój króliczku! odpowiedziała.

Drzwi ostatniego domu się otworzyły i Lewy stanął jak wryty: na progu jego żona Iga, która oficjalnie wyjechała dwa dni wcześniej do Torunia sam zamawiał jej taxi na dworzec! Przed chwilą rozmawiali przez telefon

Chciał ją podwieźć, to nie dała: sama świetnie sobie poradzi odpoczywaj, mówiła! Miała na sobie odświętną sukienkę i szpilki.
Kiedy ona je tu zostawiła, skoro pakowała się przy mnie? przemknęło mu w głowie, gdy już grał Mikołaja Magiczka normalnie akopjan w spódnicy!

A może to nie Iga, tylko siostra bliźniaczka? A nie znam przecież jej pieprzyk nad lewą brwią! Może mam zwidy? Chociaż, taka atmosfera w powietrzu Na świecie się dzieje, to i u mnie dzieje się cuda!

Ale wszyscy widzieli to samo, więc odpada.

Króliczku! krzyknęła z korytarza.
Króliczku? Przecież to on, Lewy, był królikiem i to samo przed chwilą Iga mówiła przez telefon!

Lewy miał wrażenie, iż patrzy na czyjeś życie z boku. Zaraz w przedpokoju pojawił się króliczek: grubawy, łysy facet, stukilowy Zapytała się Śnieżynka:
Gdzie jest dziecko? Chłopczyk Wadzio?
To ja jestem Wadzio! śmiał się facet, poklepując się po przepastnym brzuchu. Postanowiłem sobie urządzić święta!

Lewy patrzył przerażony dla tego typa jego Iga pokombinowała jakieś bajki? Zrozumiał, iż został perfidnie oszukany

Pierwsza myśl: zrobić dym na miejscu. Ale wstyd przed Świętą, taka kompromitacja
Zmienił głos a nuż go żona pozna? i rozkazał: Wierszyk, Wadzio!

Zadudnił coś pod nosem, a Iga choćby nie poznała męża z króliczkiem już byli nieźle wstawieni, Nowy Rok przecież!
Ale jakim cudem ta jego estetka i perfekcjonistka wpakowała się z takim żałosnym typem?

Iga tuliła się do kręcącego coś faceta i pijacko chichotała.
Lewemu było niedobrze. Teraz przypomniał sobie te prezenciki z głodowej emerytury mamy z Torunia

A teraz taniec! zawołał Wadzio, któremu się znudziło recytowanie. Wzięli się za kręcenie kółeczka.

Kochanie, włącz naszą ulubioną! bełkotał króliczek. Iga włączyła: zaczęły się tańce

Tańczyli Wadzio, Iga i króliczek Witek, który też już był wstawiony zaraz miał wracać do domu. Lewy, już trochę otrzeźwiony, nagrywał wszystko telefonem: alibi Igi topniało jak śnieg za oknem

Wkrótce gospodarz się zmęczył:
Wystarczy, spać chcę! Życzenia były, więc wystarczy! Odprowadź ich, kochanie!
Iga grzecznie wyprawiła gości za drzwi.

Wracają i Święta mówi:
Dziwne taka ładna babka! Co ona widzi w tym ślimaku? Przecież to choćby na męża nie wygląda!

Ja jestem jej mężem! chciał krzyknąć Lewy, ale ugryzł się w język.

Na Sylwestra do Świętej już nie pojechał wiedział, iż nie da rady zachować twarzy, a wyspowiadać się ze swojej tragedii brakowało mu siły.

Wymówił się, iż coś go rozkłada, gorączka i takie tam. Pojechał do domu. O północy nie zadzwonił do Igi. I potem też nie. Niech się bawi z królikiem

Nowy Rok świętował sam ale miał czas na przemyślenia.

Kochał żonę. Ale po tym wszystkim, miłości wyraźnie ubyło. I nie miał zamiaru wybaczać tylko rozwód! Mieszkanie było na niego.

Iga, nie mogąc się doczekać telefonu od męża, zaczęła się niepokoić! Jak to? Zawsze dzwonił po kilka razy dziennie, a teraz dwa dni ciszy?

No i sezonowa mama zakończył się już 2 stycznia wieczorem, choć miała wrócić 4. Musiała zamówić taksówkę, bo nikt jej nie odebrał, chociaż wysłała SMS z danymi przyjazdu.

Co się stało? tonem przełożonej zapytała Iga: Lewy leżał nieruchomo na kanapie.
To się stało, iż odchodzisz ode mnie, misiaczku! Nie rozpakowuj walizki: rozwodzimy się. Dzisiaj się wyprowadzasz! oznajmił mąż.

Iga myślała, iż się przesłyszała. Misiaczku? Przecież tak nazywał ją tylko Wadzio
A dokąd niby idę? próbowała dociekać.

Nie wiem: do swojego królika czy z powrotem do mamy do Torunia. A propos, mama już zdrowa? spytał spokojnie Lewy.

Źle to zrozumiałeś zaczęła cicho Iga: Wie! Ale skąd? Gdzie się wygadałam? Mamie przecież zakazała odpisywać do 4 stycznia! Wadzio też nie mógł

No kogo do licha widział?
No dobra, opowiedz swoją wersję poprosił Lewy, już trochę z ciekawości. Może ten łysy facet to lekarz do mamy? Albo alchemik, który obiecał wynaleźć dla niej cudowną miksturę, Paracelsus normalnie?!

A może sanitariusz, którego specjalnie opłaciłem, żeby się opiekował moją teściową? Pampersy wymieniał, dyżurował przy łóżku A ty przyjechałaś uzgodnić stawkę!

A może odpukać pracownik firmy pogrzebowej, z którym załatwiasz coś na zaś? Nie wiem, Iga, nie wstydź się nie wstydziłaś się podnosić nóg przy tańcach z królikami swoimi i naszymi! Więc jak, misiaczku?

Pokazał jej nagranie

Iga milczała co miała mówić? Tak, miała romans. Po co? Dla emocji, z nudów. Sama w domu bywała długo, a Wadzio robił jej drogie prezenty. Pracować, żeby się nie nudzić? A gdzie tam nie po to się jest dziewczyną w rozkwicie!

Ale taki zbieg okoliczności, kto by się spodziewał?
Męża w sumie kochała albo po prostu była od niego zależna? Dlatego tak skrzętnie wszystko ukrywała, bo bała się gryźć rękę, która ją karmiła

Tym bardziej bolało, jak to wyszło.
Gdyby przynajmniej przyznała się do miłości i odeszła do tego łysola to można by po ludzku przeżyć.
Albo jakby wyznała jednorazowy grzech z alkoholu: Przepraszam, kochanie, głupia byłam! może choćby Lewy, ten jej dobry Lewy, by wybaczył, w końcu wielkoduszny chłop. A może już nie jej?

Ale tu zdrada plus warstwy kłamstw o chorej mamie. Takie misternie utkane, iż to już prawie zbrodnia.

Iga ryczała, przysięgała, błagała ale Lewy był nieugięty: zapowiedział, rozwód i do widzenia! Taki już ten Lewy Mikołaje są twardzi!
Rozwiedli się: Lewy miał pełne poczucie słuszności. Żal miał tylko do siebie, iż nie zrobił awantury od razu tamtej nocy!

Może byłoby ciekawiej? Ot tak, dla emocji! Po co przesadna elegancja i grzeczność? Ale cóż, i tak nie było źle. Zgodziłbyś się, iż nie?

Idź do oryginalnego materiału