W Cannes go nie chcieli, w Wenecji dali Złotego Lwa. To się obraził

film.interia.pl 2 miesięcy temu
Zdjęcie: materiały prasowe


16 stycznia 2026 roku do polskich kin wejdzie "Father Mother Sister Brother", najnowszy film Jima Jarmuscha. Reżyser otrzymał za niego Złotego Lwa podczas festiwalu w Wenecji. Jednak na początku 2025 roku spodziewano się, iż film zadebiutuje w Cannes. Jarmusch nie ukrywa, iż decyzja o nieprzyjęciu jego filmu do Konkursu Głównego wydarzenia bardzo go zabolała.


Jarmusch był od lat związany z festiwalem w Cannes, a jego kolejne filmy zawsze były pokazywane w ramach tamtejszego Konkursu Głównego. Jeszcze na chwilę przed ogłoszeniem programu 78. edycji wydarzenia z 2025 roku "Variety" podało, iż Jarmusch ma pewne miejsce w najważniejszej sekcji. Fakt, iż reżyser był nieobecny na Lazurowym Wybrzeżu, był ogromnym szokiem dla środowiska filmowego.


Jim Jarmusch obrażony na władze festiwalu w Cannes


Jarmusch odniósł się do sytuacji w rozmowie z "IndieWire". "Zgłosiłem [‘Father Mother Sister Brother’] do Cannes i usłyszałem, iż film nie został wybrany do Konkursu Głównego. Zaproponowali, iż puszczą go w innej sekcji. Odpowiedziałem, iż to mój pierwszy film od pięciu lat. Byłem w Cannes wiele razy. Taka decyzja nie jest wobec mnie odpowiednia" – mówił reżyser.Reklama


Tłumaczył, iż nie chodzi mu jednak o nagrody. "Konkurs Główny w Cannes jest dla mnie istotny nie z powodu rywalizacji. Po prostu zwiększa prestiż premiery mojego filmu, dzięki temu mogę spłacić inwestorów i nakręcić nowy film. Nigdy nie chodziło mi o nagrody" – tłumaczył.
"Powiedziałem więc Thierryemu Frémaux [dyrektorowi artystycznemu festiwalu w Cannes], iż przykro mi, ale nie, nie sądzę, żebym pokazał mój film w Cannes. I następnego dnia zgłosiłem go [do Konkursu Głównego] festiwalu w Wenecji. […] To była dobra decyzja. W pewnym sensie jestem wdzięczny [Frémaux], bo pojechałem do Wenecji [we wrześniu], a festiwal w Cannes odbywa się w maju. Więc zaszyłem się wtedy w moim domu w górach Catskill i w miesiąc napisałem nowy scenariusz. Zamiast jechać na festiwal, pracowałem nad nowym filmem" – zdradził.
Jarmusch nie ukrywał, iż wciąż ma urazę do władz francuskiego festiwalu. "Teraz nie chcę już wracać do Cannes. Gdy [w Wenecji] dziękowałem za nagrodę [...] ktoś ze zgromadzonych na sali krzyknął: ‘Jim, wiesz, iż cię kochamy’. I wiesz co? Wszyscy zaczęli bić brawo. Okazali mi prawdziwą, szczerą miłość. To nie było dwa tysiące fryzjerów z L’Oréal w Cannes. To było coś prawdziwego. Naprawdę mnie to poruszyło. Nigdy czegoś takiego nie czułem" – wyjawił. Mocne słowa o publiczności festiwalu w Cannes mogą być zaskakujące. Wygląda na to, iż mimo sukcesu w Wenecji decyzja Frémaux jest dla Jarmuscha wciąż bardzo bolesna.


"Father Mother Sister Brother". Kontrowersyjny Złoty Lew w Wenecji


Wygrana "Father Mother Sister Brother" w Wenecji była o tyle zaskakująca, iż po pierwszych pokazach przeważały negatywne recenzje. Krytyczka Małgorzata Steciak oceniła decyzję jury pod przewodnictwem Alexandra Payne’a jako "zachowawczą, bezpieczną i rozczarowującą". "Ogromnie szkoda, iż jury nie doceniło bardziej oryginalnych reżyserskich głosów" – stwierdziła. Innego zdania był Kuba Armata, który w recenzji dla Interii opisał film Jarmuscha jako "głęboko poruszający, mimo nieprzyzwoicie prostej struktury".
Idź do oryginalnego materiału