Dziś mam 54 lata i po rozwodzie odbyłem trzy randki z kobietami w wieku 37, 45 i 58 lat. Te spotkania bardzo dużo mi uświadomiły.
Mój przyjaciel, Michał, także ma 54 lata. Był dwukrotnie żonaty, ma dorosłe dzieci. Po ostatnim rozstaniu mieszka w Warszawie, dba o siebie, aktywnie pracuje, nie boi się otwierać na nowe relacje. Ostatnio opowiedział mi o swoich doświadczeniach z randkami i dało mi to sporo do myślenia.
Pierwsza randka 45 lat: To ty nie masz samochodu?
Kobieta wywarła na mnie wrażenie elegancka, zadbana, pewna siebie. Rozmowa toczyła się bez problemów. Ale wystarczyło, by dowiedziała się, iż nie mam na co dzień auta, jej nastawienie się zmieniło.
Ale jak odpoczywasz bez samochodu?
A co jak pada deszcz?
Jak jeździsz na zakupy do galerii?
Pytania pojawiały się raz po raz. Poczułem jasno, iż liczy się dla niej nie człowiek, a jego status. Uśmiechnąłem się tylko do siebie.
Jeśli na pierwszym miejscu jest blacha, a nie serce to nie moja bajka.
Wniosek? Pozorna pewność siebie to nie to samo, co dojrzałość ducha.
Druga randka 37 lat: Lubię starszych facetów
Młodsza, pełna energii, matka dwójki dzieci, kredyt na mieszkanie. Szczerze przyznała, iż szuka solidnego faceta. gwałtownie zrozumiałem, iż chodzi jej raczej o stabilizację niż uczucia. Ale rozmowa była miła, dużo śmiechu i ciepła.
Fajnie było poczuć zainteresowanie, ale nie robiłem sobie nadziei. Czasem to wystarczy bez wielkich planów.
Wniosek? Młodość daje energię, ale nie zawsze wnosi głębię.
Trzecia randka 58 lat: Jesteś mi coś winien
Spotkanie zaczęło się rewelacyjnie kobieta zadbana, dynamiczna, błyskotliwa, żarty żartami, szacunek wzajemny. Jednak już następnego dnia telefon:
Jedziemy na działkę, musisz pomóc mi odśnieżyć dach! Już się zbieraj.
Byłem w szoku.
Pomóc? Jasne, mogę. Ale jeżeli brzmi to jak rozkaz, cała sympatia gdzieś znika.
Wniosek? Niezależność jest ważna, ale ton dowódcy potrafi zabić choćby największe zauroczenie.
Najważniejsze, co zrozumiałem
Każda z tych kobiet była inna, każda miała własną, cenną historię. Ale z tych trzech spotkań najważniejsze, czego się nauczyłem, to:
Nie szukam już burzy. Chcę mieć obok siebie człowieka, z którym czuję spokój i szczerość. Bez manipulacji, bez presji.
Po pięćdziesiątce romantyzm nie znika po prostu dojrzewa. I może właśnie wtedy pojawia się szansa na miłość bez złudzeń, ale z prawdziwym ciepłem.
