Uszy szeroko otwarte

kulturaupodstaw.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: fot. z archiwum prywatnego


Sebastian Gabryel: Gabriela, tegoroczne stypendium – podobnie jak to przyznane Ci dwa lata temu – przeznaczysz na opłacenie czesnego w Royal College of Music w Londynie. Co tak naprawdę daje Ci dziś RCM – tak renomowane miejsce – poza samymi lekcjami skrzypiec?

Gabriela Balcerek: Royal College of Music to zdecydowanie wspaniałe miejsce na muzycznej mapie świata. Mogę się tam nie tylko uczyć, czerpać wiedzę od wspaniałych profesorów i rozwijać się jako solistka, ale też poznawać niezwykle inspirujących muzyków z całego świata. RCM to miejsce otwarte na nasze nowe pomysły, które jednoczy ludzi wywodzących się z bardzo różnych kultur muzycznych. kooperacja z nimi jest niezwykłym doświadczeniem – pozwala nam stworzyć coś niepowtarzalnego, czego wcześniej jeszcze nie było.

Uczelnia ma bardzo indywidualne podejście do każdego studenta, a każdy z nas może wnieść w jej życie muzyczne cząstkę siebie. Możemy odnaleźć tutaj własny, autentyczny głos artystyczny, a łącząc go z językami muzycznymi innych studentów, stworzyć coś naprawdę unikatowego.

Sam Londyn jest miastem pełnym muzyki i możliwości koncertowych. Dzięki temu miałam okazję zdobywać doświadczenie, występując w wielu słynnych miejscach, takich jak choćby Pałac Westminsterski.

Jestem niezwykle wdzięczna za otrzymane stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego, za pomocą którego mogę się rozwijać, koncertować i spełniać marzenia w tak wspaniałym miejscu.

SG: Twoja edukacja prowadziła z Ostrowa przez Poznań i Wiedeń do Londynu, a w tej chwili w RCM kształcisz się pod kierunkiem Emily Sun. Im więcej spotyka się pedagogów i różnych sposobów myślenia o skrzypcach, tym łatwiej odnaleźć własne odpowiedzi czy przeciwnie – pojawia się jeszcze więcej pytań?

GB: Przez długi czas myślałam, iż poszukuję miejsca, w którym będę mogła nauczyć się tej jednej, prawdziwej i idealnej techniki. Jednak im więcej profesorów spotykałam, im więcej poznawałam sposobów gry, tym więcej pojawiało się pytań. A one prowadziły do kolejnych, szczególnie gdy opinie i sugestie pedagogów wzajemnie się wykluczały. Teraz myślę, iż chodzi o coś zupełnie innego.

Gabriela Balcerek, fot. Ethan Lieber

Gra na instrumencie jest niezwykle osobista. Każdy z nas jest inaczej zbudowany fizycznie, każdy ma też inny instrument, o odmiennych możliwościach i wymaganiach. Dlatego technika gry również będzie dla wszystkich nieco inna. Chodzi zatem o znalezienie takiej techniki, która odpowiada zarówno naszym potrzebom, jak i potrzebom instrumentu. Wymaga to bardzo uważnego słuchania, a w moim przypadku również długiej drogi dedukcji oraz prób i błędów.

Nauka w różnych środowiskach umożliwiła mi poznanie wielu metod. Każdy profesor przekazał mi cenne lekcje i wskazówki. Wszystkie te doświadczenia są narzędziami, które pomagają znaleźć własny złoty środek.

Myślę jednak, iż nauka nigdy się nie kończy. Przez całe życie będziemy odkrywać nowe rozwiązania. Ważne, by zawsze mieć uszy szeroko otwarte i uważnie obserwować, jak reagują nasze ciało i instrument. Mam wielkie szczęście, iż w tej chwili mogę uczyć się u profesor Emily Sun, która uświadomiła mi, jak bardzo indywidualna jest gra na instrumencie.

SG: Masz za sobą dziesiątki konkursów skrzypcowych i przez wiele lat były one bardzo ważnym elementem twojego muzycznego życia. Zastanawiam się, czy przychodzi taki moment, kiedy muzyk musi trochę „wyrosnąć” z grania pod ocenę jury?

GB: Myślę, iż coś w tym jest! Chyba rzeczywiście przychodzi taki moment, w którym możemy sobie uświadomić – tak jak stało się to w moim przypadku – iż konkursy w żadnym stopniu nie odzwierciedlają tego, kim jesteśmy jako wykonawcy. Mają swoje określone wymagania, które nie zawsze dają poczucie wolności czy możliwość przekazania części siebie.

Są też zupełnie subiektywne, ponieważ opierają się na indywidualnych ocenach jurorów. Oczywiście sukcesy konkursowe bywają przydatne w życiorysie artystycznym muzyka, choć nie są konieczne do jego rozwoju. W tym roku planuję jednak powrót do wielu konkursów, by ponownie stawić czoła ich wymaganiom! (śmiech)

SG: Dziesięć lat temu, dzięki stypendium „Młoda Polska”, mogłaś kupić francuskie skrzypce Émile’a Mennessona z 1875 roku. przez cały czas na nich grasz? Spotkałem się nieraz z opinią, iż po wielu latach instrument i muzyk w pewnym sensie uczą się siebie nawzajem. Jest w tym z twojej perspektywy trochę prawdy?

GB: Tak, już od dziesięciu lat gram na tym wspaniałym instrumencie, choć nasza wieloletnia droga i „relacja” bywały czasem całkiem burzliwe! (śmiech) Moje francuskie skrzypce są bardzo wymagające i czasem trudne do okiełznania. Zajęło mi wiele czasu, by je odkryć i zrozumieć, a także – jak już wspomniałam wcześniej – znaleźć technikę, która będzie z nimi kompatybilna, pozwoli zniwelować pewne niedoskonałości i wydobyć z instrumentu to, co najlepsze.

Kilka razy na chwilę zmieniałam skrzypce, ale prędzej czy później zawsze wracałam do swoich. Jest w nich coś wyjątkowego. Mają bardzo szlachetną, ciemną barwę. Choć są wymagające i odpowiadają na grę dosyć „wolno”, zdecydowanie są warte każdego wysiłku.

W ubiegłym roku, w semestrze letnim, spotkał mnie wielki zaszczyt – na jeden koncert wypożyczono mi instrument wykonany przez jednego z najwybitniejszych lutników w historii. Były to włoskie skrzypce „Santa Teresa”, zbudowane przez Andreę Guarneriego w Cremonie w 1683 roku. Grali na nich między innymi Giuseppe Tartini, Camillo Sivori oraz Henryk Szeryng. Było to dla mnie niezwykle wzruszające doświadczenie.

Mogłam zagrać na instrumencie o tak wyjątkowej przeszłości i wartości historycznej, związanym z nazwiskami wielkich skrzypków. Jednak skrzypce same nie grają. Każdy instrument ma swoje mocne i słabsze strony. Bardzo ważne jest, by je rozpoznać i sprostać jego wymaganiom. Tak, zdecydowanie myślę, iż przez te wszystkie lata nauczyliśmy się siebie nawzajem. Nie wymieniłabym swoich skrzypiec na żadne inne.

SG: W Royal College of Music powstał również Sylva Quartet, który współtworzysz. To interesująca zmiana perspektywy dla osoby przez lata funkcjonującej przede wszystkim jako solistka – w kwartecie równie ważne jak własny głos jest przecież słuchanie pozostałych trzech osób. Czego kameralistyka nauczyła cię o graniu i o samej sobie jako muzyczce?

GB: Gra w zespole kameralnym jest zdecydowanie zupełnie innym wyzwaniem niż występy solistyczne. To doświadczenie pomaga spojrzeć na muzykę z innej perspektywy, a czasem choćby wywrócić wszystko do góry nogami! (śmiech) Umiejętność słuchania i słyszenia innych bardziej niż samej siebie jest dla mnie w kameralistyce niezbędna. Podobnie jak znajomość partii pozostałych instrumentów – równie dobra jak własnej – oraz rozumienie zapisu, harmonii i kierunku, w którym prowadzone są poszczególne głosy.

Gabriela Balcerek, fot. prywatne archiwum Gabrieli Balcerek

Czasem myślę, iż muzyka kameralna jest jak domino. Ruch jednego głosu wywołuje ruch kolejnych, podążających w tym samym kierunku. Dlatego tak ważna jest umiejętność wzajemnego słuchania i szybkiego reagowania na to, co słyszymy. W danym momencie możemy wybrać bardzo wiele różnych kierunków i interpretacji utworu, ale będzie to przekonujące tylko wtedy, gdy wszyscy razem podążymy w tę samą stronę.

To wspaniałe uczucie, kiedy wychodzisz na scenę z osobami, z którymi rozumiesz się w muzyce bez słów. Wszyscy sobie ufacie i wiecie, iż podczas koncertu wspólnie obierzecie ten sam muzyczny kierunek, który zaprowadzi was w to samo miejsce.

W ostatnich miesiącach nasza muzyczna relacja w Sylva Quartet bardzo się umocniła dzięki licznym koncertom na północy Anglii i w Londynie. Występowałyśmy między innymi w Pałacu Westminsterskim podczas wieczoru z okazji Dnia Kobiet, a także przy Downing Street 10, gdzie miałyśmy okazję zagrać dla ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera i jego gościa.

SG: Z Sylva Quartet pracowałyście również nad nagraniem nowego utworu Mike’a Bryanta. Kontakt z żyjącym kompozytorem daje możliwość, której przy Chopinie, Bacewicz czy Mendelssohnie już nie mamy – można zapytać autora, co adekwatnie miał na myśli, a czasem prawdopodobnie także coś mu zaproponować. Lubisz takie sytuacje? Ile miejsca na własną interpretację zostaje, kiedy twórca utworu może siedzieć obok i wszystkiego słuchać? (śmiech)

GB: Tak, zdecydowanie! Możliwość osobistego poznania kompozytora jest wielkim skarbem. Od razu łatwiej zrozumieć utwór, kiedy wiemy bezpośrednio od jego twórcy, co chciał przekazać, co było impulsem do powstania kompozycji, w jakich okolicznościach powstała i na jakim etapie życia kompozytora.

Mike jest bardzo serdeczną osobą i chętnie podzielił się z nami wieloma historiami ze swojego życia. Sprawiły one, iż spojrzałyśmy na jego kompozycję zupełnie inaczej niż przed poznaniem autora, kiedy widziałyśmy ją jedynie jako czarno-biały zapis nutowy.

Mike jest saksofonistą, więc obdarzył nas zaufaniem i był otwarty na nasze drobne sugestie dotyczące możliwości instrumentów smyczkowych oraz niewielkich korekt w utworze. Naszym priorytetem było jednak przede wszystkim ożywienie jego kompozycji i stanie się narzędziem, za pomocą którego wiele osób będzie mogło usłyszeć to, co Mike Bryant chciał przekazać swoją muzyką.

SG: Na wydanej w ubiegłym roku płycie „Love’s Joy” spotykają się Zarzycki, Chopin, de Falla, Czajkowski, Bartók, Kreisler, Dvořák, Fauré, Wieniawski, Bacewicz, Morricone czy Monti – repertuar z różnych epok i światów. Co było kluczem do ułożenia właśnie takiej płyty? Tytuł podpowiada mi, iż ważniejsza od jednej stylistycznej osi mogła być po prostu euforia z grania konkretnych utworów. Dobrze to odczytuję?

GB: Nasza pierwsza płyta, którą nagraliśmy z orkiestrą Sinfonia Viva pod batutą maestro Tomasza Radziwonowicza, zawiera 14 miniatur – przebojów muzyki skrzypcowej. Chcieliśmy, by drugi album był kontynuacją pierwszego. Wspólnie z maestro Radziwonowiczem stworzyliśmy listę naszych ulubionych kompozycji, a w moim przypadku również utworów szczególnie bliskich mojej rodzinie.

Gabriela Balcerek, fot. prywatne archiwum Gabrieli Balcerek

Ten album zadedykowałam wszystkim moim bliskim. Jest podziękowaniem dla nich i pewnego rodzaju „wyznaniem miłosnym” wyrażonym dźwiękami. To jedno ze znaczeń jego tytułu. Choć nie wszystkie kompozycje pochodzą z epoki romantyzmu, mają w sobie romantyczne brzmienie. Są przepełnione barwnymi motywami melodycznymi i pozwalają wydobyć niezwykle różnorodne emocje – od ogromnej euforii aż po skrajne cierpienie.

Wszystkie te uczucia, które towarzyszą miłości, można odnaleźć podczas słuchania tej płyty. Wspaniałe aranżacje Tomasza Radziwonowicza nadały poszczególnym utworom jeszcze bardziej wyjątkowy charakter.

Praca nad drugim albumem, ponowne spotkanie z maestro Radziwonowiczem i Sinfonią Vivą, a także nagrania w pięknej, wyjątkowej bazylice na Świętej Górze w Gostyniu były dla mnie radością, którą trudno opisać! Ta ogromna euforia ze wspólnej gry i sesji nagraniowej była możliwa dzięki życzliwości wielu osób – między innymi pana Huberta Michalaka, prezesa firmy Hillwood, pana Wojciecha Czemplika oraz księży filipinów ze Świętej Góry w Gostyniu.

Wszyscy byliśmy zgodni co do tytułu „Love’s Joy”, zaczerpniętego z nazwy utworu Fritza Kreislera, który znalazł się na płycie. Wiedzieliśmy, iż przelaliśmy na ten album całą euforia naszych serc.

SG: Twoja kooperacja z Sinfonią Viva i Tomaszem Radziwonowiczem, a Wasza kooperacja zaczęła się, kiedy byłaś jeszcze na bardzo wczesnym etapie swojej artystycznej drogi. Co zmieniło się między Gabrielą nagrywającą pierwszą płytę jako nastolatka a Gabrielą wchodzącą do studia przy „Love’s Joy”?

GB: Poznałam orkiestrę Sinfonia Viva i maestro Radziwonowicza już dziesięć lat temu. Miałam wtedy 13 lat. Zagraliśmy razem po raz pierwszy w bazylice w Gostyniu podczas festiwalu Musica Sacromontana, dzięki zaproszeniu pana Wojciecha Czemplika. Po tym koncercie maestro Radziwonowicz zaproponował mi wspólne nagranie płyty. Dwa lata później wróciliśmy do miejsca, w którym się poznaliśmy – do gostyńskiej bazyliki, gdzie nagraliśmy pierwszy album.

Pamiętam, iż kierowały mną wtedy zupełnie inne emocje. Chciałam, żeby wszystko było zagrane gwałtownie – tam, gdzie oczywiście mogło być – i idealnie! (śmiech) Przy drugiej płycie chciałam powiedzieć coś zupełnie innego. Podczas pracy nad „Love’s Joy” kierowałam się przede wszystkim uczuciami. To właśnie one, a także jakość dźwięku, były dla mnie najważniejsze.

Chciałam, by charakter każdego utworu był bardzo wyraźny, aby pokazać zarówno różnice między kompozycjami, jak i elementy, które je łączą. Płyta zawiera też wiele tańców o charakterze folklorystycznym. Bardzo zależało mi na tym, by podkreślić ich odmienne rytmy i charaktery taneczne.

Chciałam, żeby każdy pojedynczy dźwięk był istotny i miał odpowiednio dużo czasu w wybrzmienie. Nasza relacja z orkiestrą również bardzo się umocniła od czasu nagrania pierwszej płyty. Wiem, iż podczas tej sesji wspólnie odczuwaliśmy to samo. Album zawsze w pewien sposób odzwierciedla wykonawców i to, kim są w danym momencie. Myślę, iż obie nasze płyty są pod tym względem zupełnie inne.

SG: Tomasz Radziwonowicz napisał specjalnie dla ciebie II Koncert skrzypcowy, którego główny motyw jest wręcz muzycznym autografem zbudowanym z twoich inicjałów – „G B”. Jak się gra utwór, o którym wiesz, iż od początku był komponowany właśnie z myślą o tobie?

GB: Prawykonanie tego koncertu skrzypcowego w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, podczas koncertu jubileuszowego Sinfonii Viva, to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień koncertowych. Ta kompozycja to piękny i bardzo wyjątkowy prezent od maestro Radziwonowicza, który jest moim muzycznym autorytetem.

Maestro bardzo często mówi o tym koncercie jako o „garsonce szytej na miarę”. Zupełnie się z tym zgadzam, ponieważ w tej kompozycji odnajduję własne odbicie.

Maestro Radziwonowicz zna mnie i moją grę bardzo dobrze, dlatego utwór zawiera wszystkie elementy, które w muzyce skrzypcowej uwielbiam najbardziej. Bardzo łatwo było mi go zrozumieć i znaleźć w nim siebie. Zawiera również piękne kadencje, w których mogę pozwolić sobie na ogromną swobodę czasową. Grając ten koncert, czułam wielką wolność wykonawczą. Było to niesamowite przeżycie. Do dziś jestem wzruszona, iż maestro podarował mi tak wyjątkowy prezent.

SG: Regularnie wracasz do Ostrowa i południowej Wielkopolski – również z koncertami dla młodzieży szkolnej. Co daje ci powrót z muzyką do miejsc, od których sama zaczynałaś? I jak to jest z nastolatkami – są trudniejszą publicznością niż doświadczeni melomani? (śmiech)

GB: Tak, bardzo często wracam w rodzinne strony właśnie z powodu koncertów. To najlepsza okazja, by chociaż na chwilę wrócić do domu! (śmiech) Uwielbiam grać dla wszystkich tych, którzy są mi bliscy, którzy wiele razy okazali mi wsparcie i wciąż to robią. Wspaniale jest ich widzieć, a możliwość zagrania dla nich to dla mnie największa przyjemność. Cieszę się, iż chociaż w taki sposób mogę się odwdzięczyć za wielką życzliwość, którą mnie obdarzyli.

Gabriela Balcerek, fot. prywatne archiwum Gabrieli Balcerek

Miałam też okazję zagrać wiele koncertów dla uczniów liceum, organizowanych przez Towarzystwo im. Fryderyka Chopina w Ostrowie Wielkopolskim z inicjatywy pani Sylwii Jakubek. Przyznam, iż trochę się obawiałam, czy uda mi się sprostać temu zadaniu i zainteresować niemal moich rówieśników muzyką klasyczną, która nie jest szczególnie popularna wśród młodego pokolenia i niekiedy może wydawać się trudna do zrozumienia. Okazało się jednak, iż odbiór był wspaniały!

Podczas każdego z koncertów, od samego początku aż do końca, panowała zupełna cisza. Po występach usłyszałam wiele pięknych słów na temat muzyki, którą zagrałam. Cieszę się, iż udało mi się dotrzeć do serc tak młodych słuchaczy! Myślę, iż to doświadczenie pokazuje, iż młodzi ludzie wcale nie muszą nie lubić muzyki klasycznej. Często po prostu jej nie znają i nie wiedzą, iż może być tak atrakcyjna w odbiorze.

Uważam, iż zdecydowanie warto wychodzić do młodych ludzi z inicjatywą takich koncertów.

SG: Jak chciałabyś, żeby za kilka lat opisywano Gabrielę Balcerek?

GB: Jako osobę, która kocha muzykę i chce dzielić się częścią siebie poprzez grę na skrzypcach. Zawsze chcę grać dla ludzi. To oni są najważniejsi w tym, co robię. To dla nich przygotowuję repertuar i jestem gotowa na scenie zaryzykować w imię emocji.

Chcę, by muzyka uszczęśliwiała i uwrażliwiała, by przywoływała wiele pięknych uczuć. Nieważne, gdzie będę i w jakiej sali będę występować – chcę, by to, co robię, było dla innych.

Gabriela Balcerek – skrzypaczka pochodząca z Odolanowa w południowej Wielkopolsce. Naukę gry na skrzypcach rozpoczęła w wieku siedmiu lat w Ostrowie Wielkopolskim, a następnie kształciła się w Poznaniu i Wiedniu. W 2022 roku ukończyła z wyróżnieniem Poznańską Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną II stopnia im. Mieczysława Karłowicza. Od 2023 roku studiuje w Royal College of Music w Londynie, w tej chwili w klasie prof. Emily Sun. Laureatka kilkudziesięciu konkursów skrzypcowych w Polsce i za granicą. Koncertuje jako solistka i kameralistka, współtworzy londyński Sylva Quartet. Z orkiestrą Sinfonia Viva pod dyrekcją Tomasza Radziwonowicza nagrała dwa albumy, w tym „Love’s Joy” (2025). W 2024 roku prawykonała II Koncert skrzypcowy Tomasza Radziwonowicza, napisany specjalnie dla niej. Stypendystka programu „Młoda Polska” oraz Marszałka Województwa Wielkopolskiego, którego stypendia otrzymała między innymi w 2024 i 2026 roku.

Idź do oryginalnego materiału