Mam 54 lata i odbyłem trzy randki z kobietami w wieku 37, 45 i 58 lat. Te spotkania wiele mi uświadomiły
Mój dobry kolega, Grzegorz, również 54-latek, był żonaty dwa razy, ma dorosłe dzieci. Po rozwodzie mieszka w Warszawie, pracuje, dba o siebie i nie boi się nowych relacji. Ostatnio zwierzył mi się ze swoich trzech randek, które pozwoliły mu na wiele przemyśleń.
Pierwsza randka 45 lat: A gdzie twój samochód?
Zadbana, pewna siebie, rozmowa się kleiła. Jednak kiedy wyszło na jaw, iż Grzegorz nie ma auta, jej ton wyraźnie się zmienił.
Jak wypoczywasz bez samochodu?
A jak pada deszcz?
A jak jeździsz do galerii handlowej?
Te pytania pojawiały się na okrągło, aż stało się jasne: liczy się dla niej bardziej status niż człowiek. Grzegorz tylko się uśmiechnął:
Jeśli dla kogoś ważniejsze jest żelastwo niż charakter to nie moja bajka.
Wniosek: zewnętrzna pewność siebie wcale nie oznacza dojrzałości.
Druga randka 37 lat: Lubię starszych facetów
Młoda, pełna energii, dwójka dzieci, kredyt hipoteczny. Od razu powiedziała, iż szuka odpowiedzialnego mężczyzny. Grzegorz gwałtownie dostrzegł, iż chodzi o stabilizację, a nie uczucia. Mimo wszystko rozmowa była miła, swobodna.
Było sympatycznie, nie oszukiwałem się jednak. Czasem fajnie po prostu poczuć, iż się komuś podobasz i tyle.
Wniosek: młodość daje energię, ale nie zawsze głębię.
Trzecia randka 58 lat: Teraz już coś mi wisz
Spotkanie rozpoczęło się idealnie: energiczna, zadbana kobieta, interesująca rozmowa, wspólne żarty, wzajemny szacunek. Już następnego dnia telefon:
Jedźmy na działkę, trzeba zrzucić śnieg z dachu! Już wyjeżdżamy.
Grzegorz był zdziwiony.
Pomóc można zawsze, ale kiedy ktoś wydaje rozkazy, cały entuzjazm znika.
Wniosek: niezależność jest super, ale ton dowódcy niszczy choćby sympatię.
Czego nauczył się Grzegorz
Wszystkie trzy pani miały w sobie coś ciekawego, każda inną historię za sobą. Ale Grzegorz zrozumiał jedno:
Nie szukam już burzy. Pragnę mieć obok kogoś, z kim można być uczciwym i spokojnym. Gdzie nikt nie manipuluje i nie gra uczuciami.
Po pięćdziesiątce romantyzm nie znika raczej dojrzewa. I może właśnie wtedy przychodzi prawdziwa szansa na miłość: bez złudzeń, ale z ciepłem.
