W zakładzie pracy nazwisko Sawelia często było powodem żartów wśród mężczyzn. Kobiety także się śmiały, zwłaszcza gdy słyszały je po raz pierwszy.

newsempire24.com 2 godzin temu

W dawnej fabryce, gdzie pracowałem, mężczyźni często sobie żartowali z mojego nazwiska. Kobiety robiły to jeszcze chętniej, zwłaszcza kiedy słyszały je po raz pierwszy.

Pamiętam to jak dziś pewnego ranka na portierni pojawiła się nowa strażniczka, kobieta koło czterdziestki. Kiedy sprawdzała mój przepustkę i przeczytała nazwisko, od razu się uśmiechnęła.

Ojej! Duszyński! Naprawdę są takie nazwiska?

No jak sama widzisz odparłem, przechodząc na ty, bo z twarzy wyglądała na młodszą ode mnie. Bywają, i to jeszcze jakie.

Ciekawe, skąd takie nazwisko się u was wzięło? Duszyński? dopytywała zaintrygowana.

Już dawno nauczyłem się dowcipkować w takich sytuacjach.

Podobno moja prababcia gdzieś tam, siedem pokoleń wstecz, miała przygodę z duszkiem domowym. No i z tego potomstwo się pojawiło, no i nazwisko zostało.

Kobieta wykrzywiła twarz nie na żarty, tak iż aż parsknąłem śmiechem.

Mówisz poważnie? szepnęła, patrząc we mnie z niepokojem.

A jakże! U nas wszyscy Duszyńscy od tamtej prababci mają paranormalne zdolności. Lepiej więc ze mną nie zadzieraj, piękna damo. Jak co, przyjdę do ciebie w nocy jako duszek domowy i spać nie dasz rady.

Popatrzyła na mnie podejrzliwie i odparła surowo:

Ty mnie nie strasz! Jak trzeba, to i na duszka coś znajdę! Idź już, nie blokuj przejścia.

Wieczorem, gdy wracałem po zamknięciu zmiany, ona znów pilnowała portierni i tym razem od razu się skrzywiła na mój widok.

No co, piękności, czemu taka kwaśna mina? zagadnąłem żartobliwie.

Nie jestem żadna piękność, tylko Jagoda Władysławówna! odburknęła. I nie gap się na mnie, tylko przechodź!

No pięknie pomyślałem przekraczając portiernię chyba właśnie zyskałem sobie wroga. Kobieta chyba nie rozumie żartów…

Następnego ranka jej już na portierni nie było. Ale w porze obiadu pojawiła się nagle w fabrycznej stołówce. Przysiadła się do mojego stolika, kiedy wcinałem mielonego z ziemniakami, i syknęła cicho, by nikt nie słyszał:

Przyznaj się, Duszyński, dzisiejsza noc to twoja sprawka?

O mało się nie zakrztusiłem.

Ale o czym pani mówi, Jagodo Władysławówno? odchrząknąłem i przeszedłem automatycznie na pani. Co to znaczy: moja sprawka?

Nie udawaj, Duszyński! aż ogień z jej oczu buchał. Sam mnie uprzedzałeś…

O czym?

Że z tobą lepiej nie zadzierać! Że pojawiasz się nocą jako duszek domowy i spać nie dajesz! Czy nie tak?

Przecież to był tylko żart! tłumaczyłem rozpaczliwie. Wszyscy się śmieją, tylko pani nie…

Skończyłeś się śmiać! przerwała ostro. Przez ciebie tej nocy oka nie zmrużyłam. Ledwo usnęłam koło północy, czuję jak mi pościel z nóg spada. I ktoś mnie za stopę łagodnie, ale wyraźnie łapie! Ze strachu prawie z łóżka spadłam!

Pani Jagodo… zaniemówiłem. Myśli pani, iż wszedłem do pani przez okno i łapałem za nogi?

Skąd miałeś wejść, to nie wiem, ale czułam twoją rękę! odpowiedziała.

Moja ręka? Może to mąż pani zażartował?

Jaki mąż?! jeszcze bardziej się oburzyła. Od pięciu lat rozwódka! To byłeś ty, nikt inny!

Ale dlaczego sądzisz, iż to ja?

Bo jesteś Duszyński! Sam mówiłeś, iż prababcia miała to z domowym! Przecież sam…

Mówiłem bo żartowałem! Zawsze opowiadam ten kawał i wszyscy się śmieją.

Tak to się nażartowałeś… patrzyła na mnie tak, iż aż ciarki przechodziły. Przez ciebie całą noc nie mogłam zasnąć, a ledwo przysnę jakieś szmery po kątach lecą.

Wszystko ci się przewidziało próbowałem uspokoić ją. Na pewno to nie byłem ja.

Ale Jagoda tylko pokręciła głową.

Nie, Duszyński, nie wymigasz się tak. Sam tego narobiłeś, to sam to naprawiaj.

Co mam naprawić?! spojrzałem na nią zdumiony. Jak to naprawić?!

Dowiedziałam się, żeś kawalerem jesteś.

No i?

No i dziś w nocy będziesz siedział obok mnie! I nikt ci za to nie będzie marudził, prawda?

Jak to z panią? Co ma pani na myśli?

Chcę, żebyś całą noc odganiał od mnie twoich kuzynów!

Jakich kuzynów?

Duszków! Ja spać nie mogę w ciemności, a przy świetle też nie. Zrozumiałeś?

Zrozumiałem… przytaknąłem, bo wiedziałem, iż nie ma co dyskutować. I o której mam być?

Zaraz po zmianie. Pójdziemy razem, żebyś mi się nie wykręcił. Nakarmię cię, legniesz się obok, a o dziewiątej cię obudzę i będziesz mnie pilnował do rana.

I co tu dużo mówić od tej nocy ja już od Jagody Władysławówny nie odszedłem. Bo kobieta okazała się dobra choć trochę nerwowa i strachliwa, to za to troskliwa, i co najdziwniejsze bardzo czuła. A czego mężczyźnie od kobiety więcej trzeba? Trochę czułości i zrozumienia i niczego więcej.

Idź do oryginalnego materiału