W klatce społecznych oczekiwań

zaslepieniobrazem.blogspot.com 1 godzina temu


Jest taka scena pod koniec filmu Drzwi (Doa, 1988, reż. Banmei Takahashi), dla której warto obejrzeć cały obraz. Istotna jest ona zarówno na płaszczyźnie formalnej, jak i znaczeniowej. Technicznie jest to interesująco sfilmowany mastershot, w którym kamera, zawieszona nad sufitem mieszkania, w jednym ujęciu pokazuje ucieczkę kobiety przed terroryzującym ją oprawcą. Przez około półtorej minuty bohaterowie, w ferworze walki, przemieszczają się po zamkniętej przestrzeni, konsekwentnie demolując każdy element otoczenia. Meble, przedmioty codziennego użytku, szyby, a choćby ściany niszczone są w demonicznej pogoni. Nie tylko fakt, iż jest to niezwykle przemyślana realizacyjnie scena, świadczy o jej wyjątkowości. Jej siła tkwi w symbolice, która ujawnia się w kontekście społecznym Japonii tamtego okresu. Połowa lat 80. to chwilowy okres wyjątkowego prosperity kraju. Ludzie się bogacą, dlatego stać ich na coraz więcej. Klasa średnia, do której należy główna bohaterka filmu, przeprowadza się do wielopiętrowych blokowisk. Teoretycznie - blisko drugiego człowieka (drzwi obok drzwi), praktycznie - każdy jest wyalienowany i egzystujący w osobnej "klatce".

Tytułowe Drzwi w tym ujęciu z jednej strony stają się bezpośrednią ochroną (przed oprawcą), z drugiej jednak są przyczyną całego dramatu (izolacji bohaterki od świata zewnętrznego). To one powodują bezpośredni uszczerbek na zdrowiu nachalnego domokrążcy (przycięcie palców), co jest jednak tylko pretekstem do skierowania przemocy w stronę pani domu. Dla napastnika kobieta nie tyle jest sprawczynią krzywdy (przycięte palce), na którą postanowił odpowiedzieć, ile raczej jej osoba ucieleśnia pragnienia, które w jego przypadku nie mogą być zaspokojone.

Domokrążca, przedstawiciel klasy pracowników z niepewnym zatrudnieniem, nie może konkurować z mężczyznami pracującymi na etacie w dużych firmach (takimi jak mąż bohaterki), szczególnie dynamicznie rozwijających się w owym okresie. Zazdrość oraz poczucie głębokiej niesprawiedliwości wybuchają, dodatkowo podsycone pragnieniem fizycznym. Kobieta jest dla mężczyzny niczym zdobycz, którą pragnie posiąść za wszelką cenę. o ile nie będzie mógł tego osiągnąć w sposób akceptowalny społecznie (flirt, randka), odwoła się do tego, w czym - jak sądzi, i co faktycznie okazuje się prawdą - ma nad kobietą przewagę: do przemocy fizycznej.

Po przeciwnej stronie barykady, za tytułowymi Drzwiami, znajduje się kobieta skazana, przez ówczesne społeczeństwo japońskie, na bycie ofiarą. Przypisana jej społecznie rola czyni z niej panią domu i strażniczkę rodziny - zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Męża, który w pracy spędza długie godziny, a nierzadko i całe dni, praktycznie nie ma w mieszkaniu. Żona sama zajmuje się całym domem oraz - co najważniejsze - wychowaniem dziecka. Nowoczesne blokowisko miało ułatwić rozwijającej się klasie średniej egzystencję, czyniąc ją bardziej komfortową (dobrze wyposażone mieszkania) i bezpieczniejszą (dużo ludzi skupionych w jednym miejscu gotowych pomóc). W praktyce jednak to nie działa. Nikt ze sobą nie rozmawia, każdy stroni od drugiego człowieka, zamykając oczy choćby na realne niebezpieczeństwo (sąsiadka bez żadnej reakcji zamyka się w mieszkaniu, widząc mężczyznę kopiącego w drzwi naprzeciwko).

Główna bohaterka skazana jest na los, z którym pokornie się godzi, bo tak rozpisane zostały role społeczne ówczesnej Japonii. I tutaj dochodzimy do kolejnego symbolicznego znaczenia drzwi, które nie są ochroną, ale stanowią przeszkodę - a bardziej barykadę - w dostaniu się do świata zewnętrznego. Kobieta, skupiona na swojej roli, coraz bardziej wyobcowuje się od tego, co na zewnątrz, co nie sprzyja tworzeniu więzi z jakąkolwiek grupą społeczną. Przykładem tego jest scena codziennego odprowadzania dziecka na przystanek autobusowy. W jednym miejscu zbiera się wiele kobiet, jednak nie rozmawiają ze sobą, ograniczając się jedynie do mechanicznej czynności przyprowadzania i odprowadzania potomstwa. Również na instytucje, które mają za zadanie pomagać (policję), bohaterka nie może liczyć. Zgłoszenie incydentu związanego z nękaniem spotyka się z obojętnością i bagatelizowaniem problemu, określanym jako przesada. Jak gdyby mówili: "Czego kobieto chcesz, przecież żyjesz w pożądanym przez innych luksusie".

To napięcie systemowe znajduje swoje ostateczne ujście w finale filmu. Oprawca bez życia leży na podłodze, w kałuży krwi. Bohaterka patrzy pustym wzrokiem na syna, który stoi nad ciałem agresora. Ciekawe, co kobieta dostrzega w oczach swojej latorośli. Czy zbawcę i obrońcę oraz strażnika ogniska domowego, a może przyszłego potencjalnego oprawcę kobiet podobnych do niej, które pozostawione zostały przez społeczeństwo na pastwę takich potworów? Sposób ukazania tej sceny (chłopak odwraca się w zwolnionym tempie w stronę matki, z góry na nią patrząc i zarzucając kij do bejsbola na ramię) zdaje się jasno sugerować, z którym z tych przypadków w przyszłości będziemy mieli do czynienia. Drzwi w reżyserii Banmei Takahashi to doskonały przykład na to, jak elementy kina gatunkowego (horror, thriller) wykorzystywane mogą być do krytyki współczesnego świata.

Idź do oryginalnego materiału