Sex sells
Gdyby chodziło tylko o niesforność, nikt by nic nie powiedział, ale rzecz ma dwa konteksty. Raz, iż wchodzi prosto w dyskurs o seksualizowaniu sportsmanek, które wciąż doświadczają nieprzyjemności, czy to ze strony fanów sportu, czy dziennikarzy, czy całego systemu, który prezentuje sport kobiet w sposób nieprzyzwoity. Sydney wchodzi więc ze swoim ciałem w przestrzeń, w której inne ciała próbują urządzić się wreszcie na swoich zasadach, i cofa wskazówki zegara. To jeden punkt widzenia. Sama aktorka odpowiedziała na Instagramie, wskazując na nagie sesje atletek i atletów. Ach, hipokryci o gołych zadkach, dlaczego jesteście strażnikami zadka mego? Cóż, może dlatego, iż różni się kontekst – co innego sesja wydobywająca piękno wysportowanego ciała, co innego używanie ciała i sportowych rekwizytów w reklamie.
Druga sprawa: co to adekwatnie za reklama. Sydney nie walczy jak gołe kobiety z reklam PETA o dobrostan zwierząt, nie protestuje nagą piersią przeciwko zbrodniczym reżimom, tylko reklamuje serwis bukmacherski, w którym sama ma udziały. Ta reklama nigdy nie była o sporcie, tylko o zakładach sportowych – nie opowiadała o sportowczyniach, ale pokazywała chłopom to, co lubią – cycki i hazard. Rzecz jest oczywiście prezentowana w ramach internetowej wojny kulturowej. W prawym narożniku – zdrowi mężczyźni, sól tej ziemi, co lubią swoje ciężarówki, czerwone czapeczki, piwko, meczyk i gołą babę w telewizorze. W lewym – wiadomo, płatki śniegu, woke feministki, purytańska lewica, co tak bardzo nienawidzi seksu, iż chciała zlikwidować kulturę gwałtu na kampusach.
Pułapka na chłopa
Zrobię więc psikusa i sięgnę po osobę, która na zwalczaniu woke lewicy i kampusowych płatków śniegu zrobiła wielką karierę. Psycholog społeczny Jonathan Haidt, autor takich pulpowych esejów jak „Rozpieszczony umysł. Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę” czy „Niespokojne pokolenie”, które tak nastraszyło Australijczyków, iż aż wyrzucili młodzież z internetu, opowiadał niedawno o swoim synu, którego uznał za uzależnionego od gier na komórkę (dowód – syn okazywał niezadowolenie, kiedy tata mu je zabierał). Otóż owe gry to dopiero pierwszy stopień do piekła – na wygłodniałych młodych chłopaków czyhają cyfrowe korporacje: „Wyobraź sobie tysiąc rybaków spuszczających wielkie haczyki. Twój chłopiec siedzi na dnie oceanu, a wszystkie te haczyki mają najbardziej niesamowite przynęty, jakie można sobie wyobrazić. Wszyscy próbują sprawić, żeby chłopiec połknął haczyk – i tak wygląda całe jego dzieciństwo” – perorował Haidt w podkaście Mel Robbins.
„Zaczyna się od gier, potem są krótkie filmiki i memy, kiedy jest trochę starszy – pornografia, a później zakłady sportowe. Mój Boże. Układ dopaminowy chłopców jest wystawiony na odstrzał. Firmy wysyłają całe floty rybackie, żeby wyssać z nich całą dopaminę” – dodaje. Od tego chłopcy gnuśnieją. Proszę bardzo, porno i hazard; oto krytyka poczynań Sydney Sweeney prosto od gościa, który załatwił nam zakaz komórek w szkołach, a nie jakiejś feministki czy lewaka.
Koniec zmysłowości?
Sprawa jest polityczna, bo Sydney Sweeney uchodzi za kogoś, kto puszcza oczko do prawicy. Jak w niesławnej reklamie dżinsów marki American Eagle, w której pojawiła się gra słów „dobre dżinsy / dobre geny”. choćby jeżeli reklama nie miała intencji rasistowskich, to rasistowscy fani aktorki (raczej jej ciała niż filmografii – nie chciało im się iść na film, w którym zagrała bokserkę wbrew swojemu emploi) doskonale to hasło przyjęli.
Skoro przytoczyłem pana Haidta zatroskanego grami i pornografią, na drugą nóżkę warto byłoby wrzucić jakąś feministkę z TikToka. „Dziwne w tych superseksualnych reklamach Sydney Sweeney jest dla mnie to, iż ona pozwala seksualizować się do granic możliwości, a jednocześnie nie ma w niej za grosz zmysłowości. Może być opalona, naga, wysmarowana olejkiem przed kamerą, a i tak emanuje seksualną energią otwieracza do konserw. W jej oczach nie ma żadnego światła. Wygłasza z kamienną twarzą jakiś niepokojący, wygenerowany przez AI tekst, będący po prostu zlepkiem słów bez sensu” – opowiada tiktokerka @ickybelle. „Wszystko jest bardzo kliniczne, nie ma w tym niczego ciepłego, żywego. Jakbyśmy nie potrafili już choćby porządnie sprzedawać seksu. Jakbyśmy nie potrafili już choćby porządnie być obleśnymi szowinistycznymi świniami. Przy tym nowym pokoleniu reklamodawców spod znaku AI i Cybertrucka jest trochę tak, jakbyśmy pozwolili sprzedawać seks ludziom, którzy seksu nienawidzą”.
Onaniści i hazardziści
„Dziewczyny, Sydney Sweeney skierowała swoją reklamę do przeciętnego faceta: koniarza, hazardzisty i kogoś reagującego na najbardziej podstawowe instynkty. Jej odbiorcami są typowi kolesie, którzy uważają kobietę po 25. roku życia za starą, rzucają obrzydliwe komentarze, a potem obrażają się, kiedy im to wytkniesz; aktywni konsumenci porno. Do nich chciała dotrzeć i jej się udało” – to z kolei głos Glorii z platformy X.
Trzeba założyć, iż Sydney Sweeney nie jest głupia i wie, co robi. Można używać seksapilu w sposób subwersywny i ironiczny, jak piosenkarka Sabrina Carpenter, której cały przekaz do mężczyzn to „nie dla psa kiełbasa”, można też korzystać ze swojego ciała tak, żeby tych prosiaczków wydoić. I to jest najwyraźniej strategia Sweeney. Cóż, parę lat temu dostałaby hashtag #girlboss, a dziś – internetową awanturę. Może to jakiś odruch obronny przed szowinizmem, którego doświadcza ze strony kinomanów, traktujących ją tak, jak traktowali każdą młodą aktorkę (wystarczy wspomnieć sposób, w jaki pisano o Kristen Stewart). Sweeney kilka dni temu skończyła 29 lat, może próbuje umościć się w tym męskim świecie, a może po prostu daję jej za duży kredyt zaufania, bo nie ufam blondynkom, kiedy udają głupsze, niż są w rzeczywistości.












