UTWORY DRAMATYCZNE • 1766 / 3

osme-pietro.pl 2 godzin temu
SCENA 4

(ta sama karczma, prawie to samo towarzystwo, prawie te same problemy)

NARRATOR
„Ludzie, ludzie,
jak ten czas leci,
to nie do wiary wprost!
Tak niedawno
jeszcze my dzieci,
a już się srebrzy włos...”
REŻYSER
No i mamy już rok 1768... Jak to, powiecie, przecież dopiero co mieliśmy rok 1766... Gdzież to nam uciekł 67? Oto zagadka!
KSIĄŻĘ
Mnie się w ogóle czas jakoś tak...skraca...
NARRATOR
Jak się nie wstaje od zielonego stolika, to tak się ma. „I dzień, i noc, i nowy wschód
przechodzą bez odmiany...”
KSIĄŻĘ
No taki jak coś powie... Co miałem robić? Żona rodziła... Czas stresujący był, bo na coś się zanosiło... i w ogóle lepiej było od tego stolika się nie ruszać, bo jak przyjechałem do Kolbuszowy, to mnie boleści wzięły z samego widoku. Przecież wiesz żem, chociaż to maj, przez tydzień w łożu chorzał.
NARRATOR
Ale podobno na dobre to wyszło, bo się książę pan z Jakubem Bronickim spotkał, a w innej porze by księcia nie zastał...
KSIĄŻĘ (z patosem)
Bronicki rozpalił w duszy mej zarzewie, które ją oświeciło. Otworzył mi oczy i od tej godziny przysiągłem mojej nieszczęsnej Ojczyźnie dozgonną wierność!
DRAGON
Boże uchowaj od takich przysiąg!
KSIĄŻĘ (zdziwiony)
Czemuż to niby żołnierzu?
DRAGON
Bo przez nie my wszyscy w tarapaty popadli. Miasto zmarniało. Pałac spalili. A co ludzi poginęło, to lepiej nie wspominać.
KSIĄŻĘ
Mon Dieu! Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, nieprawdaż?
DRAGON
Kolbuszowska chorągiew to byli: oficjaliści, milicja nadworna, kapela, pajucy, masztalerze, lokaje, strzelcy i woźni. Nie żadni drwale, a sześciuset niezwyczajnych do walki, no i porąbali ich Rosjanie pod Rzemieniem, iż hej!
KSIĄŻĘ
Pierwej jednak zwyciężyliśmy pod Pobitnem, tak iż aż nazwa pokotu przetrwała!
DRAGON
I to było jedno zwycięstwo jaśniepanie. Jedyne.
KSIĄŻĘ (trochę jakby od rzeczy)
I 30 dział swoich dałem...
NARRATOR (z ironiczną emfazą)
„Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie; Ja z synowcem na czele, i - jakoś to będzie !"
SCENARZYSTA
Tak, z tym, iż jest kilka możliwości rozwoju akcji, ale - każda mało zabawna.
PRODUCENT
Musi być (pip!) zabawnie, bo smętów nikt już nie trawi.
SCENARZYSTA
Ale jak się śmiać, kiedy nie ma z czego?
PRODUCENT
Widz (pip!) lubi się śmiać z byle czego. Rozwali się. Popcorn wtranżala, jak gawron dżdżownice i chichra z kłopotów bohatera. Bo on by przecież wszystko lepiej i mądrzej zorganizował. Tak mu się (pip!) wydaje.
SCENARZYSTA
Bać się też lubi. Ja to bym bardziej w opowieść gotycką poszedł. Groźnie, strasznie i magicznie...
PRODUCENT
Nooo, a w chałupie u gostka cieplutko, grzaniec grzeje, ze łba paruje ... Dobre. A najlepiej i to, to i tamto. Groźnie i śmiesznie, a przede wszystkim (pip!) magicznie musi być. Tak. Taki - nowoczesny klimat średniowieczny. Pokażesz paralelę między tamtym i naszym czasem. Uwspółcześnisz. Kumasz?
SCENARZYSTA
No OK. Trzeba tylko parę lat w przód przerzucić, bo lepiej się opowiada o zdarzeniach niż się je przewiduje, czy komentuje.
PRODUCENT
Twoja sprawa... magiku! Ja jestem zwykły mugol. Wiesz, popcorn, browar i te rzeczy.
KSIĄŻĘ
W co wy mnie wrabiacie? Ja już nie mam pewności czy chcę w to grać dalej.
PRODUCENT (twardo)
Jaśnie oświecony ma tu najmniej do powiedzenia. Książę - to już czas dokonany. Zupełnie przeszły. Ale jak my księciu opowiemy wszystko co o nim wiemy, to dopiero się (pip!) zdziwi i wymięknie; a smród pozostanie, bo smród jest najtrwalszy. Więc niech (pip!) milczy i grzecznie celebruje... Co mu zresztą najlepiej wychodzi.
SCENARZYSTA
Dobra. Hop! Jedziemy plaesse .
REŻYSER
Rok 1766...Klaps!
(klaps)
NARRATOR
Jest rok 1809... Budzi się wieś: koguty pieją, skrzypią wrzeciądze, konisie parskają, świniaki kwiczą, bo nie wydojone...
( w tle słychać powyższe dźwięki )
PRODUCENT
Alee poszłooo (pip!) w przyszłość!
KSIĄŻĘ (wyraźnie starczym już głosem)
Przeszło. Wszystko przeszło... (wzdycha) A z tym Bronickim to przyszło prawdziwe nieszczęście... Taak... A potem Anetka mi się zgubiła...
SCENARZYSTA
Rozwiodła się, czemu wcale się nie dziwię.
KSIĄŻĘ
Tak, teraz wszystko na mnie...
SCENARZYSTA
Co się zasiało, to się zbiera...
REŻYSER
Do rzeczy. Ruchy. Ruchy!
NARRATOR
Jasna cholera! - DZIEŃ DOBRY kochani!
PRODUCENT
Pomieszanie z poplątaniem... ale takie nasze, (pip!) swojskie...
REŻYSER
Bo to Polska właśnie.
( przerywnik dźwiękowy)

SCENA 5
(Kroki w pustej sali, szuranie odsuwanego krzesła, krzesanie ognia, ciężkie westchnienie i skrzyp pióra po papierze...)

KSIĄŻĘ (pisząc powtarza)
Ja, Jerzy Marcin, książę Lubomirski herbu Szreniawa, syn księcia Antoniego Benedykta, generał wojsk koronnych..., arystokrata o krwi starożytnej i bandyta poszukiwany listem gończym...( plaśnięcie dłonią w blat biurka z wściekłością i zgrozą ) BANDYTA! (chwila ciszy zakończona ciężkim westchnieniem)...zasiadam oto do spisania mych dziejów..., które odznaczyły się wieloma dziwnymi przypadkami i przygodami... Ha! Dość tu wspomnieć, iż byłem choćby frankistą!... ( z odcieniem dumy) Taak... ( po przerwie ) Cóż życie moje dobiega końca ponieważ doszedłem już do lat siedemdziesięciu... sie-dem-dzie-się-ciu... jednakowoż na umyśle stale jestem przytomny, za to na zdrowiu ciała szwankuję... Tu mi chrzęści, tam skrzypi, ówdzie boli... (mruczy) Ogólnie się sypię... Najwyższa więc pora, by zebrać w jedną całość co się da z mego skromnego życia, żeby samemu je pojąć, jako też i wrogom moim...wrogom moim... przeszkodzić w późniejszym oczernianiu mego konterfektu. Tuszę, iż temu podołam, jako i podołałem wszystkim wcześniejszym przeciwnościom... Wielu miałem wrogów, ale i wielu mnie kochało, a to szczególnie pięknych kobiet, do których zawsze niesłychaną rewerencję i upodobanie odczuwałem... - Ileż ich było i która najważniejsza? ( stuka palcami w biurko; w tle dziewczęcy chichot, który w tej scenie jeszcze potem pojawia się niekiedy jako swoisty komentarz do wypowiedzi bohaterek). - Kto wie?
( słychać głosy jakby z oddalenia i może z efektem przydźwięku, czy echa )
ANETKA (władczo)
Mój ci on jest mąż, z lochów Budy wydarty! Dziecię mu dałam. Urodziłam Franciszkę Łucję, za którą przepadał... der Wahn ist kurz, die Reu ist lang ( szaleństwo trwa krótko, żal długo), niestety... alte Liebe rostet nicht .
REŻYSER
Czego nie tłumaczysz tłumoku?
SCENARZYSTA
Do mnie pijesz? Trzeba się było uczyć... Ja jestem od...
REŻYSER
Odpuść sobie poezję i do roboty!
SCENARZYSTA (tu ze złością, ale potem już tłumaczy beznamiętnie, mechanicznie)
Ostatnie było, iż stara miłość nie rdzewieje.
KSIĄŻĘ
Taak... Anetka Hadikówna! Tej wiele zawdzięczam...
ANNA (cichutko)
A ja? Pierwszą mu byłam...
KSIĄŻĘ (z uniesieniem)
Anusia Wyleżyńska! Kochanie ty moje!... Jakżebym zapomniał? Omalże nie umarła z miłości do mnie. Wolała iść do klasztoru niźli mi zaszkodzić. Delikatność we wszystkim i wielkie serce!
ANETKA
Viel Geschrei und wenig Wolle
SCENARZYSTA
Dużo krzyku, a wełny mało; po polsku: z wielkiej chmury mały deszcz.
ANETKA (z przekonaniem)
Mnie umiłował prawdziwie.
ANNA (z lekkim żalem)
Fortes fortuna adiuvat
SCENARZYSTA
Szczęście sprzyja śmiałym. (półgębkiem) Sie wie.
HONORATA
Mon Dieu! Nie zawsze... Ja mu urodziłam syna i cóż stąd? (po chwili wzruszona) Staś umarł, a mąż odszedł uwiedziony złudą...
KSIĄŻĘ (z wyrzutem)
Ty też mnie odeszłaś Honorato.
HONORATA (potakująco)
Ja także. Wiek nasz osiemnasty, to czas taki, iż każdego uwodził... Zwodził... Fantasmagorią... Utopią...Teatrem... Każdy – każdego... „Ecrasons I`infame!” ( zmiażdżmy co nikczemne) wołał Voltaire i entre nous ( między nami mówiąc ) coraz bardziej grzązł w drobnych przyjemnościach...
KSIĄŻĘ (z uniesieniem)
TEATR. Ach, TEATR! On jeden jest prawdziwy!
ANNA
Jakże tak można? Trzeba się przeciwiać baśniom.
HONORATA (rozdrażnieniem, ale i pewną pogardą)
Tyś żyła w klasztorze, daleko od świata. Cóż ty możesz wiedzieć o fantazjach życia? Wierz mi mamy z tym embarras de richesse.
SCENARZYSTA
Kłopot z powodu nadmiaru.
ANNA
Toć to bańki mydlane... Memento mori!
SCENARZYSTA
Pamiętaj, iż kojfniesz.
ANETKA
Całkiem nawiedzona! Każdy patrzy przez własne okulary. Sądzi według siebie.
SCENARZYSTA
W tłumaczeniu: Jeder sieht durch seine eigene Brille (reflektując się ) Noż, kurde...
ANNA (zdumiona)
Chcecie wiecznie się bawić?
HONORATA
A choćby i nawet, cóż w tym niegodziwego?
ANNA
Pustka i głupota.
HONORATA
Fi done!
SCENARZYSTA
Nieładnie! - A pewnie, iż nieładnie. Żyj i daj żyć innym. Nie?
ANNA
I co wam z tego przyszło? - Nicość i rozpacz...
KSIĄŻĘ
Ech, wielem zawinił!
ANETKA (tłumiąc śmiech)
Il diavolo invecchiando si fa frate.
REŻYSER
Włoski?! choćby włoskiś wtranżolił? To dziś strasznie niszowy język. Da się to przetłumaczyć?
SCENARZYSTA
Pewnie, iż da! To leci: Gdy się diabeł starzeje, staje się mnichem.
TEKLA (ze smutkiem)
Próżna nadzieja, żeby on choćby teraz się odmienił.
KSIĄŻĘ (obrusza się)
Co też wy mi tutaj? Jakim znowuż mnichem?!
TEKLA (gorzko)
A nie mówiłam? Zbudziła się w nim refleksja, ale zaraz ponownie zasnęła.
TURSKI (z przekąsem)
Ojcem Jureczkiem z konwentu Ponińskich.
KSIĄŻĘ (z rozwagą)
Moje panie; mości kapitanie Turski... - Rzec mogę, żem nagrzeszył i na męki piekielne zasłużył, ale także w Pana Boga i Jego miłosierdzie wierzę. Często głupi byłem i źle sobie poczynałem, ale przecie w końcu oczy mi się otworzyły i trochę dobrego na tym świecie uczyniłem...
REŻYSER (półgłosem)
Kto to jest ten Turski?
SCENARZYSTA
Taki tam jeden tutumfacki jaśnie oświeconego. Nawiasem mówiąc całkiem normalny w jego popapranym świecie.
NARRATOR (podśpiewuje)
„Nigdy z królami nie będziem w aliansach
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi
Bo u Chrystusa my na ordynansach
Słudzy Maryi...”
(szczęk szabel, kwik koni, dźwięki potyczki)
ANETKA (wybucha śmiechem)
Oj tam! Oj tam! Aberracja... (odchylenie od normy)
KSIĄŻĘ (jak wystraszone dziecko)
No co? No...co?
ANETKA (twardo)
Unmyglich! (niemożliwe, nieprawdopodobne) Domorosły Machiavelli się nam objawił! – Na ja (no cóż) - Ja też ten czas pamiętam hipokryto... Żeby rzec ściślej, ugiąłeś się może nie przed królami, ale przed pieniędzmi na pewno. Też i bohaterstwo twoje było byle jakie, żeby nie mówić, iż sprzeczne z rycerskim. A religijność? Mein Gott! Mam przypomnieć jak opuszczałeś chyłkiem Jasną Górę? Albo też Kraków, dokładnie nie pomnę, ale pamiętam żeś czas przegrał w karty!... I to pamiętam, iż to co robiłeś nijak się miało do praw dekalogu. Wiem i boleję, bo brałam w tym udział ( z mocą) - Ale z miłości! Ty z wyrachowania, jak mniemam teraz...
- I – zmarnowałeś mi moją Kolbuszowę! A ona dla mnie była ważnym miejscem, choć przecie z gruntu obcym... Drogi był mi tu choćby ten skromny dwór pachnący modrzewiem... Lubiłam nasz ogród włoski i winnicę, a także polowania z chartami w Zwierzyńcu pod Werynią... Iluminacje, fajerwerki przy muzyce wiolin...Tu wszystko było cokolwiek spóźnione i na miarę ubiegłowiecznego Jasia, karzełka Sanguszków... Ale nie miałam o to pretensji, bo to przecie nie Schonbrunn, albo i choćby nie Kurim... Zresztą rozpierała mnie wtedy miłość do ciebie i córki, i kilka ponad nią było mi potrzeba... (smutno) Wie gewonnen, so zerronnen...
SCENARZYSTA (tłumaczy mechanicznie)
Jak zdobyte tak roztrwonione.
ANETKA
Potem było znacznie gorzej, a od czasu rozwodu w 1777 roku nic mnie już w pełni nie potrafiło zadowolić, choć bywałam często w Warszawie... Tu w Kolbuszowie każdy kamień był mi droższy niźli w rodzinnej Budzie... Potem wszystko się rozmyło w ulotnościach chwil - i tylko wspomnienia wciąż mnie oblepiają... (niepewnie) Tyś też mnie kochał?
ZOFKA
Akurat tam! (chichocze) Ja to dopiero byłam ktoś! Choć tylko dwórka jaśnie pani na Kurimie. (przekornie) A jakże – tylko. (chichocze) Och jak ona się na mnie wydzierała! Trzaskała mnie rękawiczką po gębie. Cóż stąd? Mnie się do dzisiaj dobrze żyje, a ona ciągle nieszczęśliwa, chociaż się choćby i z królem puszczała... (chichot oddala się i zamiera w tle).
WILHELMINA
Posąg komandora już czeka za drzwiami. I to niejeden...Boisz się Marcinie?
KSIĄŻĘ (niepewnie i płaczliwie)
No ale gdzieś przecież coś zrobiłem dobrze...?
SCENARZYSTA (z niesmakiem)
Całkiem go opuścił arystokratyczny dystans.
PRODUCENT
No (pip!) załamka rzewna.

Statystyki: autor: Ryszard Sziler — 26 lip 2026, 05:34


Idź do oryginalnego materiału